Jakie ma prawo krytykować mnie lekarz, który… trzecia część wywiadu z Jerzym Ziębą.

Jerzy Zięba, Porady | 0 komentarzy

JerzyZapraszam na trzecią część wywiadu z Jerzym Zięba.

Jerzy Zięba od ponad 20 lat zajmuje się naturoterapią, szczególnie w odniesieniu do naturalnych metod leczenia i zapobiegania chorobom przewlekłym i nowotworom. Publikuje artykuły w mediach i prowadzi wykłady dotyczące prostych i skutecznych metod leczenia oraz zapobiegania chorobom bez stosowania środków sztucznie syntetyzowanych. Jerzy Zięba jest dyplomowanym hipnoterapeutą w Australii i USA. Jest też autorem książek “Ukryte Terapie” oraz tłumaczem książki “Cholesterol – naukowe kłamstwo” autorstwa Uffe Ravnskova.

Dużo mówi się o tzw. podziemiu medycznym – wielu ludzi leczy swoje schorzenia dzięki medycynie niekonwencjonalnej i tu nie ma problemu ze znalezieniem lekarza. Czasem jednak zdarza się, że jest potrzebna natychmiastowa interwencja np. przy sepsie, gdzie jedynym ratunkiem może okazać się dożylnie podanie witaminy C. Gdzie tacy pacjenci mają w szukać pomocy w nagłych przypadkach? Co zrobić gdy liczą się minuty, a lekarz zasłania się procedurami?

To jest trochę bardziej skomplikowany temat ale dobrze, że poruszyliśmy tu sprawę sepsy. To jest dobry przykład. Wielokrotnie mamy do czynienia z różnymi sytuacjami zagrażającymi życiu pacjenta, kiedy liczą się godziny i wtedy zaczynają się przysłowiowe schody. Tym bardziej, że w przypadku sepsy rozwiązanie jest bardzo proste, nawet jeśli zawiodą wszystkie antybiotyki.
Natomiast sam fakt, że w polskich szpitalach istnieje coś, co się nazywa sepsą to jest już katastrofa i wstyd dla medycyny akademickiej.
Dlaczego? Dlatego, że gdyby naprawdę nie było rozwiązania, można to zrozumieć, ale rozwiązanie jest i karygodnym jest fakt istnienia dosyć częstego zakażenia bakteriami, które nie reagują na antybiotyki – bo taka jest właśnie sepsa, która szaleje w organizmie i niszczy go.
W przypadku, gdy lekarze mówią, że mamy do czynienia z sepsą, to pomijamy tu już sprawę odpowiedzialności za to, że ktoś przychodzi do szpitala z przysłowiowym wrzodem na tyłku, a wynoszą go martwego, ale jeśli już zdarzy się sepsa lekarze mówią: robimy wszystko co w naszej mocy, dajemy wszystkie antybiotyki, nic nie działa, bakteria ta nie reaguje na żaden antybiotyk.
Co zrobić? Wtedy, moim zdaniem trzeba się zwrócić do lekarzy i powiedzieć: proszę zastosować witaminę C w dużych dawkach (lub też wodę utlenioną – ale woda utleniona to już oddzielny temat). Lekarz wtedy powie (bo ja już to przećwiczyłem), że nie może tego zrobić, bo nie ma tego w procedurach i praktycznie w każdym szpitalu odmówią, powiedzą tak: nie jesteśmy szpitalem klinicznym i nam nie wolno robić eksperymentów medycznych, bo to byłby eksperyment medyczny.
Wtedy trzeba natychmiast poszukać szpitala klinicznego, szpitala uniwersyteckiego, bo w nim się robi eksperymenty medyczne i przewieźć tam pacjenta.
Miałem taki przypadek, kiedy zwróciła się rodzina do jednej z klinik akademickich, poradziłem wtedy, żeby powołali się na Deklarację Helsińską.
Deklaracja Helsińska, to jest zbiór przepisów czy też zaleceń podpisanych przez wiele krajów, również przez Polskę, który mówi o tym, że jeżeli lekarz wykorzystał wszystkie możliwości i dostępne mu środki farmaceutyczne, to wtedy ma prawo zastosować jakąkolwiek inną terapię by uratować życie pacjenta. Jeżeli rodzina powoła się na Deklarację Helsińską w szpitalu klinicznym to uważam, że szpital ma obowiązek zasięgnąć informacji dotyczącej np. zastosowania witaminy C (a tych publikacji jest 50 tysięcy) i zacząć pacjentowi ją podawać. Jeżeli w dalszym ciągu mamy do czynienia z tym, że mimo wszystko lekarze z kliniki uniwersyteckiej odmawiają ratowania życia pacjentowi, który umiera, odmawiają podania askorbinianu sodu – bo mówimy tu o tej substancji, którą trzeba podać dożylnie – podpierając się tym, że askorbinianu sodu nie ma na liście leków eksperymentalnych, wtedy w trybie natychmiastowym trzeba zawiadomić prokuraturę, nie czekać, nie dyskutować. Zgodnie z Deklaracją Helsińską nie ma żadnej listy leków eksperymentalnych. To tylko wymysł lekarzy, którym nie chce się leczyć pacjenta. Ci lekarze łamią postanowienia tej Deklaracji.

