Z jednej strony to kulinarna podstawa, smak dzieciństwa, obiad u babci i najprostsza odpowiedź na pytanie „co dziś na kolację”. Z drugiej – od lat nosi łatkę produktu, który rzekomo „idzie w boczki”. Wystarczy, że ktoś zacznie mówić o odchudzaniu, a prędzej czy później pojawia się rada: odstaw ziemniaki. Brzmi stanowczo, tylko czy ma sens?
Bo kiedy odłożymy na bok przyzwyczajenia i spojrzymy na liczby, ziemniak okazuje się zaskakująco niewinny. Sto gramów gotowanych ziemniaków to mniej więcej tyle energii, co nic – skromne kilkadziesiąt kalorii, które w praktyce trudno uznać za dietetyczne zagrożenie. To poziom, przy którym naprawdę trzeba się postarać, żeby „przesadzić”. Dla porównania wiele produktów, które uchodzą za neutralne albo wręcz „lżejsze”, dostarcza tej energii wielokrotnie więcej w znacznie mniejszej objętości.
Tu pojawia się pierwszy zgrzyt między wyobrażeniem a rzeczywistością. Bo ziemniaki są sycące, objętościowe, wypełniają talerz i żołądek, a jednocześnie nie „ładują” kalorii w tempie, do którego przyzwyczaiły nas produkty przetworzone. Żeby dostarczyć tyle energii co niewielka porcja suchego ryżu, trzeba by zjeść naprawdę solidną miskę ziemniaków.
Skąd więc to przekonanie, że tuczą? Najczęściej z obrazu, który mamy przed oczami, gdy o nich myślimy. Ziemniaki rzadko występują solo. Towarzyszą im sosy – gęste, tłuste, często oparte na śmietanie czy maśle. Do tego mięso, panierki, dodatki, które same w sobie są energetyczną bombą. I nagle winowajcą całego zestawu staje się najspokojniejszy element na talerzu. To trochę tak, jakby obwiniać kromkę chleba za to, że kanapka ocieka majonezem.
Warto też zwrócić uwagę na sposób przygotowania. Gotowane czy pieczone ziemniaki mają zupełnie inny „profil” niż frytki czy chipsy. Te ostatnie, choć powstają z tego samego surowca, przechodzą przez proces, który całkowicie zmienia ich wartość energetyczną. Tłuszcz, wysoka temperatura, utrata wody – to wszystko sprawia, że z lekkiego warzywa robi się kaloryczna przekąska. I znowu: to nie ziemniak sam w sobie jest problemem, tylko to, co z niego zrobimy.
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym rzadziej się mówi. Ziemniaki mają wysoki indeks sytości. W praktyce oznacza to, że po ich zjedzeniu szybciej pojawia się uczucie najedzenia i trudniej o niekontrolowane podjadanie. A to w dłuższej perspektywie może działać na korzyść.
Oczywiście, jak w każdej historii o jedzeniu, klucz tkwi w proporcjach i kontekście. Jeśli ktoś zjada ziemniaki w towarzystwie ciężkich sosów i tłustych dodatków, efekt końcowy będzie zupełnie inny niż w przypadku prostego talerza z warzywami i odrobiną oliwy. Ale to nie jest wina samego ziemniaka, tylko całej kompozycji.
Na koniec jedna uwaga. Ziemniaki, które „spędzą” noc w lodówce mają niski indeks glikemiczny i spokojnie mogą je jeść cukrzycy.
Redakcja

0 komentarzy