Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mało kto chodził z litrową butelką wody pod pachą. Dziś trudno wyjść z domu, nie widząc ludzi, którzy co kilka minut biorą kolejny łyk, bo aplikacja przypomniała im o nawodnieniu albo influencer przekonuje, że bez czterech litrów dziennie organizm jest w stanie permanentnego odwodnienia. Powstała wręcz nowa moda – picie wody stało się symbolem zdrowego stylu życia, a liczba wypitych szklanek dla wielu osób jest ważniejsza niż jakość diety czy ilość snu.
Trudno się temu dziwić. Woda jest jednym z najlepiej sprzedających się produktów na świecie. Przemysł wód butelkowanych wart jest setki miliardów dolarów i każdego roku rośnie. Reklamy przekonują, że konkretna butelka zapewni energię, młodość, piękną cerę, oczyszczenie organizmu, lepszy metabolizm, a nawet sukces. Problem w tym, że marketing bardzo często wyprzedza naukę.
To właśnie dlatego wokół zwykłej wody narosło tyle półprawd i mitów. Niektóre są zupełnie nieszkodliwe, inne sprawiają, że ludzie niepotrzebnie wydają pieniądze albo żyją w przekonaniu, że robią coś wyjątkowo zdrowego, choć w rzeczywistości nie ma to większego znaczenia.
Jednym z największych mitów jest przekonanie, że organizm nawadnia wyłącznie czysta woda. Gdyby tak było, ludzkość przez tysiące lat miałaby poważny problem z przetrwaniem. Organizm wykorzystuje wodę niezależnie od tego, czy znajduje się ona w zupie, mleku, kefirze, herbacie, naparze ziołowym, kawie czy owocach. Oczywiście nie oznacza to, że słodkie napoje są dobrym wyborem, ale twierdzenie, że tylko woda „liczy się” do nawodnienia, nie znajduje potwierdzenia w badaniach.
Kolejnym hitem jest przekonanie, że kawa odwadnia organizm. To jeden z najbardziej żywotnych mitów żywieniowych. Kofeina rzeczywiście może nieznacznie zwiększać wydalanie moczu, ale efekt ten jest niewielki i u osób regularnie pijących kawę praktycznie zanika. Filiżanka kawy składa się niemal w całości z wody, dlatego nadal pomaga utrzymać prawidłowe nawodnienie.
Od lat powtarzana jest również magiczna liczba ośmiu szklanek dziennie. Problem w tym, że nikt nie potrafi wskazać naukowych podstaw tej uniwersalnej porady. Zapotrzebowanie na płyny zależy od wieku, masy ciała, aktywności fizycznej, temperatury otoczenia, wilgotności powietrza, sposobu odżywiania, a nawet przyjmowanych leków. Dwie osoby o tym samym wzroście mogą potrzebować zupełnie różnych ilości płynów.
Ogromną popularność zdobył również pogląd, że należy pić wodę, zanim poczuje się pragnienie, ponieważ samo pragnienie świadczy już o niebezpiecznym odwodnieniu. To kolejne uproszczenie. U większości zdrowych dorosłych ludzi pragnienie jest doskonale działającym mechanizmem ostrzegawczym. Organizm przez miliony lat ewolucji nauczył się bardzo skutecznie kontrolować gospodarkę wodną i zwykle informuje nas o potrzebie uzupełnienia płynów we właściwym momencie.
Moda na picie ogromnych ilości wody doprowadziła nawet do sytuacji, w których niektórzy zmuszają się do wypijania pięciu czy sześciu litrów dziennie. Tymczasem nadmiar wody również może być niebezpieczny. W skrajnych przypadkach prowadzi do hiponatremii, czyli spadku stężenia sodu we krwi. Zdarzało się, że uczestnicy zawodów sportowych trafiali do szpitali właśnie dlatego, że pili znacznie więcej, niż potrzebował ich organizm.
Często można usłyszeć, że zimna woda spala tłuszcz. Faktycznie organizm zużywa niewielką ilość energii na jej ogrzanie, ale jest to wydatek rzędu kilkunastu–kilkudziesięciu kilokalorii. To mniej więcej tyle, ile znajduje się w pół jabłka. Nie da się schudnąć od temperatury wypijanej wody.
Nie mniej popularne jest hasło, że woda „wypłukuje toksyny”. Brzmi efektownie, ale ma niewiele wspólnego z fizjologią. Organizm nie jest zlewem kuchennym, który wystarczy przepłukać większą ilością płynu. Za usuwanie zbędnych produktów przemiany materii odpowiadają przede wszystkim nerki i wątroba. Odpowiednie nawodnienie pomaga im pracować, ale picie ogromnych ilości wody nie zamienia organizmu w wydajniejszą oczyszczalnię.
Powszechnie powtarza się również, że mocz powinien być całkowicie przezroczysty. Tymczasem jego bardzo jasna barwa często świadczy jedynie o nadmiernym spożyciu płynów. Za prawidłowy uznaje się zwykle kolor jasnożółty.
Od kilku lat ogromną popularność zdobywa również woda alkaliczna. Reklamy przypisują jej niemal cudowne właściwości, sugerując, że odkwasza organizm i chroni przed wieloma chorobami. Tymczasem u zdrowego człowieka pH krwi utrzymywane jest w bardzo wąskim zakresie przez niezwykle precyzyjne mechanizmy fizjologiczne. Gdyby kilka szklanek wody mogło je znacząco zmienić, nasze życie byłoby poważnie zagrożone.
Mitów jest znacznie więcej. Jedni twierdzą, że wodę należy pić wyłącznie małymi łykami, inni – że koniecznie z cytryną. Pojawiają się opinie, że tylko woda źródlana jest zdrowa, że woda gazowana szkodzi kościom, że picie przed snem zawsze obciąża nerki, że rano trzeba wypić pół litra wody niezależnie od samopoczucia. W większości przypadków są to zbyt daleko idące uproszczenia.
Coraz większym problemem staje się także uzależnienie od zdrowotnych trendów. Niektórzy bardziej stresują się tym, że wypili dziś o jedną szklankę wody mniej, niż tym, że zjedli wysoko przetworzoną żywność, spali pięć godzin albo od miesięcy nie byli na spacerze. Tymczasem zdrowie nie zależy od jednego produktu ani jednego nawyku. Jest sumą codziennych wyborów.
Woda pozostaje jednym z najważniejszych składników naszej diety. Warto pić ją regularnie, jednak równie ważne jest zachowanie rozsądku. W świecie pełnym reklam i internetowych porad coraz większą wartością staje się umiejętność odróżniania nauki od marketingu. Bo zdrowie zaczyna się nie od kolejnej butelki wody, lecz od krytycznego myślenia.
Redakcja

0 komentarzy