Kilkanaście lat temu wiedziona własnym doświadczeniem zawodowym, pokusiłam się o stwierdzenie, że za dwieście, może sto lat społeczeństwa wysokorozwiniętych państw będą nosiły znamiona autystycznych, przy zachowaniu możliwości rozwoju intelektualnego oraz prokreacji. Rozwój nauki i coraz łatwiejsza dostępność do szeroko pojętej wiedzy zagwarantuje to pierwsze, natomiast biologia i naturalna, instynktowna potrzeba rozmnażania się (spółkowania) zapewni to drugie. Ot i moje zdziwienie, myślę, że i zaskoczenie, bo nie spodziewałam się, że to, co wydawało mi się tak odległą, złowrogą przyszłością, zaczęłam obserwować już teraz. Być może to miejsce, w którym prowadzę obserwacje, jego specyfika, uwarunkowania społeczne, kulturowe i gospodarcze w znacznym tempie przyspieszają ten proces i jest on już teraz zauważalny, ale także, a może przede wszystkim moje spostrzeżenia ujawniły inne przyczyny upośledzania społeczeństw w obecnym świecie, prowadzące do szczególnej niepełnosprawności społecznej właściwej chorobie zwanej autyzmem, a samemu procesowi nadałam określenie autyzmizacji.
Większość z nas uważa, że wszystko, co przyniósł dwudziesty pierwszy wiek jest nieuniknione i niezbędne: postęp, coraz większe zmechanizowanie i zautomatyzowanie naszego życia, wszechobecna elektronika, łatwość, szybkość i nieograniczony dostęp do informacji, a przy tym pośpiech, stres i wyczerpanie, ucieczka najczęściej w wirtualny świat, bo tak łatwiej, prościej i pod ręką, i wydawać by się mogło, że bez konsekwencji. Otóż nic bardziej mylnego. I jak słyszę, że to wszystko jest usprawiedliwieniem czy też wytłumaczeniem dla tego, co się dzieje z obecnymi społeczeństwami, a zwłaszcza z jego najmłodszymi przedstawicielami, to nie mogę się z tym zgodzić, wywołuje to moje oburzenie. To, co w skrócie przytoczyłam powyżej jest z pewnością dla wielu oczywiste, chciałabym jednak poruszyć czy też przedstawić moje dalej idące przemyślenia, a wynikające z moich ostatnich obserwacji.
Od kilku lat mieszkam w US i zauważyłam od samego początku nieco odmienne od polskich warunki, w jakich tu żyją ludzie i wychowują swoje dzieci. Zapracowani, uwikłani w różne relacje zawodowe i towarzyskie rodzice, pozwalają swoim pociechom na wypełnianie przez nich wolnego czasu w sposób, jaki serwuje im tak wysoce rozwinięta technologia elektroniczna, która gwarantuje tymże rodzicom stuprocentowe, na czas często nieograniczony wyciszenie, czasami może marudnego czy po prostu znudzonego i przeszkadzającego dziecka, w każdym razie schodzi im ono z oczu i siedzi cicho. Niestety z czasem, a tak na prawdę dzieje się to bardzo szybko, dziecko odcina się nie tyle od życia rodzinnego, ale w ogóle od rzeczywistości.
Życie w świecie wirtualnych postaci, przedmiotów kreowanych na ekranie, wyalienowuje młodego człowieka, który przestaje umieć żyć wśród i z realnie istniejącymi ludźmi, stopniowo traci też zainteresowanie jakąkolwiek inną aktywnością. Proces ten zaczyna się już u kilku-, kilkunastomiesięcznych dzieci, którym rodzice dla własnego „świętego” spokoju wkładają w rączki telefon czy tablet z bajkami czy grami. O zgrozo!!! Nazywając ten proces wyalienowaniem, uczyniłam to świadomie, obserwując konsekwencje tych praktyk, bardzo często prowadzących do uzależniania się od nich. Taki człowiek mały czy duży po wielogodzinnym codziennie obcowaniu z urządzeniem elektronicznym, z tym, co się na jego ekranie dzieje, a więc z tym wyimaginowanym światem, traci kontakt z realnie żyjącymi wokół ludźmi, a często słuchawki na uszach dodatkowo wzmacniają tylko jego odseparowanie.
