Mistyfikacje hochsztaplerów – odra.

„Jeżeli wolność słowa cokolwiek oznacza, to oznacza ona prawo do mówienia tego, czego ludzie nie chcą słyszeć i co chcieliby ukryć”.
Jerzy Orwell

Ten cytat J. Orwella doskonale oddaje prawdę o medycynie rockefellerowskiej. Jak wiadomo, majątek p. Rockefellera powstał z ropy, sprzedawanej jako najlepsze lekarstwo na raka. Koń w owym czasie kosztował 10 dolarów, a butelka ropy na raka 35 dolarów. Potem było już z górki. Powstawały leki syntetyczne, których nikt nie testował dokładnie, ale posiadając monopol na informację, można było wszystko wciskać przestraszonemu ludkowi.
Kolejnym genialnym posunięciem p. Rockefellera było powołanie organizacji lekarskich, zmuszających adeptów Eskulapa do zapisywania się do rozmaitego rodzaju Stowarzyszeń. A już szczytem doskonałości było wprowadzenie przymusu należenia do Izb Lekarskich.
A przecież już dawno temu prof. T. Kotrabiński stwierdził: „W więzach organizacji prawdę diabli wezmą”

Każda zbiorowość jest niereformowalna. Zawsze jednostka jest początkiem i przyczyną zmian. Dlatego cywilizacja łacińska się tak rozwijała i była tak atrakcyjna dla ludów na całej kuli ziemskiej. Obecnie wprowadzana cywilizacja bizantyjska w wydaniu pruskim, niestety, powoduje całkowite zniewolenie społeczeństwa i sprowadzenie go do roli Robotów Biologicznych. Człowiek nie ma myśleć i działać, a tylko wykonywać instrukcje i procedury. A jak procedury są błędne, to wina pacjenta, który nie pasuje do opracowanej przez nie wiadomo kogo procedury.
Najlepszym dowodem są tutaj pisma p. dr Deptulskiej-Adamcio, Rzecznika Dyscyplinarnego Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku, która w swoich orzeczeniach nie umie podać żadnej pracy naukowej na potwierdzenie swoich ciężkich przemyśleń, tylko opiera się na wytycznych jakiś Towarzystw, nie wiedząc, w jakich warunkach dane wytyczne powstawały i kiedy.
No cóż, jak się nie ma co się lubi, to się ma czego się nie wie. Przypomnę, p. dr Deptulska-Adamcio już po raz 3 usiłuje oskarżać mnie o działania sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną, ale jak do tej pory nie odpowiedziała, ani nie ustosunkowała się do żadnego z moich wniosków. Nawet do tak jednoznacznego i prostego, jak podanie deklaracji, że nie bierze od firm farmaceutycznych. Otóż p. dr Adamcio -Deptulska i cała Izba Gdańska, z młodszym kolegą dr R. Budzińskim na czele, ma obecnie większy problem, ponieważ biegli sądowi Sądu Najwyższego Federalnego w Niemczech stwierdzili, że brak badań wskazujących na istnienie wirusa ODRY.
No, i mamy problem. Opinie biegłych sądowych składane pod przysięgą, na całym świecie, są uznawane za prawdę niepodważoną. Jak wiadomo, w sądzie są dwie strony, jedna za i druga przeciw. Jeżeli biegli jednej strony przedstawiają dowody przekonywujące sąd, a druga strona nie może ich podważyć, to sprawa jest jednoznaczna i oczywista dla każdego, jako tako wykształconego człowieka. Musimy tutaj także brać pod uwagę dysproporcje. Po jednej stronie stoi samotny naukowiec dr St. Lanka, a po drugiej korporacje szczepionkarskie, mające nieograniczone dochody właśnie z oszustwa medycznego. Jeżeli w tej sytuacji dowody przedstawione przez samotnego naukowca przekonują sąd bardziej, aniżeli wyjaśnienia strony przeciwnej, dysponującej milionami dolarów, to sytuacja musi być jednoznaczna.
Właśnie szczepionka przeciwko odrze jest powodem epidemii autyzmu na świecie. W USA nastąpił w okresie 25 lat wzrost autyzmu po wprowadzeniu tej szczepionki z 1 przypadku na 10 000 porodów, do 1 przypadku na 46 porodów u chłopców.
Stąd taki opór na całym Bożym świecie przed podawaniem tej szczepionki.
Stąd także taki nacisk na polskich trolli na przymusowe szczepienia szczepionką MMR. Przecież koncerny tracą nie szczepiąc.
Stąd karanie rodziców odmawiających szczepień. Przecież interes musi się kręcić. Tam, czyli na zachodzie nie mogą sprzedawać, to zaczynają tutaj, czyli w Polsce, stosować przymus. Społeczeństwo jest bardziej przestraszone, biedniejsze to i łatwiej jest coś wymusić.
Stąd takie naciski Izb Lekarskich na lekarzy o przymusie szczepień.

