Podstępna trucizna w kranie

14 cze, 2026 | Zdrowie | 0 komentarzy

Najnowsze badania przeprowadzone przez United States Geological Survey (USGS) wykazały, że prawie połowa wody kranowej w USA jest zanieczyszczona tzw. „wiecznymi chemikaliami” (forever chemicals). Chodzi tu o PFAS – per- i polifluoroalkilowe związki, które są wyjątkowo trwałymi i toksycznymi substancjami wykrywanymi m.in. w wodzie pitnej. Według National Institute of Health istnieje ponad 12 000 rodzajów PFAS, a amerykańska Agencja Ochrony Środowiska szacuje, że ich liczba może sięgać nawet 15 000.

PFAS to skomplikowana grupa syntetycznych substancji chemicznych, które od lat pięćdziesiątych XX wieku są wykorzystywane na całym świecie w różnorodnych produktach konsumenckich. Te związki chemiczne znajdują się nie tylko w wodzie pitnej, ale także w setkach produktów codziennego użytku. Można je znaleźć w środkach czystości, wodoodpornych tkaninach takich jak kurtki przeciwdeszczowe, parasole i namioty, papierze odpornym na tłuszcz, naczyniach kuchennych z nieprzywierającą powłoką, a także w kosmetykach, takich jak szampony, nici dentystyczne, lakiery do paznokci i produkty do makijażu oczu.

PFAS są także obecne w plamoodpornych powłokach stosowanych na dywanach, tapicerce i innych tkaninach, w piankach gaśniczych, wosku narciarskim oraz opakowaniach fast foodów i torebkach używanych w mikrofalówkach. Ponadto, te substancje można znaleźć w telefonach komórkowych, samolotach komercyjnych i pojazdach niskoemisyjnych. Mogą występować nie tylko w wodzie z kranu, ale także w wodzie deszczowej oraz kurzu, zwłaszcza jeśli mieszkamy w pobliżu obszarów, gdzie PFAS były wytwarzane (takich jak zakłady produkcyjne lub miejsca składowania odpadów) Ich skład chemiczny sprawia, że są wyjątkowo odporne na degradację.

Co więcej, chemikalia te okazały się znacznie bardziej niebezpieczne dla ludzi, niż pierwotnie przypuszczano i mogą stanowić zagrożenie nawet w stężeniach tysiące razy niższych niż wcześniej oceniano. Dlatego tak ważne jest, aby ludzie byli świadomi ryzyka związanego z narażeniem na działanie przede wszystkim zanieczyszczonej PFAS wody z kranu. Można ograniczyć kontakt z produktami zawierającymi PFAS a nawet całkowicie z nich zrezygnować. Trudno jednak uniknąć spożywania wody, co sprawia, że kwestia jej jakości jest szczególnie ważna.

Osoby narażone na działanie PFAS mogą zmagać się z poważnymi problemami zdrowotnymi, takimi jak otyłość, choroby tarczycy, uszkodzenia wątroby, wrzodziejące zapalenie okrężnicy, komplikacje w ciąży, opóźnienia rozwojowe u dzieci oraz różnego rodzaju nowotwory: nerek, wątroby, pęcherza, trzustki, tarczycy, piersi, jąder czy krwi. Tymczasem miliony Amerykanów przez lata nieświadomie spożywały wodę zawierającą te toksyczne substancje, nie zdając sobie sprawy, że to właśnie ona może być przyczyną ich wielu poważnych chorób. Coraz częściej słyszy się także o kancelariach prawniczych, reprezentujących osoby, u których zdiagnozowano nowotwór po ekspozycji na PFAS.

Jak sprawdzić czy woda, która płynie w naszym kranie jest w miarę bezpieczna do picia? Wpisując w wyszukiwarce „PFAS contamination in the U.S” znajdziemy mapy lokalizacji, w których wykryto najwyższe stężenia PFAS w próbkach wody (np. na stronie www.usgs.gov). Filtry do wody mogą pomóc w redukcji zanieczyszczeń, a im bardziej złożony i zaawansowany technologicznie filtr, tym lepsza ochrona. Jednak kluczowe jest również wprowadzenie przepisów, które ograniczą, a nawet zakażą stosowania PFAS w produktach codziennego użytku oraz ustanowienie rygorystycznych norm dla jakości wody pitnej.

Zimą, na kilka miesięcy przed tym, zanim jeszcze dotarła do mnie informacja o PFAS, postanowiłam przeprowadzić eksperyment, aby sprawdzić jakość wody z mojego kranu. Przygotowałam cztery szklanki, do których wsypałam po łyżce organicznego białego ryżu, a każdą z nich opisałam. Pierwszą szklankę zalałam wodą prosto z kranu, drugą – wodą przefiltrowaną przez filtr Brita, trzecią – wodą z lodówki (która również ma filtr), a czwartą – wodą ze strukturyzatora. Szklanki zabezpieczyłam folią. Efekty eksperymentu po kilku miesiącach możecie Państwo zobaczyć na załączonym zdjęciu.

 

Ryż w wodzie ze strukturyzatora wyglądał jakbym go przed chwilą włożyła do szklanki, nie miał prawie wcale zapachu. Ryż zalany wodą z lodówki utworzył mętną zawiesinę przypominającą kisiel i już nie pachniał przyjemnie. Na powierzchni wody (również o nieprzyjemnym zapachu) przefiltrowanej przez jeden z popularnych filtrów pojawił się kożuszek pleśni. Natomiast w szklance z wodą prosto z kranu nie było już praktycznie ryżu, tylko obrzydliwie śmierdząca, brunatna, brejowata substancja. Skoro toksyny „zjadły” ryż to tylko możemy sobie wyobrazić jakie spustoszenia mogą poczynić w naszym organizmie. Myślę, że dalszy komentarz jest tu zbędny. Moją sugestią dla Państwa może być ewentualnie rozważenie zakupu najnowszej generacji butelki do wodorowania wody, ze specjalnie zaprojektowaną membraną, która generując w 100% czysty wodór molekularny o właściwościach terapeutycznych, usuwa z wody na zewnątrz wszystkie szkodliwe substancje. Link do zakupu:

https://sandra.lumivitae.com/

Aleksandra Nagorska

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Subskrybuj newsletter i odbieraj naszą gazetę na e-mail

Kategorie

Archiwum