Już starożytne cywilizacje zalecały swoim ludom czerpanie energii słonecznej po wschodzie słońca, zapoczątkowując w ten sposób helioterapię, czyli leczenie słońcem, które sprawdza się w przypadku wielu chorób. Nie chodzi tylko o takie schorzenia jak łuszczyca, atopowe zapalenie skóry czy trądzik, bo o dobroczynnym wpływie na choroby skórne wiemy już od ponad 100 lat, czyli od czasu, gdy duński lekarz Niels Ryberg Finsen zaczął badać sposoby wykorzystania światła w medycynie. Zaproponował leczenie słońcem chorób skóry (m.in. tocznia gruźliczego), odkrył również, że krzywicę (chorobę dzieci wywołaną niedoborem witaminy D) można leczyć opalaniem się, za co w 1903 r. otrzymał Nagrodę Nobla. Słusznie nazywa się go ojcem helioterapii.
Od czasu odkrycia duńskiego lekarza nie trzeba prawie nikogo przekonywać do dobroczynnego oddziaływania słońca nie tylko na ludzką skórę, ale także duszę, gdyż dobrze wpływa ono na nasz układ nerwowy, skutecznie przeciwdziała stanom depresyjnym szczególnie w tych krajach, gdzie słońca jest stosunkowo najmniej, m.in. w Skandynawii, szczególnie w jej północnych regionach. Liczba samobójstw była tam zdecydowanie wyższa, niż w częściach południowych Danii, Norwegii, Szwecji czy Finlandii, ale dzięki powszechnie stosowanej tam od lat nie helio, bo słońca tam nie przybędzie, lecz fototerapii (światłolecznictwa) ta ponura statystyka należy już do przeszłości.
Fototerapia wykorzystywana jest nie tylko tam w leczeniu wielu dolegliwości – do naświetlań stosuje się głównie sztuczne źródła promieniowania świetlnego. Ale nawet na najdalszej północy namawia się ludzi do korzystania z każdej chwili słonecznej – wystarczy w pogodny dzień wybrać się na spacer albo po prostu wystawić twarz do słońca. Najlepiej robić to codziennie, wtedy gdy jest to możliwe, przez kilkanaście minut, bezpieczne opalanie niesie ze sobą wiele zalet.
Okazuje się jednak, że my też jesteśmy spragnieni słońca. I nie ma w tym nic dziwnego, bo średnia roczna liczba godzin słonecznych (tzw. usłonecznienie) w Polsce wynosi ok. 1600, co oznacza, że w ciągu dnia słońce pojawia się średnio na niespełna 4,5 godziny, gdy w niektórych rejonach Hiszpanii czy Grecji świeci ono średnio ponad 8 godzin dziennie, a w Egipcie – nawet ponad 10. Sekret optymistycznie nastawionych do życia mieszkańców tych krajów tkwi niewątpliwie właśnie w tym.
Wszyscy doświadczamy dobroczynnej mocy słońca – kiedy tylko wychodzi zza chmur, czujemy przypływ energii, jesteśmy bardziej zadowoleni i szczęśliwsi. Szybciej się relaksujemy i lepiej radzimy sobie ze stresem.
Nie jest to żadne odkrycie – nawet w bardzo nasłonecznionych krajach śródziemnomorskich od dawien dawna chroniono się przed słońcem, gdy było ono w zenicie. Zażywanie kąpieli słonecznych w rozsądnych dawkach powinno stać się zatem naszym dobrym nawykiem. Długie przebywanie na słońcu nie tylko wysusza skórę i zdecydowanie przyśpiesza powstawanie zmarszczek, ale może też doprowadzić do poparzeń, a w dalszej perspektywie do znacznie gorszych rzeczy. Największym niebezpieczeństwem jest czerniak – jeden z najgroźniejszych nowotworów złośliwych, trudny do leczenia i szybko dający przerzuty. Wprawdzie skóra posiada mechanizmy obronne przed nadmiernym nasłonecznieniem (m.in. wytwarza melaninę, czyli brązowy barwnik), mogą okazać się one jednak niewystarczające.
Wzmocnienie kości – pod wpływem słońca w skórze wytwarza się witamina D niezbędna do prawidłowego przyswajania wapnia i fosforu z pożywienia. Słońce chroni dzieci przed krzywicą, a osoby w dojrzałym wieku zabezpiecza przed osteoporozą. Witamina ta jest również niezbędna do zachowania odporności, sprawnego funkcjonowania układu nerwowego i regeneracji skóry. Może także chronić kobiety przed rakiem piersi, a mężczyzn przed rakiem prostaty. Helioterapia łagodzi objawy chorób skóry (w przypadku nadmiernej ekspozycji na słońce niektóre choroby skóry mogą się jednak nasilić) – promieniowanie słoneczne pomaga w gojeniu się zranień, ropnych wykwitów i zapaleń skóry, a także w zwalczaniu chorobotwórczych bakterii i grzybów obecnych na skórze.
Pod wpływem słońca zwiększa się metabolizm, co oznacza, że przyspiesza ono przemianę materii – organizm nie tylko łatwiej spala kalorie, ale też sprawniej oczyszcza się z toksyn. Korzystnie wpływa na układ krążenia – na zmniejszenie spoczynkowej częstotliwości akcji serca, poprawiając jego wydolność, normalizuje też ciśnienie krwi. Łagodzi bóle stawów – efekt terapeutyczny daje w tym przypadku lekkie nagrzewanie ciała, bo ciepło niweluje bóle mięśni i stawów. Reguluje rytm biologiczny – światło słoneczne wpływa na prawidłową pracę szyszynki, gruczołu znajdującego się w mózgu, z którego wydziela się melatonina (nazywana hormonem snu), która odpowiada za regulację rytmu dobowego (snu i czuwania), z tego właśnie powodu podczas słonecznego lata rzadko mamy problemy ze snem. Pod wpływem słońca organizm wytwarza serotoninę – hormon szczęścia, który poprawia zdecydowanie nastrój. Już lekarze greccy ze szkoły Hipokratesa, a potem lekarze starożytnego Rzymu zalecali pacjentom z problemami psychicznymi przebywanie na słońcu. Zapamiętajmy jednak, co powiedział Seneka: „Nie zastąpisz kwiatom słońca, ale swoim uśmiechem i otwartymi ramionami możesz sprawić, że wiele ludzkich kwiatów zakwitnie w twoją stronę”.
Elżbieta Graboś
Autorka książki „Terapie relaksu. Mogą zmienić Twoje życie”

0 komentarzy