To niepozorne, jasnobeżowe kłącze kryje w sobie prawdziwe laboratorium biologicznie czynnych związków. Gingerol, szogaole, zingeron, paradole – nazwy brzmią jak z podręcznika chemii organicznej, ale to one odpowiadają za charakterystyczną ostrość i większość właściwości zdrowotnych. Do tego dochodzą związki lotne: limonen, linalool, geraniol, cyneol, zingiberol. Wiele z nich jest wrażliwych na wysoką temperaturę, dlatego imbir najwięcej „mówi” do naszego organizmu wtedy, gdy trafia do potraw już po gotowaniu albo w ogóle na surowo.
Imbir jest surowcem, który doczekał się licznych badań. Jednym z najlepiej udokumentowanych efektów jest łagodzenie nudności. Korzeń ten bywa wsparciem dla kobiet w ciąży, pacjentów po operacjach, osób poddawanych chemioterapii, a także dzieci z infekcjami żołądkowo-jelitowymi. W praktyce oznacza to coś bardzo przyziemnego: mniej dyskomfortu, mniej mdłości, większy apetyt na powrót do normalności. Wielu podróżnych zabiera ze sobą plasterek świeżego imbiru w trasę, by oswoić chorobę lokomocyjną – i często to wystarcza.
Druga rzecz to stan zapalny. Współczesna medycyna coraz częściej mówi o nim jako o jednej z podstawowych przyczyn wielu chorób cywilizacyjnych. Związki zawarte w imbirze potrafią modulować reakcje zapalne, co przekłada się na realne odczucie mniejszego bólu. Osoby z chorobą zwyrodnieniową stawów opisują sztywność, która staje się łagodniejsza. Kobiety z bolesnymi miesiączkami zauważają, że skurcze są łagodniejsze. Pacjenci z migreną czasem raportują krótszy czas trwania napadu.
Imbir ma też swoje „trzy grosze” w sprawach serca i naczyń. Zaobserwowano obniżenie zarówno ciśnienia skurczowego, jak i rozkurczowego, a także spadek stężenia trójglicerydów. Z kolei u osób z podwyższoną glikemią na czczo regularne spożywanie imbiru wiązało się ze spadkiem poziomu glukozy.
Interesujące są również obserwacje dotyczące odporności. Świeży imbir wykazuje zdolność utrudniania przylegania wirusa RSV do nabłonka dróg oddechowych. Oznacza to, że może on być jednym z elementów wzmacniających naturalne bariery organizmu, zwłaszcza w sezonie infekcyjnym.
W zwyczajowych ilościach imbir jest bezpieczny. Jednak osoby przyjmujące leki przeciwzakrzepowe powinny zachować umiar przy dużych dawkach, zwłaszcza w formie skoncentrowanych preparatów. Nadmierne łączenie może zwiększać ryzyko krwawień.
Najciekawsze w imbirze jest to, że nie wymaga skomplikowanych procedur. Wystarczy nóż, tarka, wyciskarka albo blender. Owszem, można dodać go do zupy dyniowej tuż przed podaniem, do marynaty do ryby, do azjatyckiego stir-fry, do domowej lemoniady czy nawet do piernika. Ale prawdziwą karierę robi dziś w małych, intensywnych porcjach – w tak zwanych shotach.
A jak przygotować taki shot? Wiele osób wie już jak zrobić klasyczny imbirowo-cytrusowy eliksir. Świeży, kilkucentymetrowy kawałek imbiru, sok z dwóch pomarańczy, odrobina cytryny, łyżka miodu i trochę wody. Zmiksowane, przecedzone, wypite w ilości około 50 mililitrów, najlepiej rano. Działa jak pobudka dla całego organizmu.
Ale możliwości jest znacznie więcej.
Gdy czujemy, że organizm domaga się wsparcia odporności, możemy sięgnąć po wersję z kurkumą i pieprzem. Świeży imbir łączymy z kawałkiem świeżej kurkumy lub pół łyżeczki sproszkowanej, dodajemy sok z cytryny, odrobinę miodu i szczyptę świeżo mielonego czarnego pieprzu, który zwiększa biodostępność kurkuminy. Całość miksujemy z niewielką ilością wody kokosowej. Taki shot ma głęboki, korzenny smak i wyraźnie rozgrzewa od środka.
W dni, gdy potrzebujemy wsparcia dla trawienia, przygotowujemy wersję zieloną. Imbir miksujemy z sokiem z limonki, garścią świeżej mięty i kawałkiem ogórka. Dodajemy odrobinę soku z jabłka dla złagodzenia ostrości. To napój lekki, świeży, a jednocześnie pobudzający wydzielanie soków trawiennych.
Jesienią świetnie sprawdza się shot imbirowo-jabłkowy z cynamonem. Świeży sok z jabłek łączymy z drobno startym imbirem, odrobiną cynamonu cejlońskiego i kilkoma kroplami soku z cytryny. Smakuje jak płynna szarlotka, ale bez cukrowego przeciążenia.
Dla osób, które chcą wesprzeć gospodarkę cukrową, ciekawą propozycją jest mieszanka imbiru z sokiem z grejpfruta i niewielką ilością aloesu spożywczego. Gorycz grejpfruta i pikantność imbiru tworzą duet, który skutecznie budzi kubki smakowe i nie wymaga dosładzania.
Jest też wersja bardziej wytrawna, niemal „wyczynowa”: imbir, sok z cytryny, szczypta soli himalajskiej i odrobina soku z selera naciowego. To propozycja dla tych, którzy wolą słono-kwaśne nuty i chcą dostarczyć sobie elektrolitów po wysiłku.
W każdym przypadku warto pamiętać, by nie zalewać imbiru wrzątkiem i nie gotować go długo, jeśli zależy nam na zachowaniu wrażliwych związków aktywnych. Świeżość ma tu znaczenie. Najlepiej przygotowywać porcję na jeden, maksymalnie dwa dni i przechowywać ją w lodówce w szczelnie zamkniętej butelce.
Redakcja

0 komentarzy