W upalne dni niewiele rzeczy działa tak natychmiast jak kawałek schłodzonego arbuza. Jedno ugryzienie i nagle człowiek ma wrażenie, że organizm dostał dokładnie to, czego potrzebował – wodę, świeżość i coś jeszcze trudnego do nazwania, coś pomiędzy przyjemnością a ulgą. A jednak przez lata wokół arbuza narosła dziwna opinia, że to owoc „bez znaczenia”, że właściwie jemy tylko słodką wodę i niewiele z tego wynika.
Owszem, arbuz w ogromnej części składa się z wody – ponad dziewięćdziesiąt procent jego miąższu to właśnie ona. Ale czy to naprawdę wada? W świecie, w którym większość ludzi chodzi permanentnie odwodniona, taka „wodnista” przekąska jest raczej sprzymierzeńcem niż problemem. Zwłaszcza latem, kiedy organizm oddaje wodę szybciej, niż jesteśmy w stanie ją uzupełniać.
I tu zaczyna się ciekawsza część tej historii. Bo pod tą warstwą soczystej, chłodnej słodyczy kryje się coś więcej niż tylko nawodnienie. Arbuz dostarcza witaminy C, tej samej, która wspiera odporność i pomaga radzić sobie ze stresem oksydacyjnym. Ma w sobie witaminy z grupy B, potrzebne układowi nerwowemu. Jest potas – pierwiastek, o którym przypominamy sobie zwykle dopiero wtedy, gdy zaczynają dokuczać skurcze albo serce bije nierówno. A przecież to on reguluje ciśnienie krwi i pomaga utrzymać równowagę elektrolitową.
Jednak najważniejszy jet likopen. Większość osób kojarzy go z pomidorami i ich przetworami. Tymczasem arbuz okazuje się jednym z najbogatszych naturalnych źródeł tego związku, a w niektórych przypadkach zawiera go nawet więcej niż popularne czerwone warzywa.
Likopen to związek, który działa po cichu, ale konsekwentnie. Pomaga neutralizować wolne rodniki, czyli cząsteczki odpowiedzialne za przyspieszone starzenie i rozwój wielu chorób. Wspiera serce, wpływa na elastyczność naczyń krwionośnych, może obniżać ciśnienie. Coraz częściej mówi się też o jego roli w profilaktyce nowotworów – szczególnie tych związanych z układem pokarmowym i prostatą.
Ciekawe jest też to, że arbuz wpisuje się w potrzeby współczesnego organizmu na poziomie bardziej praktycznym, niż się wydaje. W czasach, gdy wiele osób walczy z ciężkostrawną dietą, nadmiarem tłuszczu i przetworzonego jedzenia, taki lekki, naturalny owoc bywa czymś w rodzaju oddechu dla układu trawiennego. Nie obciąża, nie zalega, daje uczucie sytości, ale bez tego charakterystycznego „ciężaru”, który pojawia się po wielu innych przekąskach.
No i pozostaje kwestia – cukier. Okazuje się, że w arbuzie zawartość cukrów wcale nie jest tak wysoka. W porównaniu z innymi owocami wypada wręcz łagodnie. Słodycz, którą czujemy, wynika bardziej z dużej zawartości wody i sposobu, w jaki smak rozchodzi się w ustach, niż z realnej ilości cukru.
Może więc problem nie leży w arbuzie, tylko w naszym podejściu. Takie produkty jak arbuz są jednocześnie lekkie i wartościowe, słodkie i odświeżające, proste, a jednak zaskakująco bogate w składniki, które mają realny wpływ na organizm.
Kiedy więc następnym razem ktoś powie, że arbuz to tylko woda, warto się uśmiechnąć i sięgnąć po kolejny kawałek.
Redakcja

0 komentarzy