Wiosną, kiedy ziemia dopiero budzi się po zimie, w ogrodach i na skrajach lasów pojawia się roślina, którą wielu ogrodników traktuje jak uciążliwy chwast. Rozrasta się szybko, potrafi opanować rabaty i trudno ją wykorzenić. A jednak nasi przodkowie patrzyli na nią zupełnie inaczej. Dla nich była nie kłopotem, lecz sprzymierzeńcem w walce z bólem stawów, obrzękami i różnymi dolegliwościami związanymi z przemianą materii. Mowa o podagryczniku – roślinie, która przez stulecia była jednym z najprostszych domowych środków na choroby reumatyczne.
Podagrycznik kojarzy się z podagrą, czyli jedną z odmian dny moczanowej. W dawnych zielnikach opisywano go jako roślinę, która „czyści krew z nadmiaru złych soków” i przynosi ulgę w bolesnych atakach chorób stawów. Dziś wiemy, że pod tym starodawnym językiem kryje się całkiem logiczne wyjaśnienie. W podagryczniku znajdują się związki o działaniu przeciwzapalnym i moczopędnym. Dzięki nim organizm łatwiej pozbywa się nadmiaru kwasu moczowego – substancji, która w zbyt dużym stężeniu tworzy w stawach mikroskopijne kryształki powodujące silny ból i stan zapalny.
Dlatego właśnie wielu fitoterapeutów uważa, że warto przypomnieć sobie o tej niepozornej roślinie. W medycynie ludowej stosowano ją nie tylko przy dnie moczanowej. Podagrycznik był także wsparciem dla osób cierpiących na różne formy reumatyzmu. Okłady z jego liści przykładano na opuchnięte kolana, nadgarstki czy kostki. Ciepłe napary pito przy bólach mięśni i stawów, ale także wtedy, gdy organizm potrzebował oczyszczenia z nadmiaru produktów przemiany materii.
W zielu podagrycznika znajdują się związki fenolowe, olejki eteryczne i liczne mikroelementy, które mogą wspierać organizm w stanach zapalnych. Działanie moczopędne sprawia, że organizm szybciej usuwa nadmiar płynów oraz zbędne produkty metabolizmu. Właśnie dlatego napary z tej rośliny bywały stosowane przy problemach z układem moczowym, stanach zapalnych nerek czy pęcherza.
W dawnych zielnikach pisano, że napar z podagrycznika „ucisza nerwy i sprzyja spokojnemu snu”. Być może wynika to z obecności naturalnych związków roślinnych wpływających na układ nerwowy. Jednocześnie podagrycznik wykazuje właściwości przeciwdrobnoustrojowe, co sprawia, że dawniej stosowano go również przy drobnych infekcjach skóry oraz stanach zapalnych.
Ciekawostką jest fakt, że w niektórych opracowaniach można znaleźć informacje o stosowaniu tej rośliny przy hemoroidach. Napary z liści działały łagodząco i przeciwzapalnie, a okłady przynosiły ulgę w stanach podrażnienia. W tradycyjnej fitoterapii podagrycznik był także środkiem poprawiającym metabolizm i wspomagającym naturalne procesy oczyszczania organizmu.
Co ważne, preparaty przygotowane z tej rośliny uchodzą za stosunkowo bezpieczne. W badaniach nie wykazano wysokiej toksyczności, dlatego w tradycyjnej medycynie stosowano ją dość szeroko. Wciąż jednak brakuje dokładnych danych dotyczących stosowania podagrycznika przez kobiety w ciąży i karmiące piersią, dlatego w takich sytuacjach lepiej zachować ostrożność.
Najprostszym sposobem korzystania z dobroczynnych właściwości tej rośliny jest napar z jej suszonych liści. Przygotowuje się go podobnie jak większość ziół – łyżkę ziela zalewa się szklanką wrzącej wody i pozostawia pod przykryciem przez kilkanaście minut. Taki napój można pić kilka razy dziennie przez kilka tygodni. Po miesiącu czy półtora warto zrobić przerwę, aby organizm odpoczął od ziołowej kuracji. Ten sam napar można wykorzystać także zewnętrznie – do okładów na obolałe stawy lub miejsca objęte stanem zapalnym.
Jednak podagrycznik nie musi trafiać do naszego organizmu wyłącznie w postaci herbaty. Wiosną, gdy pojawiają się jego młode liście, można wykorzystać go w kuchni. Dawniej był składnikiem wielu wiejskich potraw i traktowano go podobnie jak pokrzywę czy szczaw. Najmłodsze listki mają delikatniejszy smak i dobrze sprawdzają się w sałatkach. Można je także dodawać do zup jarzynowych, gulaszów warzywnych czy zielonych koktajli.
Ciekawą formą jest również fermentowany podagrycznik. Świeże liście po umyciu układa się w słoiku i zalewa prostą solanką przygotowaną z wody i soli. Po kilku dniach fermentacji powstaje kiszonka o wyrazistym aromacie. W takiej formie roślina zyskuje dodatkowe właściwości probiotyczne, podobnie jak kiszona kapusta czy ogórki. Dodatek czosnku, liścia laurowego czy ziela angielskiego nadaje jej bardziej złożony smak.
W kuchni można też potraktować podagrycznik jak dziką odmianę szpinaku. Liście podsmażone na maśle z odrobiną czosnku stają się ciekawym dodatkiem do kaszy, ryżu lub jajek. Niektórzy przygotowują z nich także pesto, mieszając je z oliwą, orzechami i serem. Trzeba jednak pamiętać, że podagrycznik ma dość intensywny aromat i lekko gorzkawy posmak, dlatego najlepiej łączyć go z innymi zielonymi roślinami.
Historia tej rośliny pokazuje coś jeszcze – często największe skarby natury rosną tuż obok nas, ale przestajemy je dostrzegać. Podagrycznik przez wielu ogrodników jest traktowany jak chwast, którego należy się jak najszybciej pozbyć. Tymczasem dla wcześniejszych pokoleń był cennym sprzymierzeńcem w dbaniu o zdrowie. W czasach, gdy coraz więcej osób zmaga się z chorobami stawów, problemami metabolicznymi czy nadmiarem kwasu moczowego, warto na nowo spojrzeć na tę niepozorną roślinę jak na zapomniany dar natury.
Redakcja

0 komentarzy