Jak można skorzystać z Deklaracji Helsińskiej w sytuacji kiedy nie ma możliwości bądź czasu, aby zawieźć chorego do szpitala klinicznego?

Powinno się z niej korzystać w każdej sytuacji zagrożenia życia. Życie człowieka jest absolutnym priorytetem, a nie procedury. Lekarze mówią zazwyczaj: nie jesteśmy kliniką i nie wolno nam robić eksperymentów medycznych, ale moim zdaniem Deklaracja Helsińska została stworzona między innymi po to, aby w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia, lekarz nawet w zwykłym szpitalu, mógł zastosować cokolwiek w celu ratowania życia pacjenta. Powtórzę raz jeszcze: Deklaracja Helsińska mówi, że lekarz ma prawo zastosować wszystko by ratować pacjenta i nie jest powiedziane, że będzie to traktowane jako eksperyment medyczny i, że może to być robione tylko i wyłącznie w klinice.

Pana przeciwnicy wypominają Panu, że zabiera Pan głos w sprawach dotyczących zdrowia choć nie ma Pan w tym kierunku formalnego wykształcenia. Dlaczego nie zdecydował się Pan na ukończenie studiów medycznych?

Studiowanie medycyny akademickiej…. Podszedłem do tego tematu w Australii, ale uznałem bardzo szybko po rozmowie ze studentami starszych lat, że jest to absolutnie bezsensowne. Poza tym, ja nie zajmuję się medycyną akademicką. Ja zajmuję się naturopatią. A więc, jeżeli ktoś chce mnie krytykować to powinien to być ktoś, kto przez ileś lat zajmował czy zajmuje się naturopatią, przynajmniej w takim stopniu jak ja i przyjdzie i powie: słuchaj to i to robi się inaczej, lepiej jest robić inaczej.
Wypowiadanie się na temat zdrowia to nie jest domena tylko i wyłącznie kogoś kto ukończył studia medyczne. Dam bardzo prosty przykład: jak to jest, że lekarze, którzy skończyli studia medyczne, bardzo trudne, długie, skomplikowane, ciężkie studia, zrobili specjalizacje – nie potrafią wyleczyć łuszczycy? Nie potrafią wyleczyć zgagi? Leczą zgagę u pacjentów latami.
Profesor Jacek Jassem, krytykuje mnie przy każdej okazji. A ja się pytam: jakie ma prawo krytykować mnie lekarz, który nigdy nie zastosował naturopatii do leczenia swojego pacjenta i nigdy nie miał jakiegokolwiek doświadczenia z zastosowaniem naturopatii, a jednocześnie jest nieskuteczny w tym co robi? To jakie on ma prawo mnie krytykować?
Przecież jak się okazuje, aby leczyć skutecznie człowieka nie jest powiedziane, że trzeba skończyć studia medyczne. Ja studiów medycznych nie skończyłem, a jednak udają mi się rzeczy, które innym się nie udają.
Gdzie jest problem pogrzebany? Problem nie jest w lekarzach – chcę to bardzo mocno podkreślić. Problemem nie są lekarze. Na każdym wykładzie ostrzegam, mówię: nie nazywajcie lekarzy konowałami, tylko dlatego, że nie potrafili wyleczyć waszej przewlekłej choroby. To nie jest ich wina, bo jeżeli lekarza nie nauczono jak daną chorobę wyleczyć, to skąd on ma wiedzieć jak to zrobić? Jeżeli lekarz naprawdę nic nie wie np. na temat witaminy K2 to dlaczego zabiera się za leczenie kogokolwiek z osteoporozy? Jemu to nigdy nie wyjdzie i…… nie wychodzi.
A więc mamy tu do czynienia z problemem kształcenia lekarzy. Cały proces kształcenia jest przygotowany pod przemysł farmaceutyczny, który uczy lekarza jak leczyć pacjenta przewlekle chorego przez całe jego życie.
Natomiast, jeżeli mamy chorobę przewlekłą i lekarz sobie z tym nie radzi, a my lekarzowi mówimy, że są jeszcze inne metody: takie, siakie czy owakie, które w danym przypadku działają i takiego pacjenta da się wielokrotnie wyleczyć, a lekarz nie jest tym zainteresowany, to wtedy jest on konowałem… cdn

Dziękuję za rozmowę.
Aleksandra Nagórska, Nowy Jork
www.infozdrowie.com

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwa

Kategorie