Są takie pytania, które wracają do nas w ciszy wieczoru, kiedy wyłączają się telefony, a włącza się myślenie. Jedno z nich brzmi: dlaczego młodość kojarzy nam się z lekkością, swobodą i wolnością, podczas gdy dorosłość z obowiązkami, zmęczeniem i ciągłym napięciem? Jak to się stało, że droga od podwórka do biura bywa tak drastyczna, że sami siebie nie poznajemy? Może odpowiedź nie jest jedna. Może jest ich kilka — splatają się jak nici w tkaninie życia.
W młodości żyjemy bardziej „tu i teraz” — a dorosłość zmusza do życia „na później”
Dziecko patrzy na świat szeroko otwartymi oczami. Nastolatek wierzy, że wszystko jest możliwe. Młody dorosły ma nadzieję, że jeszcze zdąży. A potem pojawia się dorosłość — i nagle zaczynamy żyć w świecie, który ciągle pyta o jutro: czy masz oszczędności, czy masz stabilną pracę, czy masz plan, co dalej?
Dzisiejsza kultura ma obsesję na punkcie planowania, zabezpieczania, przewidywania ryzyka. Teraźniejszość wolno odczuwają tylko ci, którzy zdążyli wypełnić wszystkie rubryki przewidziane dla dorosłych. Ale te rubryki przecież… nie mają końca.
Dorośli biorą na siebie ciężar, który kiedyś niosło za nich otoczenie
Kiedy byliśmy młodzi, ktoś trzymał parasol nad naszymi głowami. Rodzice, szkoła, państwo — ktoś dbał o to, byśmy mieli dach, jedzenie, opiekę zdrowotną. Dorosłość to moment, w którym nagle – bez ceremonii – parasol zostaje nam wręczony do ręki. Odtąd sami dbamy o budżet, rachunki, zdrowie, bezpieczeństwo, pracę, relacje, dzieci. To, co kiedyś było niewidzialne jak wiatr, dziś staje się ciężarem jak kamień.
Młodość ma przywilej pierwszych razów. Dorosłość to odpowiedzialność za skutki
Pierwsza miłość, pierwszy wyjazd bez rodziców, pierwsze marzenia o dorosłym życiu — wszystko to jest jak świeżo otwarta książka, pachnąca nowością. Dorosłość to książka, w której kartki są już zapisane. Czasem pięknie, czasem chaotycznie, czasem w ogóle nie tak, jak chcieliśmy. W młodości decyzje są lekkie: zmieniam kierunek studiów, zmieniam hobby, zmieniam styl. W dorosłości decyzje mają konsekwencje: kredyty, dzieci, odpowiedzialność za siebie i innych. To naturalne, że ciężar odpowiedzialności przykrywa lekkość eksperymentowania.
W młodości jesteśmy częścią stada. W dorosłości łatwo o samotność
Nastolatkowie mają naturalną sieć społeczną: klasa, uczelnia, podwórko, drużyna sportowa. Dorosły człowiek często zostaje sam w swoim życiu jak samotny wędrowiec: dom—praca—dom. Znajomi rozjeżdżają się po świecie, pracują na zmiany, mają rodziny i swoje problemy. Trudno znaleźć czas na spontaniczność. Trudno o bliskość. A samotność bywa jednym z największych źródeł stresu, nawet jeśli na co dzień jej nie zauważamy.
Młodość żyje ciałem. Dorosłość — głową
Dzieci biegną, zanim pomyślą, skaczą, zanim ocenią bezpieczeństwo, śmieją się, zanim zrozumieją żart. Dorośli najpierw analizują, potem kalkulują, a dopiero na końcu — jeśli w ogóle — działają. Rozum często wygrywa z radością. Czasem to mądre, czasem to zgubne. Stres to nic innego jak przeciążony system alarmowy, który dorosły umysł ma stale włączony: „a co jeśli coś pójdzie nie tak?”. W młodości ten alarm praktycznie nie istnieje.
Współczesny świat jest bardziej wymagający niż kiedyś
To nie tylko biologia i psychologia. To także czasy, gdzie tempem życia rządzi technologia, praca i dom przenikają się bez granic, oczekiwania społeczno-ekonomiczne rosną, porównujemy się z innymi 24/7 przez media społecznościowe, nikt nie uczy nas odpoczywania. Młodzież miała swoje zmartwienia — ale z perspektywy dorosłego są one lekkie jak balon. Zmartwienia dorosłych bywają ciężkie jak beton.
Czy dorosłość musi być ciężka? Nie. Ale wymaga przebudzenia
Młodość jest prezentem, dorosłość jest zadaniem. Im dłużej próbujemy żyć jak w młodości, tym bardziej dorosłość nas przygniata. Ale istnieje druga droga: uczyć się od swojego młodszego „ja” tego, co utraciliśmy po drodze, czyli spontaniczności, ciekawości, odpoczynku bez poczucia winy, śmiechu bez pretekstu, spotkań twarzą w twarz, ruchu, odpuszczania tego, czego nie kontrolujemy. Dorosłość nie musi być tylko pieniędzmi, rachunkami, pracą i stresem. Może być mądrością, która łączy lekkość dziecka z siłą dorosłego.
Może chodzi o to, by na koniec życia nie żałować, że byliśmy „zbyt dorośli”
Możemy odzyskać coś z młodości: jej świeżość. Możemy pogodzić się z dorosłością: jej odpowiedzialność. Dojrzałość nie polega na rezygnacji z siebie. Polega na połączeniu tego, kim byliśmy, z tym, kim pragniemy być. Bo życie nie dzieli się na beztroską młodość i stresującą dorosłość. Życie dzieli się na momenty — te, które zapamiętamy, i te, które pozwoliliśmy sobie przeżyć w pełni.
Redakcja

0 komentarzy