Z pamiętnika emigrantki.
Nie lubię wracać do swojej przeszłości. Nie ułożyło mi się życie tak jakbym chciała. Często wręcz się wstydziłam i czułam jakby to była moja życiowa porażka. „Przyjechała do Stanów i myślała, że świat zawojuje” – takie glosy w głowie miałam.
Pamiętam jak dziś. 22 grudnia 2009 roku, z ośmiomiesięcznym dzieckiem na ramieniu czekałam na samolot do Nowego Jorku. Przyjechałam z jedną walizką. I tak zaczęła się moja przygoda. Szybki ślub się odbył, a potem jeszcze dwójka dzieci się urodziła. Tak mi się wydawało, że wszystko będzie dobrze, bo mówił, że mnie kocha. Jak się bardzo szybko okazało, wszystko inaczej się potoczyło. Nie tylko byłam sama w obcym kraju, bez żadnej rodziny, z trójką małych dzieci, to jeszcze znalazłam się w sytuacji, w której byłam uzależniona finansowo od mężczyzny.
Zawsze wiedziałam, że to nie dla mnie. Jezu jak ja się dusiłam! Sprzątaniem się ratowałam. Na tyle ile mogłam się wyrwać, to chodziłam i sprzątałam, żeby mieć jakieś swoje pieniądze. Do dziś pamiętam jak w ciąży do 9 miesiąca sprzątałam, albo jeszcze lepiej, jak tydzień po porodzie już na domku byłam. Wiedziałam jednak, że to nie może być moje przeznaczenie. Wiedziałam, że coś musi się zmienić. W „małżeństwie” coraz gorzej. Okazało się, że jesteśmy zupełnie inni. Totalnie inne wartości życiowe. Ja chciałam się uczyć, dojść do czegoś, on non-stop przed PlayStation. Później doszła przemoc fizyczna.
Pamiętam jak się cieszyłam, że zapisałam się do college. Wiedziałam, że to mój bilet do lepszego jutra. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, troje małych dzieci i bez pomocy. Ale mówiłam sobie „dam radę”, coś wymyślę. Zawsze wiedziałam, że chcę pracować na onkologii. To było moje marzenie. Pamiętam mój pierwszy ciężki egzamin. Trzeba było się uczyć, ale jak to zrobić przy trójce małych dzieci, kiedy pseudo mąż w barze siedział? To mi dodawało siły. Myślałam sobie „nie złamię się”. Kupiłam sobie kubek z napisem „For I Can Do Everything Through Christ who gives me Strenghth”. I tak jakoś dotrwałam do listopada.
Napięcie w domu rosło, wiedziałam, że muszę się wydostać z tego chorego związku. Nie mogłam oddychać! Dosłownie i w przenośni. Bo właśnie któregoś listopadowego wieczoru byłam duszona i kopana na podłodze, na oczach moich dzieci. Dotknęłam dna!!! Myślałam, że umrę… Bardziej ze wstydu sama przed sobą. Jak ja mogłam tak skończyć? Pojechałam na policję złożyć raport. Musiałam wrócić. Nie wiedziałam co dalej? Gdzie iść, do kogo się udać? Miałam plan: dokończyć semestr i uciekać. Ale nie zdążyłam. Moja wtedy pięcioletnia córeczka została pobita. To był koniec końca i początek koszmaru albo zakończenie koszmaru.
Dwu i pół letnia przygoda z sądami, policją, criminal investigators, prawnikami itp. Były chwile, kiedy myślałam, że gram w odcinku kryminalnego serialu główną rolę. Nie wiedziałam co robić, ale dzięki kilku dobrym ludziom nie postradałam zmysłów. Trzeba było działać, myśleć szybko. I wtedy uświadomiłam sobie i już wiedziałam na pewno, to nie jest mój koniec, to dopiero początek.
Zostałam sama z trójką małych dzieci. Nie było innej opcji, tylko się odbić od dna. Łatwo nie było. Ciężko jak cholera. Ale miałam cel! Mówiłam sobie „I am not a failure”. I tak zaliczałam semestr po semestrze nursing school. Czasem wychodziłam o 5 am i wracałam o 12 am z kliniki. Były chwile, że płakałam w aucie, gdyż czułam się jak najgorsza matka na świecie. Były momenty ze nie miałam się gdzie uczyć, więc uczyłam się w wannie, hahaha teraz mi się chce z tego śmiać. 😊
Zawsze wiedziałam, że to tylko tymczasowe, że lepsze jutro nadejdzie, że ciężka praca popłaca. Ja miałam swoje cele i porażka nie była opcją. I tak zostałam Registered Nurse. Nic mnie już nie przerażało, nic mnie nie było wstanie zatrzymać. FOCUS to było moje drugie imię. Pracę znalazłam od razu. I to nie była tylko taka jakaś praca. To była moja wymarzona praca na onkologii. Najlepsza praca na świecie. Ileż można zrozumieć jak się widzi cierpienie drugiego człowieka?
Teraz już wiem, że nie ma się czego wstydzić, że przez to co mi się przytrafiło wiem dokładnie czego w życiu chcę i nic nie jest wstanie mnie zatrzymać. Odkryłam swój pełny potencjał i swoją drugą pasję po onkologii. Inspirowanie innych kobiet do działania. Obecnie mam swój mały business i dalej kontynuuję naukę. Już nie mogę się doczekać😊. Marzy mi się swój gabinet z widokiem na ocean i taki właśnie będę miała. A wy jakie macie cele? Jaki macie plan, żeby je zrealizować? Uwierzcie, że wszystko się da, wszystko można. Jak nie oknem to trzeba wejść kominem. Tylko raz się żyje. Nie zmarnujcie swojej szansy! Działajmy razem!!!
Małgorzata
Od Redakcji
Każdy ma swoją własną historię życia. Niektórzy „w czepku urodzeni” od początku mają szczęście w życiu, inni muszą mniej lub bardziej ciężko zapracować na swój dobrostan. Są też osoby, które potrzebują bodźca, wsparcia aby wyjść z marazmu, przezwyciężyć stagnację i odzyskać radość życia. Byłoby wspaniale gdyby historia Małgosi stała się iskierką, która zainspirowałaby do działania chociażby jedną osobę, która straciła wiarę w możliwość zmian w swoim życiu. Jeśli macie podobne historie, które mogłyby pomóc innym poprawić jakość ich życia i chcecie się nimi podzielić z Czytelnikami, napiszcie do nas.

0 komentarzy