Gdy słyszymy o zielonym ładzie i konieczności ograniczania emisji gazów cieplarnianych, pewnie myślimy o wielkich fabrykach, samochodach czy krowach beztrosko przeżuwających trawę na pastwiskach. Ale czy ktoś zastanowił się nad nieco bardziej przyziemnym (i bliższym naszej kuchni) problemem – fasolką po bretońsku?
Fasolka po bretońsku to klasyka polskiej kuchni. Talerz pełen gęstego, aromatycznego dania, podawanego z kromką chleba, to nie tylko źródło białka i energii, ale – jak się okazuje – także… gazów. Dosłownie. Czyżby nasze ulubione danie zagrażało planecie bardziej, niż nam się wydaje?
Według niektórych „ekspertów” fasola to mała fabryka metanu. W naszych jelitach pracuje tak intensywnie, że mogłaby zasilić mały silnik spalinowy. Po zjedzeniu fasolki po bretońsku każdy z nas staje się małym emitentem gazów cieplarnianych i to bez potrzeby budowy drogiego rurociągu. Zastanówmy się więc, czy zielony ład powinien objąć również nasze kuchnie?
Zakaz sadzenia fasoli? Wizja przyszłości?
Czy w przyszłości Komisja Europejska wyda regulację zakazującą spożywania fasolki po bretońsku? Może będziemy musieli kupować specjalne „filtrowane fasole”, które zmniejszają ilość metanu? A co z tradycyjnymi polskimi obiadami? Czy bigos i grochówka także trafią na czarną listę?
Nie zapominajmy o restauracjach. Może pojawią się specjalne „strefy niskiej emisji gazów” przy stolikach? Gość, który zamówi fasolkę, będzie musiał siedzieć w osobnym pomieszczeniu z zamontowaną wentylacją. A może fasolka będzie serwowana z instrukcją obsługi: „Spożywać na własne ryzyko. Nie wsiadać do windy przez 3 godziny po posiłku.”
Fasola kontra krowy
Na szczęście fasolka ma jedną przewagę nad krowami – jej metanowa emisja kończy się w jelitach człowieka, a nie przedostaje się do atmosfery na pastwisku. Można więc argumentować, że jest to gaz bardziej lokalny i kontrolowany. Poza tym, fasolka nie domaga się paszy, pastwisk ani ogromnych połaci ziemi – rośnie w ogródku i czeka, aż ją zjedzą. Ale czy nasze jelita są bardziej ekologiczne od krowiego żołądka? To pytanie pozostaje otwarte.
Jaka więc będzie rola fasolki w zielonym ładzie?
Zielony ład ma na celu zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych, ale czy przewiduje też metan z domowych kuchni? Może czas na ekologiczne dodatki, które „zrównoważą emisje”? Na przykład sadzenie drzewa za każdą zjedzoną puszkę fasoli albo wprowadzenie specjalnych „filtrowanych garnków”, które zmniejszą emisję podczas gotowania.
Możemy też zacząć jeść fasolę w mniejszych porcjach i ograniczyć produkcję „lokalnych gazów”. Być może przyszłością jest dieta bezemisyjna: więcej sałaty, mniej fasoli. Tylko czy świat bez fasolki po bretońsku to świat, w którym chcemy żyć? I póki co, cieszmy się talerzem fasolki, pamiętając by dla dobra planety nie otwierać okien!
Redakcja

0 komentarzy