Polacy od kilku lat słyszą powtarzany jak mantra przekaz: „szczepienia są dobrowolne”. Ale jeśli przyjrzeć się najnowszym wytycznym Ministerstwa Zdrowia na sezon 2025/2026, trudno nie odnieść wrażenia, że dobrowolność ta istnieje głównie na papierze.
Ministerstwo właśnie opublikowało oficjalne rekomendacje: zaszczepić mogą i powinni się wszyscy – od 6. miesiąca życia wzwyż. Wszyscy, bez wyjątków. Zdrowe dzieci, młodzież, dorośli w pełni sił – każdy obywatel został wskazany jako potencjalny klient koncernów farmaceutycznych. I to w momencie, gdy nawet w Stanach Zjednoczonych – kraju, który w pandemii był wzorcowym laboratorium dla Big Pharmy – FDA znacznie zawęziła grupę kwalifikującą się do szczepień.
W USA, od nowego sezonu szczepienia przeciw C-19 rekomendowane są wyłącznie:
- osobom powyżej 65. roku życia,
- osobom od 5. do 64. roku życia z co najmniej jednym poważnym schorzeniem zwiększającym ryzyko ciężkiego przebiegu choroby.
Czyli – zdrowe dzieci, zdrowa młodzież i zdrowi dorośli nie kwalifikują się w USA do szczepień w ramach standardowych protokołów. Tam federalne instytucje przyjęły podejście ostrożniejsze, bardziej selektywne, uwzględniające bilans potencjalnych korzyści i ryzyka.
Tymczasem w Polsce – pod dyktando Brukseli i pod wpływem lobby farmaceutycznego – sugeruje się szczepienie absolutnie wszystkich, bez względu na wiek, stan zdrowia i odporność naturalną.
Dlaczego takie rozbieżności?
Trudno nie zauważyć, że Unia Europejska „klęczy” przed farmaceutycznymi gigantami. To przecież sama Ursula von der Leyen, bez przejrzystych procedur, w trybie tajnym negocjowała z Pfizerem gigantyczne kontrakty na dostawy szczepionek dla całej Wspólnoty. Do dziś nie ujawniono pełnej treści korespondencji ani kulis zawierania umów – choć chodzi o miliardy euro z pieniędzy podatników.
Czy Polska ma tu coś do powiedzenia? Wygląda na to, że nie. Nasze Ministerstwo Zdrowia powiela unijne rekomendacje, nie biorąc pod uwagę ani sytuacji epidemiologicznej, ani badań długoterminowych, ani nawet stanowisk instytucji z krajów zachodnich, które do niedawna były wzorem do naśladowania.
Propaganda i naciski
„Niezależne” media w Polsce już rozpoczęły zmasowaną kampanię. Artykuły sponsorowane, alarmujące komentarze ekspertów, wypowiedzi przedstawicieli GIS-u o „groźnych wariantach wirusa” – wszystko to wygląda jak klasyczny scenariusz psychologicznego nacisku na obywateli.
Nie mówi się jednak głośno o skutkach ubocznych, o braku długofalowych badań bezpieczeństwa w przypadku najmłodszych, ani o tym, że wiele państw poza UE dawno wycofało się z masowych szczepień całej populacji.
Kto za to płaci?
I najważniejsze: to wcale nie są darmowe szczepienia.
- Za każdy preparat zapłacą polscy podatnicy – w cenach negocjowanych w Brukseli poza kontrolą opinii publicznej.
- Zapłacimy także za utylizację milionów przeterminowanych i niewykorzystanych dawek.
- A kiedy Polska „odda” nadmiar szczepionek innym krajom za darmo – również zapłacimy.
To oznacza, że obywatel nie tylko ponosi ryzyko zdrowotne związane z masową kampanią szczepień, ale też finansowe konsekwencje decyzji podjętych ponad jego głową.
Czy naprawdę chodzi tu o zdrowie obywateli, czy raczej o realizację kontraktów podpisanych na szczeblu unijnym? Dlaczego w Stanach Zjednoczonych ogranicza się szczepienia do osób w grupach ryzyka, a w Polsce – zgodnie z unijnymi dyrektywami – rekomenduje się je całej populacji, od niemowlaka po seniora?
Polacy mają prawo do krytycznego myślenia. Mają prawo pytać, dlaczego decyzje zdrowotne są uzależnione od interesów międzynarodowych korporacji. I mają prawo decydować o swoim ciele – zamiast być przymuszani przez machinę polityczno-farmaceutyczną. Bo jeśli dziś bezkrytycznie zaakceptują masowe programy dla wszystkich, to jutro nikt już nie zapyta ich o zdanie – w żadnej kwestii dotyczącej zdrowia.
Redakcja

0 komentarzy