Chleb – smacznie nie zawsze znaczy zdrowo.

Porady, Przepisy, Zdrowie | 0 komentarzy

CHLEBChleb jest znanym człowiekowi źródłem pożywienia od najdawniejszych czasów, wspomina się go w Biblii już na początku Księgi Rodzaju, a w całym tym Świętym Piśmie niejednokrotnie nawiązuje się do jego znaczenia zarówno w sensie oczywistym, jako pokarmu dla ciała, jak i w sensie duchowym – jako pokarmu dla duszy. My dziś skupimy się na tym pierwszym aspekcie (o drugim możecie sporo już poczytać na tej stronie). Dlaczego na pierwszym? Spójrzmy na pierwszy cytat: „W pocie oblicza twego będziesz musiał zdobywać chleb”. Co znaczą dla nas dzisiaj słowa wypowiedziane prze Boga do Adama? Oczywiście to proste – wszyscy musimy ciężko pracować by móc zarobić na chleb. Dawniej dla Adama oznaczało to tyle, że będzie musiał ciężko pracować by ten chleb wyrobić dla siebie czy swojej rodziny.

Dziś my musimy ciężko pracować by zarobić pieniądze za które możemy kupić gotowy chleb. Dla dzisiejszych czasów i tempa życia ktoś powie, że to wygodne i łatwe pójść i kupić chleb w sklepie, piekarni czy markecie. W zasadzie niemal wszędzie można go nabyć. Kto z nas jednak zatrzyma się nad tym chlebem leżącym w sklepie na półce i jeszcze raz przypomni sobie te słowa: „W pocie oblicza twego będziesz musiał zdobywać chleb”. Po co po raz kolejny przytaczam ten fragment zapytacie? Otóż kochani po to, byście następnym razem i Wy dobrze się nad tymi słowami zastanowili. Bo niestety kupno chleba dziś nie rozwiązuje już problemu jego zdobycia. Dla każdego świadomego człowieka ważne jest, by chleb był tym czym być miał od początków – zdrowym, dobrym, budującym pokarmem dla ciała. Bo wiemy doskonale, że tylko kiedy ciało jest zdrowe, dusza zdrowo może się rozwijać. Chore ciało utrudnia duszy wzrost i rozwój. Bo ciało jest przecież obecnie naszą świątynią.

Chleb nie zawsze miał postać taką, jaką ma obecnie. Dawniej przypominał on bardziej płaski placek, macę lub coś w tym stylu. Był bardziej twardy i kruchy, stąd też pewnie zwyczaj łamania się chlebem. Łatwiej było bowiem ułamać jego kawałek niż go ukroić. Dziś większość z nas zna już tylko chleb pulchny pozyskiwany dzięki drożdżom i proszkom do pieczenia. Prezentuje się on znacznie ciekawiej na talerzach, przybierając nie tylko standardową formę chleba o różnych wymyślnych kształtach, ale również bułek, bułeczek, rogalików czy bagietek. Człowiek nie chce zastępować tego wspaniałego produktu płaską macą, czy innymi plackami. Jednak powinien się zastanowić, co zrobić, by pieczywo które spożywa było choć o połowę zdrowsze i lepsze dla jego organizmu niż to, które spożywa obecnie.

Wynika to z jednego prostego faktu. Większość ludzkości spożywa chleb każdego dnia i nie wyobraża sobie śniadania, czy kolacji bez pieczywa. W ten sposób przeciętny Polak zjada około 70 kg pieczywa rocznie, a co za tym idzie człowiek przeciętnie w ciągu 70 lat życia spożywa około 5,5 tony chleba. I nie byłoby w tym niczego strasznego, gdyby nie fakt, że składniki, z jakich powstaje chleb w obecnych czasach znacznie odbiegają od tych, które tworzyły go niegdyś.

Nie zamierzam nikomu niczego obrzydzać, ani nikogo zniechęcać do jedzenia pieczywa. Jednak warto, żebyśmy mieli świadomość tego co jemy i jak to na nas wpływa. W szczególności, że mamy możliwość wyboru i możemy chociażby sami przygotować sobie chleb w warunkach domowych. Ale najpierw nim ten temat poruszymy zobaczmy bliżej dlaczego nie mielibyśmy nadal kupować chleba w sklepach czy piekarniach jak czyni to większość ludzkości.

