Działanie Bożej siły uzdrawiającej – część 2

22 sty, 2026 | Zdrowie | 0 komentarzy

Zdrowie – podarunek niebios

W Herfordzie tygodniami rozgrywał się wstrząsający obraz. Tysiące ludzi – chorzy, niewidomi, inwalidzi, kobiety i mężczyźni poranieni traumatycznymi przeżyciami wojennymi oraz inni cierpiący – obozowali na miejskim placu przed domem Huelsmanna i widzieli w Bruno Groeningu jedyną, czy też ostatnią nadzieję. Mimo silnie wyczuwalnego napięcia, nie dochodziło do zamieszek. Wśród ludzi panowały spokój, ufność i spontaniczna, wszechstronna gotowość do pomocy – mimo, że często trzeba było wyczekiwać nawet kilka dni. Bo najczęściej wchodziło się do Bruno Groeninga pojedynczo. Był też wzywany do wielu innych miejscowości.

Wszędzie, gdzie pojawiał się Bruno Groening, liczni cierpiący doznawali niezwykłej pomocy i uzdrowień. Uzdrowieni odczuwali przypływ szczęścia, wdzięczności i nową radość życia. „Dla nas wszystkich, którzy przy nim byli i którzy mogli to zobaczyć, był to triumfalny pochód cudów, nie pochód o charakterze wojennym lecz pochód siły pojednującej i udzielającej pomocy”, napisał w Muenchner Merkur z 24 czerwca 1949 r. jeden z dziennikarzy, który był świadkiem naocznym wydarzeń w Herfordzie.

„Mocy tego obrazu nikt się nie mógł oprzeć. Znani ze sceptycyzmu mieszkańcy Herford, których droga do pracy tędy przebiegała. otaczali plac wielkim łukiem za policyjną blokadą i stawali się świadkami działania Groeninga w tych dniach. Wyglądało to, jakby morze się przed nim dzieliło na dwie części, kiedy przechodził przez tłum zgromadzony wokół stojących samochodów. Od samochodu do samochodu, tam zamiana kilku słów, tutaj podanie ręki i kilka pytań, prośba aby dać znać o dalszym samopoczuciu i prośba żeby ponownie przyjść – a obok niego i za nim, gdzie morze tłumu się znowu zwiera, ludzie wstają ze swoich wózków – tu zaś odbiera sparaliżowanym laski i rzuca je w bok. Nikt nie mógł pozostać bez wrażenia w świetle tych wydarzeń. Wyglądało to tak, jakby pole zboża podnosiło się po nawałnicy z odzyskaną na nowo siłą. Stale zimne kończyny sparaliżowanych dzieci robiły się znowu ciepłe. Bruno Groening szedł od jednej ciężarówki do drugiej, od jednego człowieka do drugiego, leżącego na sianie lub materacach. Zaczynali się podnosić i czuli nową siłę. W jednym z samochodów ciężarowych, widoczna dla wszystkich stojących w pobliżu, znajdowała się pewna siedemdziesięcioletnia kobieta, całkowicie sparaliżowana. Do ciężarówki wniesiono ją na fotelu, jak mi powiedział kierowca. Po kilku słowach Bruno Groeninga zaczęła ruszać rękami, podniosła się, a kiedy samochód ruszył, zaczęła kiwać ręką na pożegnanie do stojącego tłumu z twarzą pełną radości, mimo że dotychczas ręce i ramiona były u niej całkowicie nieruchome”.

Zadziwiające uzdrowienia

Dr A. Kaul, świadek wydarzeń z 1949 r., opublikował broszurę „Cud z Herford”. Relacjonuje on: „Często widziałem Bruno Groeninga rozmawiającego z chorymi i za każdym razem miałem wrażenie, że płacze w środku nad ludzką niedolą i nędzą, które jego oczy zmuszone są oglądać. Bruno Groening jest człowiekiem z ludu. Próżność i poza są mu całkowicie obce… „

Prorok we własnym kraju

Biblijnych scen chorych, sparaliżowanych i ślepych, którzy otrzymywali nagle uzdrowienia, nie pozostawiono długo w spokoju. W maju 1949 r. administracja miejska wydała pierwszy zakaz uzdrawiania, ponieważ Groening rzekomo naruszył prawo obowiązujące naturoterapeutów. Doprowadziło to do wieców protestacyjnych ludzi poszukujących pomocy, którzy zjechali się ze wszystkich stron Niemiec, w większości kosztem ogromnych wyrzeczeń i przeważnie cierpiąc ogromne bóle. Rozbieżności zdań i walka sił wewnątrz administracji miejskiej doprowadzały do kilkakrotnego znoszenia i ponownego ustanawiania zakazu. Jednak już wkrótce władze miejskie wydały całkowity zakaz uzdrawiania, przede wszystkim pod presją lekarzy.

