Język Twojego organizmu – jedyny, który powinien być opanowany w dzieciństwie

15 paź, 2025 | Inne | 1 komentarz

Nasz organizm, oprócz tego, że jest niezwykłym cudem natury, jest między innymi świetnym systemem nadawczo-odbiorczym, potrafi nam zasygnalizować swoje potrzeby, a także dać adekwatną odpowiedź na to, z czym się zetknął. Niestety system edukacji ani szkolnej ani społecznej nie uwzględnił poznawania najbardziej potrzebnego języka w naszym fizycznym istnieniu.

Co ciekawe – mimo, że zachowujemy się w tym temacie jak dzieci we mgle i tak znamy lepiej swoje ciało niż ktoś, kto na studiach sześcioletnich wyuczył się głównie stosowania chemicznych medykamentów. W dzisiejszych czasach osoba w białym kitlu chce aspirować do kogoś, kto zna nasze ciało lepiej niż my sami. Skąd może ona wiedzieć, że na pewną substancję reaguję wzdęciami, podczas gdy nikt w mojej rodzinie tak nie reaguje. Skąd może ta osoba przypuszczać jakie mam zapotrzebowanie na płyny w ciągu dnia, skoro nigdy nie odczuła mojego pragnienia. Skąd może wiedzieć, że niektórych minerałów będzie mi zawsze bardziej brakować, bo urodziłam się jesienią i niewytłumaczalna potrzeba używania większej ilości soli będzie w moim przypadku całkowicie usprawiedliwiona.

Jest mnóstwo przyczyn, dla których powinniśmy wziąć sprawy zdrowia w swoje ręce m.in ilość toksyn w naszej żywności, sprytne podsuwanie nam szybkich, ale zdradliwych remediów na dolegliwości w telewizji… ale najważniejszym jest to, że w sprawie własnego organizmu nikt nie ma szans być dla nas autorytetem, bo nie ma możliwości poczuć tego, co my czujemy w swoim ciele.

To, co należałoby zrobić to zapoznać się z podstawami języka naszego ciała, ponieważ ono do nas mówi nieustannie od pierwszego dnia życia i będzie kontynuowało do ostatniego naszego oddechu. Czy nie warto zainwestować swojego czasu i wysiłku, by opanować ten temat w stopniu co najmniej bazowym…? Oj tak! Z całą pewnością, ta inwestycja czasowa się nam zwróci tysiąckrotnie.

Gdy będziemy szybciej wychodzić z przeziębienia, sami wygłuszać początkujące dolegliwości naszego ciała, sami z siebie chudnąć gdy zechcemy i zyskiwać więcej energii do działania niż zapewniło by nam 6 kaw dziennie. Gdy żegnając depresję czy napady złości, pomyślimy jak dobrze jest znać sygnały wysyłane przez nasze ciało.

Jeśli już wiemy, że ochota na smak kwaśny daje nam sygnał, że nasza wątroba ma kłopoty, kiedy wiemy, że problemy z górną szóstką u dentysty to także niekoniecznie od słodyczy, a zaburzony krąg szyjny C7 nieuchronnie wpłynie na zachowanie się naszej tarczycy, to możemy adekwatnie reagować, by naprawiać to, co w wyniku cywilizacyjnego „pójścia na łatwiznę” zepsuliśmy.

Jeśli nieobce są nam powiązania depresji z zaburzeniem płuc czy pozostawaniem w biernej pozycji wobec życia przez zablokowany pęcherzyk żółciowy, o wiele łatwiej jest odnaleźć się w tym coraz bardziej wymagającym świecie.

Jeśli wiemy, że czyjaś skwaszona mina na nasz widok, od razu osłabi naszą śledzionę, która nieopatrznie będzie w ciągu następnych godzin narażona na wirusy, tylko dlatego, że osłabiła naszą wiarę w siebie… to możemy temu przeciwdziałać zarówno na polu fizycznym – zapewniając sobie dawkę witaminy U np. w sałatce z kapusty, ale także na polu mentalnym, zdając sobie sprawę, że sami oddajemy komuś innemu władzę nad naszym nastrojem – co jest absurdalne i nikomu niepotrzebne, a już zupełnie nie nam.

Gdy doprowadzamy nasz organizm do optymalnego funkcjonowania – zaczynamy zauważać nie tylko poprawę fizycznych aspektów, ale także przypływu spokoju emocjonalnego, odporności na stresy dnia codziennego oraz radości życia bez dodatkowej stymulacji. Zaczynamy się cieszyć tylko z tego, że istniejemy.

Wdzięczność, która jest w nas od razu znajduje swoje odbicie w rzeczywistości i zaczynamy mieć do czynienia także z optymizmem innych wokół nas. Choćby czuli oni zupełnie coś przeciwnego, do nas skierują się z pogodnym obliczem i chęcią pomocy.

Wtedy zaczynamy doceniać swój wysiłek włożony w pracę nad sobą – zarówno nad swoim ciałem, jak i nad swoim dobrym samopoczuciem i pozytywnymi myślami.

Zatrute, obciążone toksynami ciało nie jest w stanie wygenerować uśmiechu, nie mówiąc już o wygenerowaniu odpowiedniej energii, by uczestniczyć w czymś więcej niż tylko codzienne obowiązki. A przecież cały świat stoi przed nami otworem! Ilość możliwości samospełnienia się jest ograniczona tylko naszą wyobraźnią!

Gdy nasze ciało wie, że może na nas polegać, że wysłuchamy go, gdy będzie w potrzebie, gdy jakiś organ będzie potrzebował naszej uwagi i troski, to zareagujemy, wtedy służy nam nie tylko dłużej, ale także staje się jakby cichym świadkiem naszego sukcesu. Cichym, bo nie absorbuje nas już dolegliwościami stawowymi czy żołądkowymi, nie przypomina o sobie dając nam zgagę czy migrenę. Stoi cicho przy nas ze swoim nieodłącznym wsparciem, zachwycając się tym, na co zużywamy jego sprawnie wytworzoną energię. A my wtedy możemy popłynąć na skrzydłach sukcesu w jakiejkolwiek dziedzinie, która daje nam spełnienie.

Tego Wam i sobie życzę z całego serca! Z uśmiechem

Aja Iskra
Naturoterapeutka, autorka książki o zdrowiu pt. „Za 100 uderzeń serca, jeśli to możliwe, zawróć!!!”

1 komentarz

  1. Anna

    Polecam książkę Aji – Za 100 uderzeń serca…..

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Subskrybuj newsletter i odbieraj naszą gazetę na e-mail

Kategorie

Archiwum