Działanie Bożej siły uzdrawiającej – część 1

19 sty, 2026 | Zdrowie | 0 komentarzy

Zadziwiające uzdrowienia – przykład Bruno Groeninga (1906-1959)

Na początku trzeciego tysiąclecia ludzkość dziedziczy świat ze zniszczoną równowagą, co powoduje katastrofy, kryzysy, załamania i agresje. Ze względu na nienaturalny sposób życia, ludzie znaleźli się w obliczu niezliczonej ilości chorób – już znanych oraz nowych. Można byłoby poruszyć wiele aktualnych tematów i przytoczyć wiele prognoz, które wywołałyby niepokój. Jednak poniższy artykuł ma wydźwięk pozytywny i zachęcający; ukazuje nam możliwe rozwiązania z perspektywy światła, nadziei i osobistej odpowiedzialności: omawia on działanie Bożego Heilstrom (siły uzdrawiającej) objaśnione przez niemieckiego uzdrowiciela, Bruno Groeninga, którego 117 rocznica śmierci przypada na rok 2023.

Niemcy 1949

Przed sześćdziesięciu laty pojawił się w Niemczech człowiek, który dzięki cudownym uzdrowieniom znalazł się z dnia na dzień na czołówkach prasy i w ogniu krzyżowym władz. Był to ponury okres po drugiej wojnie światowej. Ludność niemiecka była zdziesiątkowana i wielu nie miało nawet najpotrzebniejszych środków do życia. Setki tysięcy poszkodowanych przez wojnę żyło z dnia na dzień. Nagle ci najbiedniejsi – chorzy, bez nadziei i środków do życia – dowiedzieli się, że jednak istnieje nadzieja: niejaki Bruno Groening zaczął działać publicznie jako „cudowny uzdrowiciel” i jest dostępny dla każdego, nie żąda pieniędzy ani formalności. Tysiącami i dziesiątkami tysięcy napływały tłumy do Bruno Groeninga, wśród nich również zamożni ludzie potrzebujący pomocy i wszyscy oni stali się świadkami tego o czym donosiły gazety i wieści ustne: dzieją się cuda, spontaniczne uzdrowienia, uzdrowienia zbiorowe, uzdrowienia na odległość. Kim był ten człowiek, który pojawił się na pozór znikąd i wywołał największą kontrowersję?

Biografia

Bruno Gröning urodził się w 1906 roku w Gdańsku jako czwarte z siedmiorga dzieci prostej robotnicze rodziny. Już jako dziecko zwracał na siebie uwagę swoimi zdolnościami uzdrawiania. W czasie pierwszej wojny światowej odwiedzał często miejscowe szpitale wojskowe. Po piątej klasie szkoły podstawowej rozpoczął naukę w szkole handlowej, ale jego ojciec był murarzem i chciał, aby Bruno również nauczył się rzemiosła. Dlatego rozpoczął naukę zawodu cieśli, lecz z powodu gospodarczego zamętu spowodowanego pierwszą wojną światową zmuszony był do rozmaitych prac dorywczych.

W 1927r. się ożenił. W roku 1943 został powołany do Wehrmachtu. Ponieważ powiedział, że nie będzie strzelał do ludzi, grożono mu sądem wojennym i wysłano na rosyjski front. Tam przeżywał okropności wojny – sam został dwa razy zraniony – ale pomagał niezliczonej liczbie towarzyszy broni. W marcu 1945 r. dostał się do rosyjskiej niewoli, jednak dzięki swoim staraniom został wraz z oddziałem, w którym przebywał wypuszczony na wolność z końcem 1945 r.

Groening jako przesiedleniec dostał się do Niemiec Zachodnich. Mimo, że sam praktycznie był bez środków do życia, udzielał się w służbie pomocy dla przesiedlonych i powodował uzdrowienia u wielu poszukujących pomocy. Jego pomoc była kontynuowana w małych kręgach, bez rzucania się w oczy – do marca 1949 r., kiedy to w westfalskim miasteczku Herford uzdrowił dziewięcioletniego syna pewnego inżyniera z ciężkiej choroby (zanik mięśni), wobec której wszyscy lekarze byli bezsilni.

Cudowna siła uzdrawiania

Ojciec tego chłopca, inżynier Huelsmann oświadczył pisemnie 18 marca 1949 roku: „Mój syn Dieter ma dziewięć i pół roku i cierpi na progressive Muskeldystrophie (postępujący zanik mięśni). Pomocy, względnie leczenia dającego nadzieję nie obiecywano mi ani tam, w klinice dziecięcej, ani nie mogłem jej uzyskać od dziesięciu kolejnych lekarzy i profesorów, z którymi się konsultowałem. W zastraszającym tempie tracę dziecko. Dieter jest od dziesięciu tygodni prawie przykuty do łóżka. Nie może ani stać, ani chodzić. Nawet przy próbie stania załamuje się w krzyżu jak scyzoryk, bo nie czuje żadnego oparcia. Nogi i stopy ma zawsze zimne jak lód i całkowicie bez czucia, co jest spowodowane brakiem krążenia krwi mimo masaży, które przyjmuje dwa razy w tygodniu. 15 marca 1949 r. po południu pewna zaprzyjaźniona pani, której znany był wystarczająco przypadek choroby naszego syna Dietera przyprowadziła do nas pana Groeninga.

