Korona wirus – bać się czy nie?

Choroby, Jerzy Zięba, Porady | 0 komentarzy

Najpierw sprawy uporządkujmy, ponieważ media dosłownie pławią się w tym temacie. Jak wiemy, szczególnie media głównego nurtu żyją z sensacji, a nie z mówienia prawdy. Chyba że jest to prawda zakazana. Ja taką prawdę ujawniłem, ale… media na ten temat też milczą. Podsycają w ludziach strach, sieją niepokój, wzbudzają ogromną sensację. Czy społeczeństwu jest to potrzebne? Społeczeństwu nie, ale mediom tak. Niemalże codziennie słyszymy sensację, że kogoś uratowano, bo wyleczono z koronawirusa. Oprawia się to w atmosferę „niebywałego” wręcz zwycięstwa. Zwycięstwo jest „niebywałe”, bo wskazujące na poradzenie sobie z „niebywałym” problemem. Ponieważ przedstawia się to społeczeństwu właśnie w ten sposób, jako „niebywałe zwycięstwo” nad zagrożeniem, to również samo zagrożenie musi być po prostu niebywałe. Tak właśnie się ludziom robi wodę z mózgu. Gdzie jest prawda? Bo tylko prawda się liczy i tylko prawda jest interesująca.

Zacznijmy od tego, że koronawirusy, jak też niezliczone typy innych wirusów, występują w przyrodzie dłużej niż człowiek. Wirus nCoV-19 ten tzw. (chiński) jest inny. Jego inność polega na tym, że został sztucznie stworzony przez człowieka. Objawy infekcji tego typu wirusami wyglądają jak typowe przeziębienie : ból głowy, ból mięśni, ból stawów, katar, kaszel, ogólne jak to nazywamy „rozbicie”. Jeśli lekarz stwierdzi, że złapaliśmy jakiegoś wirusa, wiedząc o tym, że na wirusa nie ma prostego lekarstwa, po prostu zaleca wszystko to, co jest potrzebne, żeby po prostu go normalnie „przechorować”. Od niepamiętnych czasów, miliony ludzi na świecie, właśnie w ten sposób przechorowuje infekcje wirusowe z koronawirusami włącznie. Jeśli tak, to skąd ta panika? Skąd te doniesienia, że osoba chora, u której stwierdzono koronawirusa wyzdrowiała? Mało tego, jeden z portali internetowych dla lekarzy zadaje retoryczne pytanie : dlaczego niektórzy chorują, a inni nie?

Odpowiedź jest niezwykle prosta : osoby ze stosunkowo dobrze działającym układem odpornościowym zdrowieją. Pytanie jakie ja stawiam od początku tej paniki : a co z tymi u, których układ odpornościowy nie pracuje odpowiednio? Tutaj następuje zawsze cisza. To jest cisza złowroga. To jest cisza, jaka często następuje przed ogłoszeniem rodzinie śmierci pacjenta.

