O klątwie wolnych dni i immunologicznym spisku
Czekamy na ten moment miesiącami. Zmęczeni pracą, zestresowani codziennością, w końcu rezerwujemy wymarzone wakacje. Walizki spakowane, paszport w dłoni, a w głowie jedynie myśl: „Byle do piątku, potem tylko błogi relaks!”. I co się dzieje? Dzień przed wyjazdem zaczyna Nas drapać w gardle. Po kilku godzinach mamy katar godny wodospadu Niagara, a na lotnisku walczymy z gorączką, która sprawia, że czujemy się jak rozgrzany silnik odrzutowca. Brzmi znajomo?
Czy to klątwa? Czy natura ma złośliwe poczucie humoru? A może to sprytny immunologiczny spisek naszego organizmu? Dlaczego nasze ciało uwielbia rozchorowywać się akurat wtedy, kiedy mamy odpoczywać!
Złośliwa natura zwana stresem
Zanim jeszcze zaczniemy oskarżać tajne rządowe laboratoria o rozpylanie wirusów w biurach tuż przed sezonem wakacyjnym, spójrzmy na jednego z głównych podejrzanych – stres.
Przez tygodnie, a może nawet miesiące, działasz na wysokich obrotach. Praca, obowiązki, terminy, dzieci, teściowa, kredyt… Twoje ciało jest w stanie ciągłej mobilizacji, a układ odpornościowy w trybie „MUSIMY PRZEŻYĆ, NIE MA CZASU NA CHOROBY!”. To trochę jak sytuacja, kiedy Twój komputer działa przez dwa lata bez aktualizacji, ale nagle, gdy masz ważną prezentację, postanawia się restartować i pobierać gigabajty nowych plików.
Twoje ciało robi dokładnie to samo. Gdy jesteś w stresie, poziom kortyzolu (hormonu stresu) rośnie, tłumiąc reakcje zapalne i trzymając Twój organizm w stanie gotowości. Ale co się dzieje, gdy wreszcie przychodzi ten upragniony urlop? Twój organizm wreszcie myśli: „Uff, koniec stresu! Możemy wreszcie sobie pozwolić na małą infekcję!”.
I tak oto leżysz w łóżku z gorączką, podczas gdy Twoi znajomi wrzucają zdjęcia z plaży na Instagram.
Syndrom „Weekendowej Grypy”
Jest nawet naukowe określenie tego fenomenu – syndrom weekendowej grypy. Badania pokazują, że wiele osób choruje właśnie wtedy, gdy wreszcie przestaje być spiętych. To jak nagłe spuszczenie powietrza z balonu – organizm mówi „Dobra, skończyliśmy projekt, teraz możemy umierać przez trzy dni”.
Co ciekawe, podobne zjawisko dotyka nauczycieli i studentów. Znacie ten moment, gdy przez cały semestr jesteście zdrowi, ale tydzień przed sesją nagle dopada Was zapalenie oskrzeli? To nie przypadek – organizm czekał do najgorszego możliwego momentu, żeby pokazać, kto tu rządzi.
Urlopowe wirusy mają Cię na celowniku
Nie zapominajmy o innej teorii: może to nie Twój organizm jest winny, tylko otoczenie?
- Lotniska i samoloty – Witamy w epicentrum zarazków! Lotniska to jak festiwal patogenów z całego świata. Miliony pasażerów, wspólna klimatyzacja, a do tego siedzenie obok pana, który przez cały lot kaszle jak silnik Diesla z lat 90. – to przepis na katastrofę.
Hotelowe pułapki – Myślisz, że w pięciogwiazdkowym hotelu wszystko jest sterylne? HA! Zasłony, pilot od telewizora, klamki – jeśli jeszcze tego nie robisz, to po przeczytaniu tego artykułu zacznij nosić własne chusteczki dezynfekujące.
Egzotyczne jedzenie – Nasz żołądek nie jest przyzwyczajony do lokalnej flory bakteryjnej, więc postanawia się zbuntować, organizując spektakularną rewolucję w postaci „zemsty faraona” lub „klątwy tajskiego curry”.
Czy można temu zapobiec?
Dobra wiadomość jest taka, że możesz zmniejszyć ryzyko choroby na urlopie. Jak?
- Oszukaj organizm – Jeśli Twój organizm oczekuje nagłego odpoczynku i załamania odporności, nie dawaj mu tego! Na tydzień przed urlopem zacznij się relaksować stopniowo – wprowadź krótkie spacery, medytację, ogranicz nadgodziny.
Wzmacniaj odporność – Brzmi nudno, ale serio: witamina C, cynk, sen, dobra dieta – to Twój oręż przeciwko klątwie urlopu.
Dezynfekuj ręce na lotnisku – Wirusy i bakterie uwielbiają podróżować tanimi liniami.
Nie przesadzaj z egzotycznym jedzeniem pierwszego dnia – Jeśli Twój żołądek przez cały rok jadał schabowego, to rzucenie go na głęboką wodę w postaci ostrego curry może skończyć się urlopem na toalecie.
Choć trudno w to uwierzyć, chorowanie na urlopie to nie tylko kwestia pecha, ale też biologii i środowiska. Nasz organizm przez długi czas działa na najwyższych obrotach, a gdy w końcu dostaje zielone światło na odpoczynek – buntuje się i zaprasza do gry wszystkie chorobotwórcze drobnoustroje.
Czy można to zmienić? Oczywiście! Wystarczy przechytrzyć własne ciało, dbać o odporność i unikać pułapek wakacyjnych zarazków. A jeśli jednak znów zachorujesz? Cóż… przynajmniej będziesz mieć wymówkę, by wreszcie spędzić urlop w łóżku i nadrobić wszystkie seriale. I kto wie, może w przyszłym roku wreszcie uda Ci się wygrać z klątwą wolnych dni?
Redakcja

0 komentarzy