Chleb jest potrzebny, co do tego nie ma już wątpliwości nikt. Kiedyś jeszcze sądzono, że jest zbyt kaloryczny i ciężkostrawny, ale to tylko przy założeniu użycia sztucznych konserwantów (które notabene dzięki ostatnim ustawom stały się już naturalne). Dziś wiadomo, że chleb zawiera duże ilości węglowodanów, które są niezbędne organizmowi do prawidłowego funkcjonowania. Te węglowodany musimy sobie dostarczać każdego dnia w odpowiednich ilościach by móc normalnie żyć, pracować i wykonywać szereg życiowych czynności. Do tego zawiera również istotne ilości białka, które również dostarczamy sobie w różnorodny sposób, bowiem sporo ich potrzebujemy. Zatem chleb dla współczesnego człowieka jest niemal niezastąpiony. Szczególnie zaleca się spożywanie chleba pełnoziarnistego z ziarnami zbóż, czy tzw. ciemnego pieczywa gdyż mimo, iż w swej masie jest cięższy, węglowodany, białka i tłuszcze w nim zawarte są łatwiej przyswajalne dla organizmu i łatwiej mu je przerobić na inne odpowiednie składniki potrzebne do życia. Białe pieczywo ma tę właściwość, że niestety pozwala na odkładanie się większych ilości węglowodanów i tłuszczów i organizm nie potrafi tak szybko ich przerobić na własny użytek.

Dobra wszystko już prawie wiemy, a teraz zerknijmy proszę co też takiego „wspaniałego” nasi producenci dodają nam do pieczywa, którym zajadamy się każdego dnia. Osoby z dużą wyobraźnią, niech najpierw nastawią się psychicznie. Rozpoczynamy wyliczankę:

E 282 – polepszacz antypleśniowy, dzięki niemu chleb leży i leży i nic mu nie jest – dokładna nazwa to propionian wapnia, stosowany celem zapobiegania rozwijaniu się grzybów w żywności, może przyczyniać się do powstawania problemów behawioralnych, trudności w nauce, astmy, podrażnień żołądka lub migren. Uczulenie na propioniany pojawia się wraz z uczuleniem na inne chemikalia. Dziś jednak, jak podkreślają naukowcy zbyt wcześnie jeszcze byśmy mogli mówić o tym co dokładnie może spowodować środek o tajemniczym początku E, skutki działania takich polepszaczy poznamy dopiero za kilka pokoleń. Wtedy jednak nie będziemy już mogli cofnąć zmian genetycznych, jakie nastąpią w naszych organizmach.

E 471 – emulgator lub mieszanki spulchniające nadające ciastu na chleb jednolitą konsystencję – mono- i di glicerydy kwasów tłuszczowych – zakazane od kilkudziesięciu lat z uwagi na szkodliwe działanie rakotwórcze. Przy ich produkcji stosuje się głównie tłuszcze roślinne, chociaż bywa, że korzysta się także z tłuszczów zwierzęcych (o tym jednak informację posiada tylko sam producent). Czyli nawet jedząc chlebek nie mamy pewności, czy jest Wege? Ohyda. Również podejrzewane o działanie rakotwórcze.

E 300 – kwas askorbinowy, przeciwutleniacz, środek do przetwarzania mąki, syntetycznie wytwarzana substancja o aktywności witaminy C, ze względów technologicznych coraz częściej stosowana w przemyśle spożywczym, może przyczyniać się do powstawania kamieni moczowych w nerkach i pęcherzu.

E 330 – znany jako kwas cytrynowy, zamiast symbolu E 330 wielu producentów na swoich opakowaniach pisze: regulator kwasowości, emulgator, stabilizator lub przeciwutleniacz. zapobiega reakcjom chemicznym i enzymatycznym utleniania, powodującym zmiany barwy, stabilności, konsystencji lub wyglądu produktu np. ciemnieniu, brunatnieniu obieranych owoców i warzyw. Nadaje przyjemnie kwaśny smak produktom. Oczywiście o możliwym działaniu rakotwórczym, a prócz tego cytuję Wam wypowiedź z opracowania dr. Konstantego Z. Hanffa:

Kwasek cytrynowy można znaleźć teraz, od paru lat, prawie w każdym przetworze! Nawet we wszystkich pożywkach dla niemowląt, nawet w przetworach, które z natury rzeczy i tak są już kwaśne! Nawet w przetworach gdzie już dodano parę innych kwasów, potrzebnych czy nie to obojętne, ale niejednokrotnie widziałem artykuły spożywcze, do których dodano dwa różne kwasy, a kwasek cytrynowy, jako trzeci na dokładkę!

Nigdy bym się nie domyślił, czym kierują się producenci dodając kwasek cytrynowy do przetworów, prawie do wszystkich przetworów znajdujących się na półkach sklepowych, gdybym nie zetknął się przypadkiem z rodakiem, pracującym swego czasu w jakimś „tajnym” instytucie naukowym w USA. Robiono tam doświadczenia z działaniem kwasu cytrynowego na pracę neuronów w mózgu. Stwierdzono, że kwas cytrynowy (syntetyczny, oczywiście) narusza system przewodnictwa elektrochemicznego w pracy komórek mózgowych. Inaczej mówiąc, jest w stanie z normalnego człowieka zrobić… bezmózgowca.