Życie w nierealnym świecie za pośrednictwem czy też przy pomocy tych urządzeń jest niczym innym jak zamykaniem się w świecie przedmiotów przez Autystów, dla których ludzie nie istnieją, nie są zauważalni i do niczego niepotrzebni. Autyzm jest bardzo poważną chorobą, przejawiającą się przede wszystkim zaburzeniem, upośledzeniem relacji społecznych, zamknięciem się w swoim wnętrzu, w swoim świecie z uwagą kierowaną jedynie na przedmioty martwe. Jest jeszcze kilka znamiennych symptomów tej choroby, które zauważam u wielu pozornie zdrowych dzieci, a także u dorosłych w społeczeństwie wysokorozwiniętym takim, jak to amerykańskie, w obecnych czasach.
Do poparcia postawionych w niniejszym artykule tez posłużyły mi moje osobiste obserwacje i wcześniejsze doświadczenie zawodowe. Jestem psychologiem z prawie trzydziestoletnim stażem pracy, ale dopiero to, co zaobserwowałam niedawno, objaśniło mi wiele aspektów pewnych procesów upośledzających funkcjonowanie psychiczne i emocjonalne małego człowieka, które noszą znamiona autystycznych. Przez wiele lat mojej pracy zawodowej diagnozując i prowadząc terapię dzieci dotkniętych autyzmem, sukcesywnie obserwowałam zastraszające tempo wzrostu liczby nowych przypadków tej choroby, co do powodów którego nie będę się w niniejszym artykule wypowiadać, jakkolwiek posiadam własne przekonanie.
Obecnie zaintrygowało mnie zjawisko „autyzmizacji” współcześnie żyjących społeczeństw, w wysoko rozwiniętych państwach. Wprowadziłam termin „autyzmizacji” dla określenia procesu zmiany zachowania oraz szeroko pojętego funkcjonowania psychicznego i emocjonalnego człowieka. Ponadto zadałam sobie pytanie, czy tylko specyfika obecnych czasów, to wszystko, o czym już wspominałam, czyli postęp i nowoczesność w każdym wymiarze, pozornie ułatwiające nam życie, w zdradliwy jednak sposób upośledzające nasze człowiecze zdolności do bycia samodzielnym, wolnym człowiekiem, żyjącym, współistniejącym z innymi samodzielnymi, wolnymi i niezależnymi, czy tylko to jedynie zmienia ludzkość, która niebawem stanie się jeśli nie cała, to w większości autystyczna, przejawiając cały repertuar zachowań właściwych temu zaburzeniu? Czy myśląc o tym, w tak odległej perspektywie pomyliłam się, czy to już właśnie się dzieje, ogarniając rzesze młodych pokoleń? Dlaczego proces „autyzmizacji” społeczeństw tak szybko postępuje i co go generuje?
Jak już wspomniałam, dane mi było zdobyć niecodzienne doświadczenie, które wzbogaciło moją wiedzę jako psychologa i terapeuty. Przez prawie rok opiekowałam się chłopcem, który z powodu pandemii, a w jej konsekwencji zamknięcia wszelkich instytucji, świadczących do tej pory usługi wychowawcze i opiekuńcze oraz w wyniku innych jeszcze uwarunkowań, przez sześć dni w tygodniu mieszkał u mnie. Całodobowe obcowanie z młodym człowiekiem, ba jeszcze dzieckiem, bo dziewięciolatkiem ujawniło pewne zależności i mechanizmy, mogące przyczynić się do rozwijania u ludzi cech autystycznych, wcześniej nie diagnozowanych u nich, przy stwierdzonym prawidłowym do tej pory rozwoju psychoruchowym i emocjonalnym. Te obserwacje pozwoliły mi na wysnucie wniosków, z którymi chciałabym się podzielić, a które może posłużą za przestrogę albo pozwolą pod wpływem refleksji zmienić swoje postępowanie czy nabrać pokory wobec pewnych praw rządzących naszą psychiką. O tę refleksję upraszam czytających artykuł, bo być może jestem w błędzie… chciałabym.
Myślę, że miałam niespotykaną możliwość tak dogłębnej analizy przypadku w zakresie interesujących mnie procesów. Nie jest to możliwe, kiedy psycholog w sprzyjających warunkach spotyka się ze swoim pacjentem raz w tygodniu przez godzinę. Nigdy nie jesteśmy w stanie wychwycić i zinterpretować wszystkiego. Wyniki moich obserwacji, dokonanych w tak szczególnych warunkach, postaram się podsumować i usystematyzować…
Joanna Lisiecka Łunkiewicz

0 komentarzy