Kto o niej (do niedawna) słyszał? Kto wie cokolwiek na temat tego jaką spełnia funkcję w organizmie? Spytajmy lekarza domowego, czy też pani farmaceutki w aptece, a z pewnością zaczną nam mówić o witaminie K jako substancji mającej wpływ na krzepliwość krwi. Coś tu jednak jest nie tak, bo prawie każdy wie, że wpływ na krzepliwość krwi ma witamina K1, a my zapytaliśmy o witaminę K2. Nie ma witaminy K jako jednej substancji. Tak samo jak nie ma witaminy B, ponieważ witamin z grupy B jest kilka, a każda spełnia inną rolę w organizmie. To samo jest z witaminami z grupy K. Mają one też inne nazwy:
Witamina K1 to : filochinon, fitomenadion, phylloquinon
Witamina K2 to : menachinon, menaquinone
Tutaj jednak zwracam uwagę na to, że pomimo tak samo brzmiącej nazwy chemicznej, w przypadku suplementów, ich skuteczność biologiczna będzie się czasami bardzo różnić. Innymi słowy, dwa różne suplementy zawierające taką samą substancję: menachinon, będą miały różną aktywność biologiczną. Ponadto, witamina K2 występująca na rynku polskim, a pochodząca nawet od bardzo renomowanych firm jest syntetyczna. Koszt wytworzenia witaminy K2 z substratów naturalnych, bez GMO jest oczywiście znacznie wyższy, a co za tym idzie jej cena na rynku jest również wysoka.
Jednakże, przez prawie ponad pół wieku uważano, że jest to TA SAMA witamina, nie zwrócono uwagi na zupełnie inne charakterystyki tych wersji odnośnie roli jaką pełnią w organizmie. Nawet dzisiaj obie te formy witaminy traktuje się jako jedno i to samo. Na wielu stronach internetowych, których autorami są specjaliści nauk medycznych ciągle miesza się działanie tych witamin, pomimo, że działania te są zupełnie odmienne! Jest to przerażające, bo nie mamy do czynienia z cieknącą rurą tylko z organizmem człowieka i trochę precyzji by się przydało.
W jednym z pism medycznych napisano, że: „wykazano pozytywną korelację pomiędzy spożyciem witaminy K w diecie, a znaczącym zmniejszeniem ryzyka złamania kości w grupie kobiet, przyjmujących wysokie dawki witaminy K”, ale … bez podania, o której wersji witaminy K jest mowa? Jeśli powszechnie znana jest tylko witamina K1, to ktoś może pomyśleć, że to o niej mowa, a tak nie jest ! Ten brak precyzji jest bardzo niebezpieczny. Jeśli ktoś chciałby się suplementować w nadziei, że wygra np. walkę z osteoporozą, to pytając w aptece o witaminę K otrzyma z pewnością K1, a wcale nie o tą witaminę w tym przypadku chodzi! Tak więc, mówienie czegokolwiek o witaminie K bez wyraźnego wskazania, o którym jej rodzaju mówimy, to tak jakby powiedzieć, że ktoś kupił sobie samochód. A na pytanie: „jaki?” Odpowiedź byłaby w stylu: „No jak to jaki? Taki co ma cztery koła i kierownicę”.
W roku 1975, naukowcy odkryli białko zależne od witaminy K2, a była to osteokalcyna. Pomimo tego fantastycznego odkrycia, świat medyczny niezbyt się tym przejął, dopiero w roku 1997 rozwiązał się „worek” z nieznanymi jeszcze funkcjami jakie w naszym organizmie spełnia witamina K2! Od tego „rozwiązania worka” upłynęło już kilka długich lat, a większość lekarzy o witaminie K2 nawet nie słyszała..
Witamina K1 ma wpływ głównie na krzepliwość krwi. Witamina K2 prawie wcale na krzepliwość krwi nie wpływa, chociaż wyjątki się zdarzają. Istnieje co prawda mechanizm, który pozwala na zamianę witaminy K1 na K2 i odwrotnie (dzieje się to w jelitach), ale w ten sposób powstaje bardzo mała ilość witaminy K2, która nie ma żadnego praktycznego wpływu na poziom witamin K w organizmie.
W przeprowadzonych badaniach naukowych proces ten obserwowano u 4.600 mężczyzn w wieku ponad 55 lat. Wykazano, że ci z najwyższym poziomem witaminy K2 mieli o 52% niższe ryzyko wystąpienia ciężkiego zwapnienia tętnic, o 41% zmniejszone ryzyko wystąpienia choroby wieńcowej, o 51% zmniejszone ryzyko śmierci z powodu choroby wieńcowej i o 26% niższe ryzyko śmierci z pozostałych przyczyn. Co za wspaniałe wyniki, szczególnie, że ilość skutków ubocznych wyniosła ZERO, czego w żaden sposób nie da się powiedzieć o jakimkolwiek leku stworzonym przez przemysł farmaceutyczny i poddanym tego typu badaniom. Jak widać, wpływ witaminy K2 na zapobieganie chorobie wieńcowej serca jest większy, niż ktokolwiek przypuszczał. I co? Jak zwykle – nic. Czy ktoś, kiedyś, gdzieś, zwrócił na to uwagę?
