Unia Europejska wciąż zaskakuje swoimi „mądrymi” decyzjami. Każde zioło, które realnie działa na zdrowie, zostaje wpisane na listę zakazów i tak Polaków uraczono ostatnio kolejną „sensacyjną” wiadomością: 11 sierpnia 2025 r. opublikowano projekt rozporządzenia ministra zdrowia, który proponuje dodanie ziela glistnika (Chelidonium majus) do wykazu substancji zakazanych w produkcji środków spożywczych, w tym suplementów diety.
Zakaz sprzedaży glistnika w obrocie spożywczym? Powód? „Działanie niebezpieczne dla zdrowia” – czyli tłumacząc na nasze, zbyt wielu ludzi zaczęło stosować to cudowne ziele, dzięki czemu ratuje naprawdę swoje zdrowie, a co za tym idzie – przestaje być klientem dla patologicznego systemu.
Konopie są be, grzybki są be, piołun i wrotycz są be… a teraz glistnik też będzie be.
Wykaz zakazanych ziół i „leków naturalnych”
- Glistnik – cudowna roślina wspomagająca wątrobę, trzustkę, układ trawienny, a nawet leczenie niektórych zmian skórnych. Teraz ma być zakazany, bo „zbyt skuteczny dla obywateli”.
- Grzybki w kropki – od wieków stosowane w celach duchowych i zdrowotnych, dziś traktowane niemal jak herezja.
- Konopie (Cannabis sativa) – roślina znana i wykorzystywana od tysiącleci, ale wciąż demonizowane.
- Piołun i wrotycz – naturalne środki przeciwpasożytnicze, od lat stosowane w medycynie ludowej, nagle uznane za „niebezpieczne”.
- Czosnek i goździki – zakazane nie są, ale ich skuteczność przeciw pasożytom i bakteriom jest bagatelizowana przez system farmaceutyczny.
A tymczasem:
- Wódka, która niszczy wątrobę i układ nerwowy. Legalna.
- Papierosy, które powodują raka płuc, choroby serca. Legalne.
- Cukier i napoje gazowane – katalizatory otyłości, cukrzycy i depresji. Legalne.
- Paracetamol i ibuprofen w dawkach zbliżonych do śmiertelnych – legalne.
I te „legalsy” bez problemu przechodzą przez sito unijnych regulacji. Absurd? Oczywiście! Logika? Nie tu nie ma logiki, bo tu liczy się kontrola i zysk, a nie zdrowie obywatela. Unijna machina coraz bardziej przypomina średniowieczny ciemnogród, gdzie kara spotykała każdego, kto próbował myśleć samodzielnie i szukać własnych rozwiązań:
- Zakazy pod hasłem bezpieczeństwa, które w rzeczywistości służą utrzymaniu zależności obywateli od systemu,
- Złożone regulacje, które mają zdezorientować każdego myślącego człowieka,
- Kary za samodzielne myślenie, czyli za stosowanie naturalnych metod zdrowotnych.
Każdy krok – zakaz, ograniczenie, „dla bezpieczeństwa” – ma jeden cel: utrzymać obywatela w stanie zależności i bezmyślności. Ale na szczęście nie wszyscy już te brednie łykają jak gęsi. Polakowi czegoś zakazać, coś zabronić? To najlepsza reklama! Już dzień później internet huczy od zainteresowania, artykuły i blogi pokazują, jak stosować zakazane zioła i suplementy, a ludzie wymieniają się doświadczeniami – dokładnie to, czego unijny system boi się najbardziej. Tak w praktyce działa mechanizm psychologiczny, którego unijni biurokraci najwyraźniej nie rozumieją. Wystarczy tylko przypomnieć, co wydarzyło się rok temu, gdy na tapetę wjechał zakaz grzybka w kropki. Efekt? Ludzie zaczęli szukać informacji, eksperymentować, dzielić się wiedzą.
Wniosek? Zakazy UE w obszarze ziół i naturalnych substancji zdrowotnych to nie troska o nasze bezpieczeństwo, lecz walka z niezależnym zdrowiem obywatela i niezależnym myśleniem. A każdy, kto decyduje się szukać wiedzy i stosować naturalne metody, staje się niewygodnym elementem dla tego chorego systemu. Unijnym celem jest mechanizm kontroli przez zakazy: ograniczenie dostępu do samodzielnego leczenia i profilaktyki, utrwalanie zależność od farmaceutyków i systemu zdrowia, wywoływanie strachu przed alternatywnymi metodami, kary dla osób, zajmujących się komplementarnymi sposobami leczenia. Jednocześnie pozostawienie wolnego rynku dla substancji szkodliwych i legalnych, które przynoszą zysk korporacjom i państwu.
Unia Europejska i jej „ciemnogród biurokratyczny” wciąż pokazuje, że logika i zdrowie obywatela nie mają znaczenia. Każde zioło, które działa i ratuje życie, zostaje zakazane. Wszystko po to, aby ludzie pozostali zależni od systemu, farmaceutyków i sztucznie kreowanej medycyny.
Jednak im bardziej zakazane, tym większe zainteresowanie. Zakazy UE stają się najlepszą darmową reklamą dla wszystkich naturalnych metod zdrowotnych i Polacy coraz częściej łamią te absurdalne nakazy, eksperymentując z własnym zdrowiem w sposób świadomy. Nasi rodacy coraz częściej odchodzą od medycyny konwencjonalnej, która kompletnie nie radzi sobie przede wszystkim z chorobami przewlekłymi. Szukają informacji o „zakazanych” ziołach, eksperymentują z naturalnymi metodami, dzielą się doświadczeniem i wiedzą. I nie dają się zastraszyć absurdalnymi regulacjami bo nie chcą być do końca życia klientami farmaceutyczno-politycznego układu.
Redakcja

0 komentarzy