
Najlepszy i najzdrowszy ocet to ocet produkowany przez Grzegorza Śleziaka, Białego Sai Babę, naszego, polskiego Amisza, w jego ekologicznym gospodarstwie, w Milówce koło Żywca wg starej metody orleańskiej. Octy produkowane są wyłącznie z czystego soku jabłkowego (bez dodatku grama wody). Dojrzewają leżakując do dwóch lat w dębowych beczkach. Taki ocet nie ma praktycznie daty ważności, jest jak stare wino… im starszy tym lepszy. Nie psuje się w temperaturze pokojowej. Czasem na jego powierzchni może pojawić się tzw “matka drożdżowa” wyglądem przypominająca pleśń ale pleśnią nie jest. Dzięki wielomiesięcznemu leżakowaniu w całkowitej ciemności oraz ziołowym dodatkom octy Grzegorza są bogate w mikro i makroelementy, zawierają mnóstwo naturalnych enzymów, pektyn, witamin, fitoncydów oraz innych bioaktywnych czynników.
Do tej pory ocet kojarzył się z czymś tanim, wszędzie dostępnym (w czasie stanu wojennego tylko on stał na półkach) i… szkodliwym. Sądzono, że zabija czerwone krwinki co jednak nie przeszkadzało w tym aby go wypić na kaca, żeby pomógł szybciej wytrzeźwieć.
Tradycyjny ocet spirytusowy jest 10% kwasem, stosowanym najczęściej do zaprawy ogórków, innych warzyw czy sałatek. Ale lepszym octem jest ocet winny mający kwasowość od 4 do 5.5, który wypity pozwala odpowiednio przygotować żołądek do procesu trawienia. Oczywiście nie pijemy nigdy octu winnego kiedy mamy jakiś stan zapalny, otwarty wrzód czy nadżerkę żołądka bo może to sprawić ból, podrażnić jeszcze bardziej chory organ. Najpierw powinno wyleczyć się te dolegliwości. A jak to zrobić?
Jedząc i pijąc wszystko co zasadowe np. pieczone jabłka (nie jeść świeżych), czereśnie, arbuzy, papaję, figi, zieloną okrę, którą można dodać do warzywnej zupy a także wywar z siemienia lnianego, babki płesznik czy łuski babki lancetowatej. Nie pijemy w tym czasie żadnych surowych soków ze świeżych owoców. Zawierają one enzymy, które podrażniają i wypalają jeszcze większą dziurę w żołądku, doprowadzając do poważnego zapalenia a w konsekwencji do nowotworu. Czasem lekarz przepisze nam inhibitory pompy protonowej aby zatrzymać wydzielanie kwasu solnego… I to w czasie leczenia ma sens bo w tym okresie potrzebujemy mieć w żołądku odczyn zasadowy aby nie podrażniać istniejącej tam rany.
Ale co wtedy robimy? Zaczynamy popełniać błędy bo… mamy już komfort w żołądku, już nas nie piecze, nie wzdyma więc zaczynamy sięgać po zakazane produkty: słodkie, tłuste, pieczone. I zaczyna się wszystko od początku. W żołądku nie mamy kwasu, białka nie są trawione, nasz system enzymatyczny nie potrafi ich rozszczepić do przyswajalnego poziomu, zaczynamy znów być wzdęci i coraz bardziej chorzy. Mamy dyskomfort psychiczny, rano ciężko nam wstać z łóżka, życie się nam wali, jesteśmy zagubieni, tracimy pewność… wszystko przez żołądek od którego wszystko się zaczęło.
A wystarczy tylko przestrzegać przez kilka tygodni ścisłej diety. Potem wrócić do zakwaszania żołądka przed jedzeniem np. octem, który pobudza wydzielanie kwasu żołądkowego koniecznego do prawidłowego trawienia (po właściwie przeprowadzonej diecie spożycie octu nie powoduje już dyskomfortu w żołądku). Trzeba tylko na 20 minut przed jedzeniem wypić pół szklanki ciepłej wody z łyżką dobrego, nieprzemysłowego, żywego, niepasteryzowanego octu jabłkowego z garbnikami. Taki ocet stymuluje wydzielanie kwasu solnego w żołądku. A mając odpowiedni jego poziom prawidłowo trawimy, nie jesteśmy wzdęci, nie mamy wrzodów, nadżerek, nie boli nas brzuch.
Życzę dużo zdrowia.
Grzegorz Śleziak, Biały Sai Baba, polski Amisz

0 komentarzy