Ale od początku.
W 2011 roku p. dr Stefan Lanka ogłosił, że daje 100 000 euro nagrody każdemu, kto udowodni – przedstawi prace naukowe udowadniające istnienie wirusa odry. Zgłosił się niejaki lek. med David Bardens, przedstawiając 6 prac naukowych, będących oficjalną podstawa oficjalnego istnienia wirusa odry. Jedna z tych prac była dokumentacją udowadniającą wyizolowanie wirusa odry w eksperymencie naukowym przeprowadzonym w 1954 roku przez późniejszego laureata Nagrody Nobla Johna F. Endersa
www.sagepub.com/doi/abs/10.3181/00379727-86-21073

Otóż muszę wtrącić, rok 1954 jest wyjątkowo smutnym rokiem dla medycyny. W tym samych czasie wprowadzono na rynek szczepionkę przeciwko wirusowi polio, powodującego rzekomo chorobę Heinego Mediny [w świetle ujawnianych dokumentów nie jest to wcale takie oczywiste]. Salk opracował swoją słynną szczepionkę. Wg obecnej wiedzy, powinien być uznany za większego mordercę, aniżeli Stalin czy Pol-Pot. To nie moje twierdzenie, tylko z prasy amerykańskiej. Szczepionka ta nie dosyć, że przyczyniła się do epidemii poszczepiennej wirusem, to dodatkowo była zakażona wirusem rakotwórczym SV-40. Wiedziano o tym już w roku 1960. Pomimo tego, do krajów Europy Środkowej sprzedawano ją do lat 80. ubiegłego wieku.
Ostatnia olbrzymia epidemia polio wystąpiła w Indiach po szczepieniu wirusem szczepionkowym. Zachorowało ponad 61 700 dzieci. Normalnie w Indiach chorowało ok. 200 dzieci.
Jak można się przekonać ani Główny Inspektor Sanitarny, ani Państwowy Zakład Higieny, rzekomo stojące na straży jakości między innymi szczepionek, ani razu nie ostrzegły społeczeństwa o problemie z rakotwórczym wirusem SV-40. Za co oni brali pieniądze? Przez ponad 40 lat zakażano polskie dzieci i jak widać, w praworządnym kraju nikt nie poniósł konsekwencji z tego powodu,
Nie twierdzę, że za tak masowe ludobójstwo trzeba od razu wieszać, ale przynajmniej powinno się podać do publicznej wiadomości nazwiska tych wszystkich osobników zamieszanych w ten ciemny interes. Przecież te wymienione instytucje, przynajmniej teoretycznie, są opłacane z kieszeni podatnika, a okazuje się, że działają przeciwko podatnikowi. No, chyba że przyjmiemy jakąś karkołomną, niepotwierdzoną hipotezę, że te granty z WHO i wyjazdy na zagraniczne konferencje lepiej się kalkulują.

Wracając do tematu nieistniejącego wirusa ODRY. Sąd powołał aż pięciu ekspertów, w tym dr A. Podbielskiego do oceny przedstawionych prac, rzekomo udowadniających istnienie wirusa odry. Eksperci jednogłośnie stwierdzili, że owe prace nie spełniają elementarnych warunków pracy naukowej i w związku z tym nie mogą być dowodem naukowym na istnienie wirusa odry. Autorzy owych wymienionych prac wtręty komórkowe widoczne na zdjęciach ocenili jako wirusa odry.
Do dnia dzisiejszego ani u zwierząt ani u ludzie nie potwierdzono istnienie wirusa odry. Z badań genetycznych wynika jednoznacznie, że tezy o istnieniu wirusa odry zostały naukowo obalone. Tzw. eksperci rządowi albo korporacyjni popełniali szkolne błędy w prowadzonych badaniach, celowo albo z niewiedzy. Wszystkie prace były publikowane w tzw. recenzowanych czasopismach, a więc sztucznie podnoszono ich wiarygodność. Jednoznacznie udowadnia to tezę, że jakość publikacji nie zależy od rodzaju czasopisma, a od moralności autora.
W związku z tzw. silniejszym oddziaływaniem czasopism „recenzowanych”, prawdopodobieństwo publikacji fałszywek w takich czasopismach jest zdecydowanie większe. Koncerny wykupując reklamy „załatwiają sobie” możliwość publikacji właściwych z punktu widzenia handlu, artykułów. Szkolne błędy tych publikacji, rzekomo potwierdzających istnienie wirusa odry, to brak jakichkolwiek eksperymentów kontrolnych. Błąd taki stał się podstawą wiary w istnienie chorobotwórczego wirusa. Lek. med. David Bardens usiłował odwołać się do SĄDU NAJWYŻSZEGO, ALE TEN W KILKU PROSTYCH ZDANIACH ODRZUCIŁ ODWOŁANIE.