Gdyby przemysł farmaceutyczny stworzył syntetyczny lek, którego pozytywne działanie byłoby co najmniej takie jak działanie witaminy K2 opisane powyżej, cały świat medyczny zatrząsnął by się w posadach, każda uczelnia by tego nauczała, każdy lekarz miałby obowiązek nabycia tej, farmaceutycznej wiedzy, no a lek ten byłby z pewnością niezwykle drogi. Mógłbym tak ironizować jeszcze dalej i dłużej tylko po co? Każdy logicznie myślący człowiek zauważy, że jest to kpina z nas wszystkich, a szczególnie z ludzi chorych. Co środowisko medyczne, dbające o nasze zdrowie, robi w tej sprawie?
Co więcej… nie stwierdzono dawki toksycznej witaminy K2! Jakież to ważne, bo natychmiast mamy odpowiedź na pytanie: „a czy nie jest to trujące?” lub: „czy da się „to” przedawkować?”
Nawet kiedy mowa jest o osteoporozie, to bezustannie słyszymy: więcej wapnia i więcej wapnia, co może być fatalną dla zdrowia poradą, a przecież wykazano, że procesy sprzyjające osteoporozie mogą być wyhamowane poprzez suplementację witaminą K2.
Jak się okazuje, drugim po kościach rezerwuarem witaminy K2 jest trzustka czyli organ produkujący insulinę i przez to zarządzający poziomem cukru we krwi. Ze względów etycznych, w badaniach naukowych nie doprowadza się u ludzi do wywołania drastycznych niedoborów witaminy K2, ale kiedy robi się to u zwierząt, zaczynają chorować na…? Tak jest! Na cukrzycę. W swoich badaniach, japońscy naukowcy wykazali, że zaktywowana przez witaminę K2 osteokalcyna ma wpływ na poprawę tolerancji glukozy i zwiększoną wrażliwość komórek na działanie insuliny. Jak ważne są te informacje dla chorych na cukrzycę nie muszę już chyba opisywać.
Czy jednak, którykolwiek chory na cukrzycę, usłyszał od swojego lekarza specjalisty diabetologa, że może warto byłoby do leków, które cukrzycy nie leczą (a czasami wręcz wpływają na rozwój cukrzycy, ale to inny, szerszy temat), dodać coś tak prostego jak substancja naturalna, którą jest witamina K2? Szczególnie kiedy wiadomo już, że ta witamina mając wpływ na sprawne funkcjonowanie kości, sprzyja również zwiększeniu wrażliwości tkanek na działanie insuliny, a brak takiej wrażliwości jest podstawą występowania cukrzycy typu drugiego. STOP! Jak to? Czy to oznacza, że kości mają jakąś rolę w leczeniu cukrzycy? Okazuje się że tak. Dlaczego więc się tego nie wykorzystuje? To proste: specjalista diabetolog nie jest lekarzem „od kości”, a specjalista ortopeda nie jest lekarzem „od trzustki”. Kto w takim razie, jest lekarzem od całego człowieka? Temat rzeka.
Trzeba tutaj koniecznie powiedzieć, że najwięcej witaminy K2 jest zakumulowane nie tylko w trzustce, ślinie czy kości mostka, ale w również w mózgu (to znaczy zakumulowane jest tylko wtedy, kiedy mamy jej wystarczającą ilość). Jeśli weźmiemy pod uwagę całość witaminy K w mózgu tzn. K1 i K2 łącznie to K2 stanowi aż …70 do 93% tej całości.
Są jeszcze inne substancje w naszym mózgu, których właściwe funkcjonowanie zależy od obecności witaminy K2, niestety… z wiekiem, poziom witaminy K2 w mózgu ulega zmniejszeniu, co ma związek z powstawaniem chorób związanych z degeneracją tkanki mózgowej. Wykazano też, że niedobór witaminy K2 może być przyczyną powstawania kamieni nerkowych. Witamina K2 nie jest antyoksydantem, przeciwutleniaczem, nie usuwa wolnych rodników, które już powstały. Działa znacznie lepiej… zapobiega ich powstawaniu w mózgu! Na dodatek, witamina K2, może zapobiegać powstaniu porażenia mózgowego, opóźnienia w rozwoju, padaczki – jeśli matka zapewniła sobie jej odpowiednią ilość w czasie ciąży. Który z ginekologów zaleca suplementacje witaminą K2 u swoich podopiecznych które są w ciąży lub w ciążę zamierzają zajść? Pewnie żaden. Czy z niedbalstwa? Nie. Na uczelniach medycznych po prostu nic na temat witaminy K2 się nie mówi więc skąd ma o niej wiedzieć? Na pewno nie ze szkoleń zaakceptowanych przez Krajową Radę Lekarską, a organizowanych i prowadzonych przez przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego.
