Higiena jamy ustnej przez lata była sprowadzana do estetyki. Białe zęby, świeży oddech, ładny uśmiech na zdjęciach. Tymczasem coraz więcej badań – i coraz więcej historii pacjentów – pokazuje, że jama ustna to nie jest osobny świat, oderwany od reszty organizmu. To raczej jego wrota. Stan zapalny dziąseł, próchnica, przewlekłe infekcje – wszystko to nie kończy się na jamie ustnej. Bakterie i mediatory zapalne przedostają się do krwiobiegu, wpływają na śródbłonek naczyń, mogą zwiększać ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, a nawet zaburzeń metabolicznych. Krótko mówiąc: to, co dzieje się w ustach, odbija się echem w całym ciele. Nic więc dziwnego, że pytanie o pastę do zębów przestało być banalne. Coraz częściej nie brzmi ono „jaka wybiela najlepiej?”, ale: co ja właściwie codziennie wkładam do ust – dwa razy dziennie, przez całe życie?
Fluor stał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych składników codziennej higieny. Nie ma sensu udawać, że fluor jest dla ludzkiego organizmu substancją obojętną. W dużych dawkach jest toksyczny. Nadmierna ekspozycja może prowadzić do uszkodzeń szkliwa, osłabienia kości, problemów z nerkami i wątrobą, zaburzeń hormonalnych, a nawet wpływać na układ nerwowy. Szczególnie wrażliwe są dzieci, u których nadmiar fluoru może zaburzać rozwój funkcji poznawczych.
To właśnie dlatego wiele krajów – w tym Polska – zrezygnowało z masowej fluoryzacji wody. Była to decyzja wynikająca z przekonania, że lepiej nie fundować całym populacjom przewlekłej ekspozycji na pierwiastek, którego dawki trudno kontrolować.
Pojawiają się teorie, że pasta z fluorem nie jest szkodliwa. Pasta ma kontakt z zębami przez kilka minut i zostaje wypluta. Zdaniem zwolenników tej teorii, w takich warunkach fluor nie stanowi zagrożenia dla zdrowia dorosłego człowieka. Problem pojawia się wtedy, gdy pasta jest połykana – i dlatego właśnie dla dzieci produkuje się pasty o obniżonej zawartości fluoru. Pytanie dlaczego nie można wyprodukować przynajmniej dla dzieci pasty bez fluoru?
Poza tym trzeba też wziąć pod uwagę, że fluor nie jest wyłącznie „składnikiem pasty”. Znajduje się również w wielu innych produktach spożywczych: herbacie, rybach, owocach morza, wodorostach, a nawet w warzywach korzeniowych. O toksyczności decyduje dawka, a nie sam fakt obecności.
Stąd pytanie czy skuteczna pasta musi zawierać fluor? Przez lata panowało przekonanie, że bez fluoru nie ma ochrony przed próchnicą. Tymczasem rozwój nauki i technologii materiałowych zaczął to przekonanie podważać. Coraz większą popularność zdobywa biomimetyczny hydroksyapatyt (BioHAP) – substancja, która naśladuje naturalny budulec szkliwa. Nie działa agresywnie, nie ingeruje w metabolizm, nie budzi tylu obaw co fluor, a jednocześnie wypełnia mikrouszkodzenia szkliwa, zmniejsza nadwrażliwość zębów, tworzy barierę ochronną przed kwasami, utrudnia bakteriom przyleganie do powierzchni zęba.
Nie każdy chce – lub może – korzystać z gotowych produktów. Dla osób ceniących minimalizm i kontrolę nad składem istnieje prosta alternatywa: domowa pasta do zębów.
Przepis na prostą, „zdrową” pastę do zębów
Składniki:
- 3 łyżki oleju kokosowego (nierafinowanego),
- 2 łyżki sody oczyszczonej (bardzo drobnej),
- 1 łyżka glinki białej lub bentonitowej,
- 5–10 kropli olejku eterycznego (mięta pieprzowa, goździkowy lub herbaciany),
- opcjonalnie: szczypta ksylitolu dla smaku.
Wykonanie:
Wszystkie składniki dokładnie wymieszać do uzyskania gładkiej pasty. Przechowywać w szklanym słoiczku, w temperaturze pokojowej. Do nabierania używać czystej szpatułki.
Redakcja

0 komentarzy