Dlaczego zimą warto zaprzyjaźnić się z lodówką?
Zimą nasz talerz często przypomina monotonną kartkę papieru: ziemniak, marchew, ewentualnie jabłko i… koniec listy. Tęsknimy za letnimi smakami, świeżymi owocami, aromatycznymi malinami czy chrupiącymi borówkami. I wtedy – trochę niepozornie, trochę niesłusznie ignorowane – na scenę wkraczają one: mrożonki. Dla wielu brzmi to jak jedzenie awaryjne lub „opcjonalne”. A niesłusznie. W rzeczywistości mrożone owoce często biją na głowę te „świeże” z marketu.
Zamrożone nie znaczy gorsze – czasem wręcz przeciwnie!
Gdy słyszymy „świeży owoc”, wyobrażamy sobie sielski ogródek, słoneczne lato i zerwaną prosto z krzaka poziomkę. Problem w tym, że owoce na sklepowych półkach mają niewiele wspólnego z tą idylliczną wizją. Zbierane są niedojrzałe, bo muszą przetrwać transport, leżakowanie w magazynach, potem kilka dni w sklepie – i dopiero wtedy trafiają do naszej kuchni. A w tym czasie? Cenny ładunek witamin i antyoksydantów powoli się ulatnia.
Z kolei owoce przeznaczone do mrożenia zbiera się w szczycie dojrzałości, a więc wtedy, gdy zawierają najwięcej składników odżywczych. Następnie są szybko myte, porcjowane i zamrażane w ciągu kilku godzin od zerwania. Co to oznacza? Że dla tych owoców czas się zatrzymał, a wartości odżywcze zostały zakonserwowane niemal w całości.
Mrożenie kontra witamina C? Zaskoczenie!
Sporo osób sądzi, że mrożenie „zabija witaminy”. Otóż – niezupełnie. W przypadku wielu owoców (np. borówek czy malin), zawartość witaminy C po mrożeniu jest większa niż w „świeżych” owocach leżących kilka dni w temperaturze pokojowej. To dlatego, że proces zamrażania hamuje enzymatyczne rozkładanie witamin i ogranicza degradację oksydacyjną. Brzmi chemicznie? Jasne. Ale oznacza jedno: Twoja paczka mrożonych wiśni to mała kapsuła zdrowia.
A co z fruktozą?
Owoce są zdrowe – to wiemy. Ale nadmiar fruktozy (szczególnie z niektórych owoców jak winogrona czy dojrzałe banany) może obciążać wątrobę i osłabiać odporność. Dlatego jesienią i zimą lepiej ograniczyć ich spożycie i wybierać owoce o niższej zawartości fruktozy, jak np. czarne porzeczki, maliny, agrest czy borówki – czyli te, które najłatwiej znaleźć w formie mrożonej.
Warzywa mrożone – mistrzowie ukrytej wartości
Nie tylko owoce zasługują na zimne traktowanie. Fasolka szparagowa, brokuły, kalafior, jarmuż – wszystko to w formie mrożonej często ma więcej wartości odżywczych niż smętnie wyglądające „świeżaki” z zimowego warzywniaka. Profesor Mario Ferruzzi z Uniwersytetu Stanowego Karoliny Północnej mówi wprost: „Mrożone warzywa zebrane w momencie najwyższej dojrzałości biją na głowę większość warzyw leżących w sklepie.”
I ma rację.
Mrożonki = wygoda + zdrowie + zero wymówek
Mało kto ma czas na codzienne obieranie, krojenie, mycie i czyszczenie owoców czy warzyw. Mrożonki rozwiązują ten problem z elegancją godną XXI wieku – są umyte, pocięte, gotowe do użycia. Smoothie, zupa, owsianka, kompot, sos? Kilka garści mrożonek i gotowe.
Kiedy mrożonki wygrywają ze świeżymi?
Jeśli masz własny ogródek lub zaprzyjaźnioną babcię na wsi, to jasne – ich owoce to złoto. Ale jeśli wybór to:
- „świeże” owoce z supermarketu, które podróżowały przez pół Europy i leżą już 5 dni na półce
versus - zamrożone owoce zerwane dzień wcześniej i błyskawicznie zabezpieczone
to wybór jest prosty: idź w mrożone.
W świecie, w którym jesteśmy zabiegani, zestresowani i coraz bardziej podatni na infekcje, warto pamiętać, że odporność buduje się od kuchni. Mrożone owoce i warzywa to niedrogi, wygodny i skuteczny sposób, by wspierać organizm i uzupełniać dietę w cenne mikroelementy. Więc nie bój się mrożonek. Bo choć ich nazwa może brzmieć chłodno, to dla Twojego zdrowia są gorącym sprzymierzeńcem.
Redakcja

0 komentarzy