Wielu z nas zna ten scenariusz aż za dobrze. Budzisz się z zatkanym nosem, kichasz seriami, oczy łzawią, w gardle drapie, a kaszel nie daje spokoju. Pierwsza myśl? „No jasne, przeziębienie”, ewentualnie „znowu jakaś infekcja krąży”. Sięgasz po herbatę z imbirem, może po syrop, obiecujesz sobie, że „przejdzie”. Tylko że dni mijają, a objawy ani myślą zniknąć. Co więcej – potrafią ciągnąć się tygodniami, czasem miesiącami.
Tymczasem katar i zatkany nos nie zawsze pojawiają się z powodu pogody, klimatyzacji czy „osłabionej odporności”. U sporej grupy osób sprawcą całego zamieszania są… roztocza kurzu domowego. Niewidoczne, niepozorne, a jednak zdolne do wywołania objawów, które do złudzenia przypominają infekcję dróg oddechowych.
Roztocza to mikroskopijne organizmy należące do pajęczaków – formalnie bliżej im do pająków niż do bakterii czy wirusów. Nie gryzą, nie kąsają, nie atakują bezpośrednio. Problemem nie są one same, lecz to, co po sobie zostawiają. Ich odchody zawierają białka będące jednymi z najsilniejszych alergenów wziewnych, z jakimi człowiek ma do czynienia na co dzień. I to właśnie te cząsteczki wdychamy, kiedy leżymy w łóżku, siadamy na kanapie czy odkurzamy dywan.
Co ciekawe, alergeny roztoczy nie tylko prowokują nadmierną reakcję układu odpornościowego. One potrafią dosłownie naruszać naturalne bariery ochronne dróg oddechowych. Nabłonek nosa i oskrzeli staje się bardziej „przepuszczalny”, przez co organizm reaguje jeszcze gwałtowniej – często silniej niż w przypadku wielu alergenów pokarmowych. Efekt? Przewlekły katar, uczucie zatkanego nosa, napady kichania, kaszel bez wyraźnej przyczyny, łzawienie oczu, a nawet nawracające zapalenia spojówek.
To, co najbardziej myli, to czas trwania objawów. Alergia na roztocza może dawać o sobie znać przez cały rok. Nie ma tu klasycznego „sezonu pylenia”, po którym wszystko nagle się uspokaja. Jednak jesień i zima bywają szczególnie dokuczliwe. Spędzamy więcej czasu w zamkniętych pomieszczeniach, rzadziej wietrzymy mieszkania, a ciepło i wilgoć tworzą roztoczom wręcz idealne warunki do życia. Nic więc dziwnego, że objawy nasilają się właśnie wtedy, gdy zwykle podejrzewamy infekcję.
Pozbycie się roztoczy całkowicie? To właściwie niemożliwe. One są wszędzie – nie tylko w naszych domach, ale też w szkołach, biurach, hotelach czy domach znajomych. Da się jednak znacząco ograniczyć ich liczbę i tym samym zmniejszyć nasilenie objawów. Kluczowe jest miejsce, w którym spędzamy najwięcej czasu i w którym oddychamy przez kilka godzin bez przerwy – sypialnia.
Roztocza uwielbiają ciepło, wilgoć i materiały, w których gromadzi się kurz. Pościel, materace, poduszki, kołdry, pluszowe zabawki, dywany i tapicerowane meble to ich ulubione środowisko. Regularne pranie pościeli w wysokiej temperaturze potrafi zdziałać więcej niż niejeden spray „antyalergiczny”. Wysoka temperatura naprawdę ma znaczenie – im bliżej 60–90 stopni, tym gorzej dla roztoczy. Poduszki i materace warto zabezpieczać specjalnymi pokrowcami z mikrowłókien, które stanowią dla alergenów fizyczną barierę.
Ogromną rolę odgrywa też wilgotność powietrza. Roztocza źle znoszą suche warunki, dlatego utrzymywanie wilgotności poniżej 50 procent jest jednym z najprostszych, a zarazem najskuteczniejszych działań. Regularne wietrzenie mieszkania, nawet zimą, ma też znaczenie większe, niż się wydaje. Krótkie, intensywne wietrzenie kilka razy dziennie działa lepiej niż uchylone okno przez cały dzień. Warto też zwracać uwagę na codzienne drobiazgi – przykrywanie garnków podczas gotowania, niewypuszczanie pary ze zmywarki prosto do kuchni czy unikanie suszenia prania w salonie.
Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że zwykłe otrzepywanie koców czy pościeli w domu tylko pogarsza sprawę. Alergeny unoszą się wtedy w powietrzu i trafiają dokładnie tam, gdzie nie chcemy – do nosa i oskrzeli. Podobnie bywa z odkurzaniem. Jeśli sprzęt nie ma dobrego filtra HEPA, kurz zamiast znikać, po prostu krąży po pomieszczeniu.
Jeśli mimo wprowadzonych zmian objawy nie ustępują, warto przestać zgadywać i sprawdzić, czy problemem rzeczywiście są roztocza. Najprostszą i najbardziej wiarygodną drogą są badania krwi wykrywające swoiste przeciwciała IgE skierowane przeciwko białkom roztoczy kurzu domowego. To one dają jasną odpowiedź, czy organizm reaguje alergicznie, czy też przyczyny dolegliwości trzeba szukać gdzie indziej.
Czasem największym krokiem do poprawy samopoczucia nie jest kolejny syrop na kaszel, lecz świadomość, że „to nie przeziębienie”. A kiedy poznamy przeciwnika, łatwiej będzie dobrać strategię walki z nim – nawet jeśli jest on tak mały, że nie da się go zobaczyć gołym okiem.
Redakcja

0 komentarzy