Była znana już w starożytnych Chinach i Japonii, a w Europie miała szerokie zastosowanie w rzymskich łaźniach. Zapomniana w średniowieczu, została na nowo odkryta w XVIII i XIX wieku przez „wodnych lekarzy”, z których najłatwiej jest zapamiętać Vincenza Priessnictza (1799-1851), bo od jego nazwiska pochodzi nazwa „prysznic”. Właściwie był to strumień lodowatej wody źródlanej, która ze zlokalizowanej na wolnym powietrzu rynny spadała z kilku metrów na głowy kuracjuszy.
Ten „wodny lekarz” był analfabetą. Za pomocą kąpieli, saun i lewatyw leczył wyłamane stawy kończyn, złamania, wylewy podskórne, artretyzm oraz zaparcia i choroby układu pokarmowego. Zalecał również kuracjuszom specjalne diety oparte na wodzie, mleku i zimnych niedoprawionych potrawach. Jakie były efekty wyciągania z ciała „złych soków” podczas owych końskich kuracji przeprowadzonych na 36 000 pacjentach, których przyjął w swoim wciąż rozbudowywanym zakładzie w ciągu 25 lat, nie wiadomo.
Ten syn biednego gospodarza pozostawił jednak po sobie majątek wart 10 000 000 ówczesnych guldenów oraz liczne pomniki, które wystawiono w uznaniu jego zasług na polu wodolecznictwa. Między innymi na jego doświadczeniach oparł się Sebastian Kneipp (1821-1897), bawarski ksiądz katolicki, jeden z najbardziej znanych na świecie zwolenników hydroterapii, ziołolecznictwa oraz racjonalnego sposobu odżywiania się. Tak jak i jego poprzednik przez wiele lat chorował – obserwacja własnej choroby oraz przyrody doprowadziła go do rozwinięcia i usystematyzowania metody leczenia wodą.
Będąc spowiednikiem sióstr dominikanek, początkowo praktykował w klasztornej pralni. Wraz z rozgłosem do Wörishofen zaczęło zjeżdżać tysiące ludzi szukających pomocy, w ten sposób baza zabiegowa została bardzo rozbudowana jak i samo Wörishofen, które musiało pomieścić sporą liczbę stałych kuracjuszy. Na terenie Niemiec i w sąsiednich krajach powstały liczne zakłady leczące jego metodą. Doradzał wielu ludziom, dziesiątki tysięcy zjeżdżały do niego z całego kraju i zagranicy po poradę i pomoc. Był autorem nie tylko wielu książek, w których propagował swoje metody, ale także kawy słodowej czy chleba ziarnistego, produktów wytwarzanych do dzisiaj. Między innymi jemu zawdzięczamy wprowadzenie do codziennego życia najprostszych zabiegów higienicznych (codzienne mycie się, spacery) oraz zasad zdrowego odżywiania. Aktualnie działają „Związek Lekarzy Kneippa” (ok. 1000 członków) oraz „Konfederacja Kneippa” (ok. 250 tys. członków).
W czasach współczesnych hydroterapia, inaczej wodolecznictwo, opiera się na podobnych zasadach, choć konewek ani węży ogrodniczych już się nie używa. Ta fizjoterapia, metoda leczenia bodźcowego, polega na zewnętrznym stosowaniu wody o różnych postaciach: ciekłej, stałej lub gazowej. Podstawę leczniczego działania stanowi odpowiednia temperatura lub ciśnienie wody użytej odpowiednio do danej terapii. Hydroterapia wpływa korzystnie na układ krążenia, układ nerwowy oraz wiele innych narządów organizmu.
Zabiegi lecznicze dzielimy na:
– zabiegi z wykorzystaniem ciśnienia hydrostatycznego wody: kąpiele całkowite, częściowe, kinezyterapeutyczne, wirowe, perełkowe, galwaniczne, tlenowe, aromatyczne, masaż podwodny,
– zabiegi z wykorzystaniem ciśnienia strumienia wody: polewanie, natryski stałe oraz ruchome,
– zabiegi za pośrednictwem tkanin: zmywanie, nacieranie, zawijanie, okłady, kompresy.
Sauna w każdej postaci też wchodziła od dawna w skład zabiegów hydroterapeutycznych. Znane były sauny parowe (łaźnie rzymskie), sauny suche (fińskie). Z suchych (mała wilgotność 5-20% i temp. 60-120°C) mogą korzystać osoby z problemami mięśniowymi, reumatoidalnym zapaleniem stawów, zapaleniem stawów kręgosłupa, czy astmą oskrzelową. Parowe (wilgotność 45-50% i temp.50-65°C) dobrze oczyszczają skórę, zmniejszają bóle reumatyczne oraz dolegliwości dróg oddechowych. Z mokrych (wilgotność 25-40% i temp. 70-90°C) korzystali już starożytni Grecy i Rzymianie; nie ma przeciwwskazań, jeśli chodzi o częstotliwość wizyt w niej, można korzystać z niej nawet codziennie).
Bania ruska jest drewnianym domkiem, w którym na piecu opalanym drewnem podgrzewa się kamienie. Kiedy rozgrzeją się do czerwoności, polewa się je obficie wodą. Gorące powietrze, smaganie się gdzie popadnie witkami brzozowymi pobudza mikro krążenie w skórze, powodując intensywne pocenie się i oczyszczając ciało z toksyn. Naprzemienne stosowanie ciepła i zimna (można schładzać ciało podczas zabiegu, nacierając je śniegiem albo zanurzając się w zimnym baseniku znajdującym się zazwyczaj w drugim pomieszczeniu), hartuje ciało, ma korzystny wpływ na układ krążenia i układ oddechowy.
Sauny na promienie podczerwone (infared) – bez pary, z niską temperaturą powietrza (40-65°C) są w użyciu już od dosyć dawna. Zamiast tradycyjnych pieców wykorzystywane są ceramiczne promienniki podczerwieni z systemem głębokiego wnikania ciepła do organizmu. Dzięki temu ciało dużo mocniej poci się i traci o 250% więcej płynów niż w tradycyjnej saunie. System powoduje, że organizm wydala nie tylko wodę, ale także tłuszcz, cholesterol, metale ciężkie, kwasy i związki toksyczne. W czasie jednego 30-minutowego seansu organizm spala około 600-800 Kcal. Podwyższone krążenie krwi zmniejsza stany zapalne, usuwa ból i przyspiesza powrót do zdrowia – przy dolegliwościach wewnętrznych, jak również przy chorobach skóry, takich jak łuszczyca, wypryski i blizny. Zabieg taki pomaga również w przypadkach bezsenności oraz innych chorób związanych ze stresem.
Są jednak także przeciwwskazania do korzystania z tego typu sauny – np. dla osób mających otwarte rany, cierpiących na choroby oczu, starszych i osłabionych, zwłaszcza chorych, ponadto kobiet w ciąży i małych dzieci.
Fragment książki „Terapie Relaksu” mojego autorstwa.
Elżbieta Graboś

0 komentarzy