Najciekawsze z tego wszystkiego jest to, że nawet największy autorytet w dziedzinie mikrobiologii w Niemczech, Instytut Roberta Kocha, potwierdził fakt braku dowodów na istnienie wirusa odry. Prof. Mankertz, dyrektor Instytut przyznał, że to co nazywa się wirusem odry, posiada wszelkie składniki naturalnej komórki. To wyjaśnia, dlaczego szczepionka przeciwko odrze zawierająca całe „wirusy” powoduje tyle powikłań.
Kolejnym ciosem w wakcynologów jest fakt, że Instytut, najważniejsza placówka w Niemczech, nie potrafił stworzyć właściwych testów dla rzekomego wirusa odry. Najzabawniejsze jest to, że Instytut twierdził wielokrotnie, że badania wykazały istnienie wirusa, ale odmówił pokazania wyników w sądzie, jak również nigdy nie opublikował tych wyników.
Innymi słowy, cała heca ze szczepieniem przeciwko odrze, czyli słynna szczepionka MMR, jest najczystszej wody hochsztaplerstwem i zwykłym podłym naciąganiem nieuświadomionej ludności. Jest to tym bardziej haniebne, że robione z chęci zysku, kosztem zdrowia i życia małych dzieci. Toż to typowe dla obozów koncentracyjnych działanie, rzekomo elit intelektualnych.
Sprawę szczepień MMR dodatkowo skompromitował pracownik firmy Merck ujawniając, że szczepionka ta powoduje autyzm. Praca Briana Hookera analizująca dane własne CDC od 2003 roku udowadnia bezspornie, że MMR powoduje autyzm. I mamy poważny problem w Polsce. Mamy całą masę ludzi podających się za wirusologów, którzy albo zupełnie nie orientują się w temacie, albo celowo ukrywają dane naukowe z chęci zysku.

Nie wiem, co jest gorsze, ale nieuka można jeszcze czegoś nauczyć, oszusta już nie. Te ostatnio ujawnione dokumenty jednoznacznie wskazują, że działania Głównego Inspektora Sanitarnego podchodzą pod Kodeks Karny paragraf 148 i dalsze.
Kto świadomie naraża zdrowie i życie… Oraz Kto robi to z chęci zysku…….

Dlaczego GIS podlega pod KK?
Ponieważ to on i jego „eksperci” ustalają kalendarz szczepień i decydują, jakie szczepionki i od kogo zakupić. To oni straszą rodziców karami i więzieniem. To ta instytucje przemyca w sejmie absurdalne ustawy. Gdyby GIS spełniał ustawowe zalecenia ,to natychmiast wstrzymałby dalsze szczepienia przeciwko odrze, co najmniej do czasu wyjaśnienia problemu. Fakt, że GIS nie tylko nie wstrzymał tych szczepień, ale chowa sprawę do szuflady, bardzo źle o nim świadczy.

Tak wiec pożyjemy i zobaczymy, czy szczepionka MMR zostanie skreślona z kalendarza szczepień, czy też nie. Jeżeli nie, będzie to kolejny dowód bezpośredni, że jesteśmy kolonią koncernów City of London Corporation i przeprowadza się na nas eksperymenty, podobnie jak to robiono przed laty na Indianach w Kanadzie. Pisałem o tym parę razy.
Istotna różnica jest taka, że te eksperymenty na polskich dzieciach robią rzekomi Polacy.

Dzięki uprzejmości i za zgodą
dr Jerzego Jaśkowskiego
[email protected]