Nie można zakwestionować tego, że nasze młode pokolenie jest coraz słabsze biologicznie. Każdy kto swoje młodzieńcze lata spędził w PRL potwierdzi, że tak wielkiej ilości chorych dzieci wtedy się nie spotykało. Ponieważ ja sam należę do tej grupy ludzi, mogę to też potwierdzić, że ani w szkole podstawowej, ani już później w szkole średniej nie zauważyłem dzieci tak chorych jak dzieje się to dzisiaj. Dziecko mające 7 czy 10 lat, chore na przykład na cukrzycę czy astmę jest w każdej szkole bardzo „widoczne”.
Przez 8 lat chodziłem do tej samej szkoły podstawowej, gdzie nauki pobierało co roku ok. 650 uczniów i…nie słyszałem o jakimkolwiek dziecku chorym na cukrzycę, astmę, alergie itd. Otyłość występowała bardzo rzadko. W szkole średniej było to samo. Niech mi ktoś dzisiaj pokaże w Polsce szkołę z taką ilością uczniów jak powyżej, gdzie nie ma WIELU przypadków wcześniej wymienionych chorób. W dzisiejszych czasach dzieci w wieku szkoły podstawowej, średniej czy młodzi ludzie w wieku studenckim już są chorzy, najczęściej na choroby przewlekłe. Najgorsze, że nie są to odosobnione przypadki. Otyłość jest powszechna, najwyraźniej zmierzamy do takiej samej katastrofy jaka jest w USA, Kanadzie czy Australii.
Dlaczego tak się dzieje?
Częściową winę za ten stan rzeczy ponoszą rodzice. W większości, zupełnie nieświadomie „zalewają” małe organizmy swoich pociech cukrem. Cukier jest teraz wszędobylski. Dodaje się go nawet tam, gdzie tego nigdy byśmy się nie spodziewali np. do niektórych wędlin. To, że cukier w postaci krystalicznej jest niezwykle szkodliwy wie każdy, a przynajmniej wiedzieć powinien.
Dlatego, należy uważnie czytać etykiety produktów, które kupujemy, a szczególnie tych produktów, które dajemy dzieciom. Jeśli założymy, że pełna łyżeczka cukru to ok. 5 gram, zauważymy, że w maleńkim słoiczku o pojemności zaledwie 125ml, z niezwykle popularnym, gotowym do spożycia musem owocowym są CZTERY łyżeczki cukru. A przecież, 125 ml to ok ¾ szklanki.
Kto o zdrowych zmysłach regularnie (młode mamy to tak właśnie robią) dawałby dziecku niecałą szklankę wody z rozpuszczonymi czterema łyżeczkami czystego cukru? No kto?
Młoda mama czy młody tata jednak zrobi to bez mrugnięcia okiem podając dziecku takiego „gotowca”, no bo przecież tyle się nasłuchali, że… to takie zdrowe. Powiedziano im także, że soczki owocowe to też samo zdrowie. No więc… po podaniu dziecku takiego posiłku, o którym wspomniałem wcześniej, należy teraz dać swojemu „skarbowi” coś do popicia. Która z mam da dziecku po prostu wodę? Najczęściej daje ten „zdrowy” soczek owocowy. Często nie wie jednak o tym, że w 250 ml „zdrowego” soczku owocowego jest ok. 4 do 5-ciu łyżeczek cukru. Jeśli mamie takiej nalać 250 ml wody (pojemność szklanki), rozpuścić 5 łyżeczek cukru i poprosić o wypicie takiego „ulepku” z pewnością odmówi, ale… swojemu dziecku to da i to kilka razy dziennie!
A co ze śniadaniem? To samo. Bardzo często dziecko zaczyna dzień od potężnej dawki cukru w postaci szeroko reklamowanych „mazideł” do smarowania, dżemu, miodu itd. Mamie na ogół się śpieszy, więc najłatwiej jest dziecku po prostu śniadanie wsypać z kartonika do miski w postaci różnego rodzaju suchych chrupek, zalać zimnym PASTERYZOWANYM mlekiem i… śniadanie gotowe!Wiele osób twierdzi, że podobno zdrowsze dla dziecka byłoby spożycie kartonika, z którego mama wsypała do miski chrupki.
Na drugie śniadanko banan, winogrona, gruszka, śliwka no i… soczek owocowy. Aha.. oczywiście dziecko musi mieć deser. A na deser zdrowiutki jogurcik. Czy jednak mama sprawdziła, że w 140 ml tego jogurtu może być nawet 5 łyżeczek cukru? Z pewnością nie. Niektóre dzieci wypijają takich soczków czy jogurtów kilka dziennie. Policzmy teraz ile łyżeczek cukru im podano? Zachęcam Czytelników do policzenia spożycia cukru w swoich rodzinach. Zdziwienie będzie niemałe, ponieważ często jest to nawet 25 łyżeczek cukru. Czy jeszcze się zastanawiamy co jest, przynajmniej w części, przyczyną chorób i otyłości wśród dzieci i młodzieży.
Wcale nie jest moim zamierzeniem branie na „celownik” mamy czy taty małego dziecka. Jakże często, kiedy babcia, dziadek, wujek, ciocia przychodzą w odwiedziny, to co najczęściej dziecku przynoszą w prezencie? Czy nie jest to czekoladka, batonik, lizaczek, cukierek itd? Regularnie zamęczamy dziecięce trzustki, zmuszając je do niezwykle ciężkiej pracy, żeby naprawić błędy dietetyczne. Czy jeszcze ktoś się dziwi skąd tyle przypadków cukrzycy, otyłości i innych chorób?
Jerzy Zięba

0 komentarzy