Dieta rozdzielna – Jedzta co chceta – Maja Błaszczyszyn.

Diety, Naturalnie Zdrowy, Porady | 0 komentarzy

belly-2354_1920

Co jeżeli można jeść wszystko na co ma się ochotę i wyglądać dobrze? Może zamartwianie się dietą i kaloriami nie ma sensu? Istnieje już cudowny środek na wymarzoną sylwetkę? Do takich przemyśleń zmusiła mnie książka p. Mai Błaszczyszyn „Jedzta co chceta”. Oto kilka moich przemyśleń.

Książkę zdobyłem na chodnikowym straganie we Wrocławiu niedaleko przystanku „Hala Targowa”. Jakoś nigdy nie mogę przejść obojętnie obok takich niepozornych skarbnic tajemnic i zapomniane wiedzy. Przebiegłem pobieżnie wzrokiem po gustownie wystawionych arlekinach, starych podręcznikach do biologii i bibelotach z szafy babci.

Nastąpiła chwila zawahania i gdy już miałem odejść do mnie chłopak w wieku około gimnazjalnym i zapytał się co podać. Spojrzałem na niego, popatrzyłem ostatni raz na książki i znalazłem ją. Niewielka, cienka, zielona książka o tajemniczym tytule „Jedzta co chceta”. Przyklęknąłem i szybko ją przekartkowałem, żeby upewnić się, czy czasem to nie jakiś babciny poradnik o przetworach wekowych. Przeczytałem zdanie „dieta Diamondów” i pomyślałem, że to chyba o żywieniu ludów pierwotnych. Może coś ciekawego. Pomyślałem, że chyba warto sprawdzić co to za cudo. Jeszcze szybkie pytanko do młodzieńca w czapce z daszkiem „po ile to?” i tak wydałem uczciwie 3 złote.

Nie przeczytałem jej od razu, raczej kartkowałem i czytałem co ciekawsze akapity. W ten sposób dowiedziałem się mniej więcej, że mowa jest o diecie rozdzielnej opartej na sposobie żywienia państwa Diamondów, a w „Jedzta co chceta” zwana jest DIETĄ ŻYCIA. Umysł mi się wyostrzył na te słowa – jakaś sekta – pomyślałem podejrzliwie. Nie bójcie się jednak niczego. Po dokładnej lekturze całości zrozumiałem kilka rzeczy i dowiedziałem się wielu pomocnych informacji.

Autorka, pani Maja Błaszczyszyn, napisała tę książkę w odpowiedzi na wiele ataków na jej wcześniejsze pozycje i ogólnie głoszone przez nią „kontrowersje”. Niekonwencjonalne metody żywienia pani Mai spotkały się z krytyką ze względu na zupełnie inne podejście do typowej akademickiej diety. Przytoczyła parę listów od swoich czytelników, w których jedne osoby wychwalały „dietę życia” i dziękowały, a inne opisywały jak wpadły w choroby o podłożu zaburzeń odżywiania (anoreksja, obżarstwo).

Jednym z ważniejszych i prawdziwych argumentów autorki było stwierdzenie, że nie można zbyt szybko i drastycznie zmieniać nawyków żywieniowych. Osoby w listach opisywały (głównie kobiety), że przestały jeść mięso, zaczęły drastycznie przestrzegać zasad zdrowego odżywiania. Posiłki głównie opierając na warzywach i owocach. Efekty przychodziły równie szybko co dodatkowe kilogramy, gdy presja i rygor stawał się zbyt uciążliwe.

Ogólne założenia diety rozdzielnej są proste i naturalnie logiczne. Sposób odżywiania zakłada, że organizm ludzki w ciągu doby przechodzi trzy cykle. Od 4:00 do 12:00 następuje oczyszczanie organizmu i usuwanie toksyn, dlatego do godziny 12 można jeść tylko owoce i warzywa oraz pić naturalne soki i herbaty ziołowe. Po godzinie 12:00 do 20:00 występuje okno żywieniowe zwane cyklem pobierania substancji odżywczych. Podczas tego cyklu nie można łączyć m.in. produktów białkowych i skrobiowych (węglowodanowych).

