Nie wszystko, co znajduje się na etykiecie, powinno trafić na nasz talerz

24 lip, 2026 | Porady | 0 komentarzy

Kiedy robimy zakupy, zwykle kierujemy się prostymi kryteriami. Produkt ma być smaczny, niedrogi, długo zachowywać świeżość i wyglądać apetycznie. Producenci doskonale o tym wiedzą. W efekcie wiele artykułów spożywczych powstaje nie po to, by jak najlepiej odżywiać organizm, ale by jak najlepiej sprzedawać się na sklepowej półce. Ma mieć intensywny kolor, odpowiednią konsystencję, wytrzymać wiele miesięcy transportu i magazynowania, a przy tym kosztować jak najmniej.

Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie dodatki do żywności są niebezpieczne. Wiele z nich pełni pożyteczne funkcje technologiczne i zostało uznanych za bezpieczne. Problem zaczyna się wtedy, gdy żywność składa się głównie z tanich zamienników, sztucznych dodatków i substancji poprawiających smak, wygląd lub trwałość. Im dłuższa i bardziej skomplikowana etykieta, tym większa szansa, że mamy do czynienia z produktem wysoko przetworzonym.

Jednym z pierwszych składników, na który warto zwrócić uwagę, jest syrop glukozowo-fruktozowy. W ostatnich latach jego popularność nieco spadła, jednak nadal występuje w wielu napojach, słodyczach, deserach, płatkach śniadaniowych czy sosach. Technologicznie jest wygodniejszy od cukru, łatwo miesza się z produktami i wydłuża ich trwałość. Organizm jednak nie odróżnia go od innych źródeł cukrów prostych. Nadmierne spożycie zarówno syropu glukozowo-fruktozowego, jak i zwykłego cukru sprzyja otyłości, stłuszczeniu wątroby, zaburzeniom gospodarki lipidowej oraz zwiększa ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2. Niektóre badania sugerują również, że wysokie spożycie fruktozy może sprzyjać wzrostowi stężenia kwasu moczowego i rozwojowi dny moczanowej.

Coraz więcej specjalistów zwraca także uwagę na fosforany dodawane do żywności. Występują pod symbolami E338–E341 oraz E450–E452. Poprawiają soczystość mięsa, stabilizują konsystencję i zwiększają wydajność produkcji. Problem polega na tym, że współczesna dieta dostarcza ich znacznie więcej niż dawniej. Nadmierne spożycie fosforanów wiąże się z zaburzeniem gospodarki wapniowo-fosforanowej, może obciążać nerki, a u osób z przewlekłą chorobą nerek zwiększa ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych.

Na liście składników warto również wypatrywać utwardzonych tłuszczów roślinnych oraz częściowo uwodornionych olejów. To właśnie one przez lata były głównym źródłem przemysłowych tłuszczów trans. Tłuszcze trans należą do najlepiej udokumentowanych czynników zwiększających ryzyko miażdżycy i chorób serca.

Dużo emocji budzą również syntetyczne barwniki spożywcze. Nie wszystkie są problematyczne, jednak część z nich od lat znajduje się pod szczególną obserwacją. Dotyczy to między innymi barwników określanych jako „szóstka z Southampton”, czyli tartrazyny, żółcieni pomarańczowej, azorubiny, czerwieni koszenilowej, czerwieni Allura oraz żółcieni chinolinowej. Badania wykazały, że u części dzieci mogą nasilać nadpobudliwość i problemy z koncentracją.

Kolejnym dodatkiem jest dwutlenek siarki oraz siarczyny, oznaczane numerami od E220 do E228. Wykorzystuje się je przede wszystkim do konserwowania suszonych owoców, win, soków czy niektórych przetworów. Dla większości osób nie stanowią zagrożenia, jednak u ludzi szczególnie wrażliwych, zwłaszcza chorujących na astmę, mogą wywoływać reakcje niepożądane, takie jak duszność, pokrzywka czy bóle głowy. Dodatkowo mogą zmniejszać dostępność witaminy B1.

W ostatnich latach dużo mówi się również o karagenie oznaczonym symbolem E407. Jest to substancja pozyskiwana z czerwonych alg morskich i stosowana jako zagęstnik w deserach mlecznych, lodach, śmietankach czy napojach roślinnych. Badania laboratoryjne sugerują, że jego zdegradowane formy mogą nasilać proces zapalny. Z tego względu osoby cierpiące na przewlekłe choroby zapalne jelit często lepiej tolerują produkty pozbawione tego dodatku.

Nieco mniej znanym składnikiem są azotyny i azotany dodawane do wędlin, oznaczane symbolami E249–E252. Chronią mięso przed rozwojem groźnych bakterii i nadają mu charakterystyczny różowy kolor. Jednocześnie mogą uczestniczyć w powstawaniu związków nitrozowych, których nadmierne spożycie wiąże się ze zwiększonym ryzykiem rozwoju raka jelita grubego. Nie oznacza to, że plaster dobrej jakości szynki od czasu do czasu stanowi zagrożenie, ale codzienne spożywanie dużych ilości przetworzonego mięsa nie jest dobrym pomysłem.

Coraz częściej spotykamy także wzmacniacze smaku. Najbardziej znany z nich to glutaminian monosodowy (E621). Sam w sobie został uznany za bezpieczny, jednak jego obecność zwykle świadczy o tym, że mamy do czynienia z żywnością wysoko przetworzoną. Dodawany jest do chipsów, dań instant, kostek rosołowych czy gotowych przypraw. Dzięki niemu produkty wydają się smaczniejsze, co często zachęca do ich nadmiernego spożycia.

Najprostszą zasadą zdrowych zakupów nie jest zapamiętanie wszystkich symboli E. Znacznie skuteczniej działa inna reguła. Im krótszy skład i im bardziej przypomina domowy przepis, tym zwykle lepiej. Dobry jogurt nie potrzebuje kilkunastu składników. Chleb nie musi zawierać kilkunastu dodatków technologicznych. A wędlina, która ma w nazwie szynkę, powinna przede wszystkim zawierać mięso, a nie długą listę substancji poprawiających wygląd i trwałość.

Nie da się całkowicie wyeliminować dodatków do żywności z codziennej diety. Jeśli podstawę naszego jadłospisu stanowią warzywa, owoce, pełnoziarniste produkty zbożowe, dobre źródła białka i żywność jak najmniej przetworzona, okazjonalne zjedzenie produktu z dłuższą etykietą nie będzie miało większego znaczenia. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy wysoko przetworzona żywność staje się codziennością, a nie wyjątkiem.

Redakcja

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Subskrybuj newsletter i odbieraj naszą gazetę na e-mail

Kategorie

Archiwum