Innymi słowy, kwasek cytrynowy może być stosowany jako środek zmieniający układy chemiczne w mózgu w sposób umyślny i celowy. Trudno mi uwierzyć, aby producenci przetworów spożywczych o tym wiedzieli. Najwidoczniej podano im coś zupełnie innego do wierzenia. Może przekonano ich, że dodatek kwasu cytrynowego „uszlachetnia” przetwory, może ma gwarantować jeszcze większą trwałość produktu. No, jakoś ich do tego nakłoniono. Podejrzewam jednak, że ci, co ich do tego nakłaniali, wiedzieli o rzeczywistym celu: hodowanie tępaków, którzy nigdy nie będą opierać się „demokratycznej” władzy…

E 322 – lecytyna, emulgator, przeciwutleniacz, nośnik. Substancja tłuszczowa pozyskiwana z żółtka jaja kurzego, tkanki nerwowej zwierząt, krwi lub innych zwierzęcych tkanek, przy bardziej świadomym producencie pozyskiwana z nasion soi, oleju sojowego, słonecznikowego lub rzepakowego. Ogólnie uważana za nieszkodliwą. (?)

E 472e – estry kwasu mono- i diacetylowinowego – zakazane od kilkudziesięciu lat z uwagi na szkodliwe działanie rakotwórcze, innych danych brak z uwagi na niewystarczającą dokumentację dotyczącą tego syntetyku. Wiadomym jest, że pozyskuje się je z tłuszczów zwierzęcych i roślinnych.

Do tych dodatków z listy konserwantów dodajmy sobie jeszcze: bułkę tartą, gips, sproszkowane krowie rogi, świńską szczecinę, ścinki kopyt świni lub krowy czy kreatynę z ludzkich włosów, kupowanych od zakładów fryzjerskich.

Przy porównaniu składników naturalnych z syntetycznymi należy wziąć pod uwagę również składniki wspomagające lub wręcz umożliwiające ich przyswajalność. Składniki te znajdują się w warzywach i owocach. Brak ich natomiast w związkach uzyskiwanych syntetycznie. Właściwie pojęta suplementacja musi obejmować cały zbiór składników, tak jak występują one w przyrodzie, a nie może polegać tylko na dodawaniu pojedynczych witamin i składników mineralnych.

A tu jak widzimy… nie dość, że dodają co chcą i jak chcą bez żadnych zasad, to jeszcze pozyskują to z różnych dziwnych źródeł, niejednokrotnie napawających obrzydzeniem.

Coraz częstsze kontrole producentów chleba wykazują, że to co sprzedaje się w sklepach, to w większości produkty chlebopodobne i bułkopodobne. Według Państwowej Inspekcji Handlowej co czwarty chleb sprzedawany w dużych sieciach handlowych nie spełnia norm.

Nie poruszyłam jak do tej pory w ogóle kwestii warunków BHP w piekarniach gdzie pieczywo jest dla nas przygotowywane. Nie za wiele może będę w tym temacie mówić, ale znam dwie osoby, które w piekarni pracowały i które… widziały na własne oczy, co jeszcze może się nadać do produkcji chlebka. Zresztą to już chyba każdy wie, więc daruję sobie szczegóły.

Jeśli powyższe nie przekonało Was do pieczenia chleba samemu polecam chociaż dokonywanie bardziej świadomych zakupów, a w szczególności do zapamiętania, że:

1. Im chleb jaśniejszy, tym gorsza mąka!
2. Chleb zwykły mieszany bez polepszaczy jest tańszy niż wiejski z hipermarketu (z polepszaczami).
3. Kilogram żytniego razowca jest tylko o 50 groszy droższy od zwykłego chleba mieszanego, a ile zdrowszy!
4. Najczęściej w sklepach natkniemy się na chleb baltonowski, ale na większości nie ma podanego typu mąki pszennej, co budzi podejrzenia, że jest ona o niskich wartościach odżywczych.
5. Kilogram chleba graham jest droższy od żytniego razowca. A razowiec wciąż zdrowszy.
6. Bardziej nasyci nas kromka droższego, lepszego chleba razowego ze sprawdzonej piekarni, niż trzy kromki zwykłego nadmuchanego chleba pszennego z marketu.

Ci z Was, którzy po zapoznaniu się z tą szczegółową listą wspaniałości chlebowych postanowią spróbować własnych sił niech się nie przerażają. Początki są zawsze trudne, a później leci jak z płatka. Wydano już sporo ciekawych publikacji książkowych na temat pieczenia chleba, są wspaniałe wypiekacze, w których możemy upiec chleb, bułki, bagietki, rogaliki, są wreszcie setki przepisów i sposobów spośród których każdy znajdzie na pewno coś dla siebie.

Źródło:
http://www.vismaya-maitreya.pl/teorie_spiskowe_chleb_-_smacznie_nie_zawsze_znaczy_zdrowo.html

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwa

Kategorie