Dlaczego mówimy tutaj o śmierci skoro miliony ludzi z tego wychodzi? Jeśli tak, to czego mamy się bać? Zachorowania spowodowanego koronawirusem? Nie. Boimy się przede wszystkim śmierci, a nie „przechorowania” choroby. W takim razie należałoby sobie zadać pytanie : dlaczego dochodzi do śmierci człowieka, u którego wystąpiła infekcja wirusowa? Kiedy układ odpornościowy człowieka jest słaby, wtedy ten pozornie niewinny wirus, może doprowadzić do czegoś, co w medycynie nazywa się „wirusowe zapalenie płuc”. Wtedy zaczyna się prawdziwy dramat. Osoba z rozległym stanem zapalnym płuc umiera w męczarniach. Organy takiej osoby, zalane wprost wolnymi rodnikami, powoli obumierają. Do tego dochodzi fakt, że stan zapalny płuc uniemożliwia wymianę gazów, a więc uniemożliwia wprowadzenie tlenu do układu krwionośnego. Oznacza to, że wszystkie tkanki, wszystkich jego organów po prostu się duszą, bo nie dopływa do nich tlen. Pacjent walczy o każdy jeden oddech. Jest to ogromne cierpienie. Usiłując ratować życie, lekarze zakładają na twarz pacjenta maseczkę podając mu 100% tlenu, a pacjent umiera z powodu… braku tlenu. Czy jest na to lekarstwo? Czy takiemu umierającemu w straszliwy sposób pacjentowi można jeszcze pomóc? Czy można jeszcze coś zrobić? Oczywiście, że można. Opisałem to w poprzednim wydaniu „Zdrowia bez leków”. No właśnie, to dlaczego się tego nie robi? Szczerze mówiąc, to ja nie wiem. Widzicie czy słuchacie Państwo niekończących się dyskusji dotyczących tego czym jest koronawirus jak się przednim zabezpieczać, jaka jest jego konstrukcja w genetyczna itd. ale nikt nie podjął tematu najważniejszego : jak leczyć osobę, u której rozwinęło się wirusowe zapalenie płuc i osoba ta jest w agonii, umiera. Za podanie możliwego rozwiązania, media chcą mnie ukrzyżować, zniszczyć na wszystkie sposoby. Czy nie byłoby mądrzejsze, bardziej rozsądne, usiąść, porozmawiać, posłuchać przede wszystkim praktyków i zastosować te metody próbując ratować pacjenta umierającego w strasznej agonii? Czy naprawdę to tak dużo kosztuje? Czy naprawdę korona by komuś z głowy spadła? Czy ratowanie życia pacjenta nie jest działaniem nadrzędnym? Wszystko powinno pójść na bok, jakiekolwiek medialne wojenki, wyśmiewania i drwiny powinny być natychmiast zakończone. Słyszymy : nie ma procedur, które pozwalałyby na zastosowanie tego, co ja zasugerowałem tj. wlewów dożylnych z wit C, DMSO i perhydrolu czy też nadtlenku wodoru (dla jasności o stężeniu 0,04% do 0,05%). Wlewy takie oczywiście stosuje się na świecie, w Polsce również. Gdzie w takim razie leży problem? Problem leży w tym, że słyszymy : „procedury na to nie pozwalają”. Do tej pory jednak nikt nie pokazał mi procedury, która mówi : „tych wlewów stosować nie wolno”. Tak więc nie ma procedury zabraniającej stosowania tych wlewów. Istniejące procedury po prostu nie uwzględniają tych substancji podawanych we wlewach dożylnych. To ogromna różnica! Czy w takim razie nie ma procedury zezwalającej na zastosowanie takich wlewów? Taka procedura jest. Jest ona opisana w podpisanej przez Polskę w tak zwanej Deklaracji Helsińskiej w punkcie 37 – „INTERWENCJE O NIEUDOWODNIONEJ SKUTECZNOŚCI W PRAKTYCE KLINICZNEJ”, który mówi tak :

Podczas leczenia pacjenta tam, gdzie sprawdzone interwencje nie istnieją lub też okazały się nieskuteczne, lekarz, po zasięgnięciu porady eksperta i uzyskaniu świadomej zgody pacjenta lub jego przedstawiciela ustawowego, może zastosować interwencję o nieudowodnionej skuteczności, jeśli w ocenie lekarza daje ona nadzieję na ratowanie życia, przywrócenie zdrowia lub przyniesienie ulgi w cierpieniu.