Była pod ogromnym wrażeniem uzdrowienia przez pana Groeninga jej siostry. Jej siostra była przez pięć lat sparaliżowana i tylko wegetowała w wózku inwalidzkim względnie leżąc w łóżku. Dlatego owa znajoma była przekonana, że może on pomóc również mojemu synowi. Pan Groening tak wpłynął na syna, że natychmiast pojawił się przepływ krwi w nogach, zaczynając od ud. Syn pokazywał dokładnie stopniowe skoki krwi, która torowała sobie drogę poprzez zwężone żyły. Potem syn miał całkowicie ciepłe nogi i stopy.”

Wkrótce potem Dieter, uzdrowiony, biegał po domu i po schodach. Ojciec Huelsmann był do tego stopnia wdzięczny, że chciał, aby siła uzdrawiania pana Groeninga dotarła do jak największej liczby osób. Oddał mu swój dom do dyspozycji i w ten sposób doszło do sensacyjnych uzdrowień z Herford.

Uzdrowienie na drodze duchowej

Bruno Groening nie odpowiadał szablonowi jakiegoś świętego lub uduchowionego uzdrowiciela. Był krępej postawy, prawie 170 cm wzrostu, wywodził się z klasy robotniczej i mówił prostym językiem. Jego działalności nie można było porównać z czynnościami terapeuty lub lekarza. Wystarczyła jego obecność lub słowo i już wydarzały się uzdrowienia. Kiedy w marcu 1949 r. jego iskra wydostała się na zewnątrz, w działaniu Bruno Groeninga nastąpił nowy etap. Teraz już go nie wołano do ludzi, ale ludzie przychodzili do niego i to od razu tysiącami. Przybrało to rozmiary nadludzkiego zadania, ale okazało się, że Bruno Groening mógł mu sprostać.

Fala ludzi chorych i inwalidów napływała do niego, a on czasami udawał się do tłumu i szedł od jednej osoby do drugiej, innym razem przemawiał z balkonu domu Huelsmannów do wszystkich zebranych, przy czym wydarzały się zbiorowe uzdrowienia. Często zdarzało się, że nie spał przez kilka nocy i prawie nic nie jadł. Niezliczone rzesze ludzi nie tylko otrzymały cudowne uzdrowienia cielesne, ale nabrały również nowej ochoty do życia i większego zaufania do Boga. Działalność Groeninga obserwowało wielu świadków, nie rzadko zjawiali się również sceptyczni lekarze. Ci widzowie nie irytowali go w żaden sposób, raczej miał współczucie dla „niedowiarków”. Spotkania tego typu i uzdrowienia z tamtego czasu są poświadczone, a wiele z nich również zapisane i udowodnione, szczególnie poprzez listy dziękczynne od uzdrowionych.

Bruno Groening nigdy nie chciał słuchać opisu dolegliwości. Intuicyjnie rozpoznawał, czego ludziom brakuje i uzdrowienia wywoływał poprzez kilka słów lub proste gesty, bez badania poszukujących pomocy, a najczęściej nawet bez ich dotykania. Ten mało widoczny wpływ wystarczył, aby niewidomy mógł przejrzeć na oczy, sparaliżowany wstać, a inni chorzy na miejscu otrzymać całkowite uzdrowienie lub przynajmniej wyraźną poprawę. Groening podkreślał, że uzdrowienie potrzebuje czasu i że w początkowym okresie występować mogą bolesne ataki („Regelungen” – bóle regulacyjne, tak je nazwał) do czasu aż ciało zregeneruje się na stałe poprzez siłę Heilstrom (uzdrawiającego prądu).

Pieniądze lub osobisty rozgłos nie były pobudką jego działania. Jeżeli ktoś bogaty chciał kupić sobie uzdrowienie, odsyłał go z powrotem, razem z jego pieniędzmi. Kiedy jedni żądali uzdrowienia, a inni trzymali mocno swoje choroby i nie wierzyli w uzdrowienie, mówił otwarcie, że nie może im pomóc. Widział również, jeśli u kogoś rzeczywiście „wybiła jego godzina”. Wyjaśniał: „To nie jest prawda, że muszę pomóc wszystkim ludziom. Wiem, że dziesięciu na stu nie zareaguje. Kto szydzi z Pana Boga i nie wierzy, temu nie można pomóc.” Ale: „Wszyscy ludzie, obojętnie jakiego wyznania, narodowości lub rasy warci tego, żeby im pomóc. Wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi i mamy jednego ojca, a jest nim Bóg. Tylko on może nam pomóc w nędzy i potrzebie… „

W sumie przybyło do Herford znacznie ponad dziesięć tysięcy poszukujących pomocy, a herfordzką pocztę zalało w tych miesiącach 80 000 listów z prośbami. Wystarczyło, że Bruno Groening stał na balkonie przed tłumem i milczał przez kilka minut w skupieniu, a już wydarzały się spontaniczne uzdrowienia – a jeszcze więcej w czasie, kiedy przemawiał.

Przy prośbach w listach oraz w tych przypadkach, kiedy ktoś nie mógł osobiście przybyć, uzdrawiał na odległość. W pewnych przypadkach udowadniał swoje jasnowidztwo, opisując dokładnie chorobę przebywających w odległej miejscowości osób nie znanych mu nawet z nazwiska i na dodatek uzdrawiał również te osoby…. cdn

Koło Przyjaciół Bruno Groeninga

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Subskrybuj newsletter i odbieraj naszą gazetę na e-mail

Kategorie

Archiwum