Bruno Groening opuścił Herford i działał w różnych innych miejscowościach. Uzdrowiony właściciel „Traberhof”, wielkiej stadniny koni w Rosenheim koło Monachium, zaproponował mu przeniesienie się do tej miejscowości, żeby znaleźć trochę spokoju. Bruno Groening przyjął propozycję, lecz dziennikarze bardzo szybko odkryli nowe miejsce jego pobytu i podali je do wiadomości na czołówkach gazet, co spowodowało że w Rosenheim zaczęły się zbierać jeszcze większe tłumy ludzi niż w Herford. W szczytowym okresie przebywało na łąkach Traberhofu około 30 000 ludzi – morze chorych i inwalidów.

Groening troszczył się o każdego człowieka, ale wobec nie kończącego się zbiegowiska ludzi przemawiał również tutaj tak, jak do zebranych w Herford: „Moi kochani poszukujący pomocy, wasze błagania i prośby do Pana Boga nie były daremne” – i nagle ślepi zaczynali widzieć, sparaliżowani mogli chodzić, choroby znikały. W pewnej szczególnej chwili zebrani zaczęli śpiewać spontanicznie „Wielki Boże chwalimy Cię”. Gazety, radio i telewizja były przepełnione relacjami. Powstał nawet reportaż filmowy, którego projekcja odbywała się w kinach – gdzie również w czasie wyświetlania filmu dochodziło do spontanicznych uzdrowień. Legendarne „masowe uzdrowienia” z Rosenheim były punktem kulminacyjnym w działalności Bruno Groeninga, jak również punktem zwrotnym, ponieważ teraz jego przeciwnicy zwarli szeregi.

Pomimo że Bruno Groening zawsze dążył do współpracy z lekarzami, w następnych latach doszło do dalszych zakazów uzdrawiania, a nawet do procesu sądowego, w którym został uniewinniony od zarzutów z pewnymi zastrzeżeniami. Wydano opinię, że działał on w „nieświadomości sytuacji prawnej”, dlatego też uniewinnienie praktycznie oznaczało zakaz uzdrawiania; od tego momentu bowiem znał już „sytuację prawną”. Po procesie mógł działać tylko w małych kręgach. Ale i teraz przeszkadzano mu, a czynili to głównie rzekomi pomocnicy, którzy chcieli zarobić na nim pieniądze i dlatego zostali przez niego odsunięci. Niektórzy z nich poprzysięgli zemstę i przyłączyli się do jego przeciwników. W tych latach pojawiły się kuszące propozycje z zagranicy i Bruno Groening miał ogromne możliwości stać się bogatym i sławnym. W Ameryce oczekiwały na niego większe pieniądze, gdyby udał się do tego kraju na pokazowe tournée. Groening oparł się wszystkim pokusom i pozostał w Niemczech, mimo że tam ciągle stawiano mu największe przeszkody.

Jego propozycja, żeby zakładać uzdrowiska w Niemczech i również w innych krajach, została udaremniona. W 1958 r. wydany został wyrok sądowy, który uniemożliwił mu jakąkolwiek działalność uzdrowicielską w całych Niemczech. Na początku roku 1959 wyjechał do Paryża i tam zmarł 26 stycznia 1959. Przypomina się znana prawda: „Nigdzie prorok nie jest pozbawiony czci, chyba tylko w ojczyźnie i w domu swoim” (Mateusz 13,57); „Prorok nie ma uznania we własnej ojczyźnie” (Jan 4,44). Krótko przed swoim pójściem do domu, jak nazywał odejście z tego świata, powiedział Bruno Groening: „To co moi przeciwnicy musieli czynić, uczynili do końca i są skończeni. Również ja uczyniłem to, co musiałem uczynić – ale to jest dopiero początek!”…

Koło Przyjaciół Bruna Groeninga

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Subskrybuj newsletter i odbieraj naszą gazetę na e-mail

Kategorie

Archiwum