Innymi słowy, dokument ten mówi lekarzowi tak :

W celu ratowania życia, a nawet przyniesienia ulgi w cierpieniu, kiedy już wszystko zostało wykorzystane, możesz drogi lekarzu użyć cokolwiek, co uważasz, nawet jeśli jest to o nieudowodnionej skuteczności. To jest właśnie wyraźnie określona procedura, w jak najbardziej oficjalnym dokumencie. Wtedy, lekarz pracujący w szpitalu, może zlecić aptece szpitalnej, która wykonuje tak zwane płyny infuzyjne, wykonanie właśnie takich płynów. Lekarz ma prawo wypisać na to receptę, a apteka ma mu to przygotować. Wszystko zgodne z prawem. No więc, dlaczego tego nie robią? Dlaczego pozwalają ludziom umierać? Długo się nad tym zastanawiałem, dopóki nie przeczytałem następnego akapitu, który mówi że :

„Następnie, interwencja taka powinna stać się przedmiotem badań naukowych mających na celu ocenę jej bezpieczeństwa i skuteczności. We wszystkich przypadkach nowe informacje powinny być rejestrowane i tam, gdzie jest to stosowne, powinny zostać udostępnione publicznie.”

No i już wiemy, dlaczego tego nie stosują. Gdyby zastosowana przez lekarza terapia okazała się skuteczna, to zgodnie z postanowieniem Deklaracji Helsińskiej terapia ta powinna stać się przedmiotem badań naukowych! Mało tego, dokument wyraźnie wskazuje na to, że informacje dotyczące takiej terapii powinny być udostępnione publicznie. Czy już wiecie drodzy Państwo o co tu chodzi? Jeśli nie, to już tłumaczę. Jeśli podanie substancji takich jak witamina C, DMSO, czy nadtlenek wodoru (w stężeniu homeopatycznym), okazałoby się leczeniem skutecznym, tanim i bezpiecznym, ratującym ludzkie życie, wymagałoby to, zgodnie z postanowieniami Deklaracji Helsińskiej, przeprowadzenia badań klinicznych!

Co by było, gdyby te badania, jak wskazuje praktyka lekarska, pokazały, że te wlewy, ratują ludzkie życie? Nastąpiłaby istna „katastrofa” dlatego, że zgodnie z postanowieniami Deklaracji Helsińskiej informacje dotyczące takich badań klinicznych „powinny zostać udostępnione publicznie”. Co wtedy? Świat dowiedział się by o tym, że w sposób skuteczny, tani i bezpieczny można ratować ludzkie życie! Czyżby to był jakiś owoc zakazany? Przeraża mnie fakt, że lekarze pracujący w szpitalach z profesorami medycyny włącznie o Deklaracji Helsińskiej nigdy nie słyszeli! Od wielu lat pytam : dlaczego Naczelna Izba Lekarska nie prowadzi szkoleń dla wszystkich lekarzy odnośnie chociażby punktu 37 Deklaracji Helsińskiej? Przecież w ten sposób można byłoby uratować życie dziesiątek, a może setek tysięcy Polaków. Wiedza ta nie tylko dotyczy wirusowego zapalenia płuc, ale np. również SEPSY, na którą w Polsce umiera około 30 000 ludzi. Czy osoby te zmarły tylko dlatego, że lekarzom tej wiedzy nie przekazano? A przecież, nie jest to wiedza tajemna. Każdy lekarz mógł zapoznać się z Deklaracją Helsińską, ponieważ była ona „zawieszona” na stronie internetowej Naczelnej Izby Lekarskiej. Co to znaczy: „mógł się zapoznać” czy też, że „Deklaracja Helsińska była zawieszona”. Była, bo kilka dni temu została zdjęta ze strony internetowej Naczelnej Izby Lekarskiej. Dlaczego? Nie mnie drodzy Czytelnicy o to pytajcie.

Źródło: https://www.ukryteterapie.com/2020/03/03/korona-wirus-bac-sie-czy-nie/

Od redakcji (8 marzec 2020).
Wygląda na to, że Deklaracja Helsińska „wróciła” na stronę NIL – ale została tak „zakamuflowana”, że przeciętnemu użytkownikowi strony trudno jest ją odnaleźć. Aby do niej „dotrzeć” należy na stronie NIL wybrać: Działalność -> Ośrodki -> Ośrodek Bioetyki – > Etyka w badaniach naukowych -> Deklaracja Helsińska

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwa

Kategorie