Zacznijmy od rzeczy podstawowej: małżeństwo nie jest złe. Ale umówmy się – w czasach, gdy można kupić mop parowy, zmywarkę, a hydraulika zamówić przez aplikację, naprawdę nie potrzebujesz męża do otwierania słoika czy przykręcania kranu. Potrzebujesz za to dobrych butów, które poniosą Cię przez życie, i kiecki, w której czujesz się jak gwiazda filmowa.
Bo powiedz sama: ile razy słyszałaś to magiczne pytanie – „A kiedy ślub?”. Jakby obrączka była przepustką do lepszego świata. Tymczasem jedyna przepustka, jaka się naprawdę liczy, to ta do teatru, opery, na koncert czy nawet do zwykłej kawiarni. I wiesz co? Do każdego z tych miejsc możesz pójść sama. Ale nikt Cię tam nie wpuści w kapciach.
Mąż, nawet najlepszy, ma swoje humory, swoje skarpety porzucone na środku salonu i swoje komentarze na temat Twoich wydatków („Naprawdę potrzebowałaś dwudziestej pary butów?”). Buty natomiast nie marudzą. Nie robią focha. Nie wymagają opieki. Wręcz przeciwnie – to one opiekują się Tobą: dodają Ci centymetrów, pewności siebie i seksapilu. A dobrze skrojona sukienka to nie tylko materiał. To amulet, który potrafi zdziałać cuda większe niż małżeńska terapia.
Samotność nie gryzie
Samotność nie jest chorobą. To stan, w którym możesz robić, co chcesz. Chcesz iść na kurs tańca? Idź. Chcesz spędzić wieczór na kanapie z winem i serialem? Twoja sprawa. Chcesz kupić kieckę za równowartość weekendu nad morzem? Proszę bardzo. Najwyżej morze poczeka.
Zresztą, zauważ – samotność daje Ci luksus, którego wiele zamężnych koleżanek Ci zazdrości: brak obowiązkowych niedzielnych obiadów u teściowej. Żadnych dyskusji o tym, dlaczego makaron jest rozgotowany albo czemu znowu wydałaś za dużo na kosmetyki. Za to masz wolność, by pójść na wernisaż, targ staroci, jogę albo do galerii handlowej i wrócić z trzema parami szpilek, nie tłumacząc się nikomu.
W świecie, w którym kobiety wciąż słyszą, że „najważniejsze to znaleźć męża”, chodzenie samotnie w oszałamiającej sukience jest formą małej rebelii. To komunikat wysłany światu: „Nie potrzebuję księcia na białym koniu. Wystarczy mi moja sukienka i buty, które mają więcej charakteru niż połowa facetów na Tinderze”.
Dlatego Droga Kobieto, naprawdę – nie przejmuj się samotnością. Jest o wiele mniej kłopotliwa niż małżeństwo, a na pewno tańsza w utrzymaniu. Kiecka i buty to nie wydatek, to inwestycja w Twoje dobre samopoczucie, w pewność siebie i w to, by świat patrzył na Ciebie tak, jak powinnaś być oglądana – z podziwem.
Bo prawda jest taka: jest wiele miejsc, do których możesz pójść bez męża, ale naprawdę niewiele takich, gdzie możesz wejść bez kiecki i butów. Więc następnym razem, gdy ktoś zapyta Cię: „A kiedy mąż?”, odpowiedz z uśmiechem: „Nie wiem, ale za to wiem, że mam dziś genialne buty i kieckę, która robi większe wrażenie niż większość panów, których znam”.
Redakcja

0 komentarzy