Typowy polski obiad, czyli schabowy z ziemniakami kategorycznie odpada, ale już schabowy z modrą kapustą i dodatkową porcją warzyw może być jak najbardziej. Warzywa właściwie można łączyć z każdą grupą żywnościową. Należy unikać mleka i jego przetworów, jedynym odstępstwem mogłoby być surowe mleko prosto od krowy lub kozy. Na każde 30min przed posiłkiem należy wypić szklankę soku lub herbaty ziołowej. Po godzinie 20 organizm przechodzi w cykl regeneracyjny. Niełączenie różnych grup produktów tłumaczone jest wzajemnym wykluczaniem się enzymów. Podstawą jest również ograniczenie ilości białka w diecie do około 60g dziennie. Są to ogólne założenia.

Na tym jednak książka się nie kończy się. Jest dużo porad, na końcu są przepisy przykładowych dań (swoją drogą niektóre zapowiadają się świetnie i smakowicie). Jest rozdział o dzieciach-niejadkach, o tłuszczach w diecie, o rodzajach diet i o sposobie myślenia nad własną osobą.

Pani Maja nie napisała, że przedstawiony przez nią sposób odżywiania jest najlepszy, jedyny i właściwy. Przyznaje się otwarcie, że inne diety są prawdopodobnie równie skuteczne i opisuje ich podstawowe zasady np. diety surowej. Radzi wręcz, żeby szukać swojej „diety życia”, podczas której będziemy się czuć zdrowo i szczęśliwie. Od razu może sprostuje: nie chodzi o dietę piwo+pizza i inne wariacje. Głównie chodzi o nasz umysł i nasze nastawienie wobec nas samych.

Jestem zwolennikiem teorii, która w uproszczeniu brzmi – masz tak jak myślisz, że masz. Gdy ktoś z góry zakłada, że dieta jest katorgą i nie wyjdzie – to tak się stanie. Nastawienie do połowa, jak nie 70% sukcesu. Wszystko jest w nas. Dopóki nie pogodzimy się z sobą i nie pokochamy siebie samych to będziemy tworzyć nowe wymówki i przeszkody. Pamiętaj, że odbicie w lustrze będzie towarzyszyć Ci do końca życia, pokochaj je nie ważne od złudnych wrażeń.

Wydaje mi się, że praktyczne rady zawarte w tej książce odnośnie psychiki a problemów z odżywianiem są teraz ujęte w zagadnieniach z dziedziny psychodietetyki, a książka ta została wydana w 1993 roku.

Ogólnie oceniam bardzo pozytywnie książkę „Jedzta co chceta”. Mam zbieżne opinie na niektóre w niej zawarte tematy, a pani Maja Błaszczyszyn zdaje się kompetentną osobą. Wszystko wydaje się do siebie pasować i nie jest nachalne. Dieta bez diety jest możliwa, wszystko zależy od nas samych, od naszych myśli. Na pewno skorzystam z paru rad i podpowiedzi. Jedna trafna uwaga utkwiła mi w pamięci. Osoby otyłe w czasie stresu odczuwają głód, a osoby chude nie mogą nic wcisnąć do ust. Z moich własnych doświadczeń wynika, że to prawda. W sensie ja, jako przedstawiciel endomorfików w czasie największych stresów mam ochotę na największe ilości jedzenia. A jak wy macie? Można dopasować budowę ciała do reakcji na stres i głód?

Na koniec o wierze i diecie. Pamiętacie taki serial z RTL7 lub może już TVN7 o lekarzu z alpejskiej wioski? Moja mama często go oglądała, a ja siłą rzeczy razem z nią, gdy byłem dużo młodszy.. W pamięci szczególnie utkwiła mi jedna scena, która pasuje idealnie do tego wpisu. Jeden z mieszkańców wioski stwierdził, że dieta rozdzielna jest idealna dla niego, ponieważ rozdzielając jedzenie z odpowiednich grup żywnościowych będzie mógł jeść do woli. W gospodzie zamówił ogromnej ilości różnego jedzenia. Kapustę, kiełbasy, sałatki, golonki i co tam mieli. Dumny z siebie poprosił o dodatkowy zestaw talerzy, rozdzielił jedzenie na dwa stoliki i rozpoczął ucztę… W tym przypadku chyba samo pozytywne myślenie nie pomogłoby.

Pozdrawiam i życzę zdrowia

Rafał

Źródło: dzięki uprzejmości i za zgodą:
http://naturalniezdrowy.com.pl/dieta-rozdielna-maja-blaszczyszyn/

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwa

Kategorie