Ostatnio, w jednej ze stacji radiowych usłyszałem, że witamina K2 to jakaś nowa bajka i w ogóle bzdura. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby taką opinię wyraził np. filozof lub specjalista filologii germańskiej, ale rewelacja ta wyszła z ust profesora medycyny, znanego onkologa!! Słysząc to nie wiedziałem czy mam się śmiać czy płakać, bo informacje o witaminie K2 w leczeniu choroby nowotworowej nie wywołały u profesora medycyny, specjalisty onkologa nawet cienia zainteresowania. Szkoda, może mógłby pomóc komuś tak bardzo choremu jak chory z nowotworem, bo przecież to nie jest zwykłe przeziębienie. Z pewnością mógłby pomóc, ale nie chce, bo nie jest prawdziwym lekarzem, on tylko ma na to „papier” wiszący na ścianie jego gabinetu.
Mamy więc substancję naturalną, tanią, nie wykazującą żadnych skutków ubocznych, natomiast wykazującą fenomenalne własności zapobiegawcze i lecznicze. Tutaj tylko wspomnę jeden fakt: wykonano bardzo wiele badań, przez rożnych naukowców, z różnych ośrodków badawczych. Wyniki były zawsze takie same:
TYLKO WITAMINA K2 wykazywała tak zbawienny wpływ na zdrowie człowieka, a nie witamina K1.
Czy w takim razie witamina K1 nie jest nam potrzebna? Jest i to bardzo, ale witamina K1 ulega recyrkulacji, organizm sam ją ciągle odtwarza, chyba, że to odtwarzanie zablokujemy lekami rozrzedzającymi krew, ze wszystkimi konsekwencjami jakie są znane lekarzom.
Podsumujmy :
Witamina K2 ma działanie w następującym zakresie :
- starzenie się organizmu
- choroby serca
- osteoporoza
- choroba Alzheimera i inne schorzenia mózgu
- zmarszczki
- żylaki
- cukrzyca
- reumatoidalne zapalenie stawów
- stwardnienie rozsiane
- choroba nowotworowa
- ciąża i zachodzenie w ciążę
- zdrowie noworodka
- testosteron i płodność mężczyzn
- zdrowie zębów i rozwój szczęko-czaszki
Warto jest o tym pomyśleć. Szczególnie do takich przemyśleń zachęcam lekarzy tak zwanego „pierwszego kontaktu”. Zgłębiajcie ten temat, poszerzajcie swoją wiedzę, bo jak widać nawet Wasi akademiccy nauczyciele (mam nadzieję, że tylko niektórzy), nie tylko tej wiedzy nie mają, ale nawet nie chce im się jej nabyć i Wam przekazać. Wiadomo, że każdy lekarz jest zobowiązany do ciągłego szkolenia się i zgłębiania tajników medycyny. Nie można się jednak łudzić, że na którymkolwiek szkoleniu usłyszycie cokolwiek na temat witaminy K2 ponieważ wszystkie formalnie zaakceptowane przez Naczelną Radę Lekarską (NRL) szkolenia lekarzy są prowadzone przez przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego, a to nie jest wiedza, którą przemysł farmaceutycznych chce Wam przekazać.
Skąd więc prawdziwi lekarze, którzy chcą ten temat zgłębić, maja taką wiedzę brać? Trzeba byłoby lekarzom, którzy temat ten chcą zgłębić zorganizować odpowiednie szkolenia.
Jednakże, stosowanie witaminy K2 nie jest w tzw. procedurach, należy więc do tzw. medycyny komplementarnej, znachorskiej, alternatywnej itd… Widzimy jaka to bzdura, a jednak.. oficjalne stanowisko Stałego Komitetu Lekarzy Europejskich (CPME) jakie w dniu 25.05.2015 NRL „wysmażyło” do swoich członków, a więc do wszystkich lekarzy w Polsce stwierdza, że:
„praktyki komplementarne i alternatywne (CAM) nie są medycyną (także szkolenia w tym zakresie nie są szkoleniami z zakresu medycyny” (dalej już tylko gorzej i bardziej głupio więc nie cytuję)
Czyli to co świat naukowy odkrył na temat witaminy K2, a co w skrócie zasygnalizowałem w mojej książce, nie jest medycyną. Jeśli to nie jest medycyną, to co nią jest? O tym napiszę przy następnej okazji.
Jerzy Zięba
Całkowicie niezależny dziennikarz, publicysta, autor książek (Ukryte Terapie cz. I, II,III). Znawca tematów medycznych, promotor zdrowego trybu życia oraz świadomego używania suplementów, twórca formulacji suplementów marki VISANTO.

0 komentarzy