Chcesz mieć raka?

Choroby, Porady, Zdrowie | 1 komentarz

W mojej pierwszej książce „Nie daj się umrzeć, czyli Opamiętanie” opisałem dość dokładnie jak pozbyłem się bardzo poważnych i mniej poważnych chorób przy pomocy niekonwencjonalnych metod. Byłem wtedy zwykłym schorowanym zjadaczem pigułek przestraszonym coraz gorszymi diagnozami i jeszcze gorszym samopoczuciem. Przypuszczałem, że umrę i umarłbym na pewno gdybym nie zrezygnował z opieki państwowej służby zdrowia i profesorów klinik prywatnych.
Od tamtego czasu upłynęło kilkanaście ładnych lat, moja wiedza poszerzyła się znacznie i z dzisiejszej perspektywy trochę inaczej patrzę na to co mnie wtedy spotkało. Doświadczenia terapeutyczne, które nabyłem wraz z napływającymi patientami… (używam słowa patient, bo słowo pacjent jest zastrzeżone dla medycyny akademickiej) zmieniło także mój stosunek co do przyczyny chorób nowotworowych.
Niestety pacjentów nowotworowych przybywa i będzie przybywać lawinowo. Osobiście szlag mnie trafia, że z byle wirusa zrobiono ukoronowanego potwora a o prawdziwej pandemii nowotworowej nawet nie mrukną w mediach. A powinni! Powinni przynajmniej uczulać na czynniki kancerogenne, bo co prawda uniknąć tego badziewia nie sposób, ale można przynajmniej osłabić ich działanie. Nie możemy przecież uchronić organizmu od zatrucia metalami ciężkimi, bo oddychamy zatrutym powietrzem, pijemy zatrutą wodę i jemy zatrute pożywienie. Na szczęście pozbycie się tego syfu nie jest aż takie trudne. Można to zrobić w sposób ekologiczny wykorzystując właściwości ziół, owoców i warzyw albo poprosić lekarzy o jakiś medykament. Oni mają dyspozycji różne siekiery z Big Pharmy, czasami niezwykle skuteczne.
Czynników kancerogennych jest więcej, chociażby odkrywana powoli rola wirusów i wirusopodobnych cząstek, niedotlenienie komórek, kwasica metaboliczna, czyli zaburzenia równowagi kwasowo-zasadowej i wiele innych. To są ważne czynniki rakotwórcze i może poradzić sobie z nimi prawie każdy lekarz, jeśli tylko ma chęć i możliwość pochylenia się nad pacjentem. Ja nie zajmuję się tymi problemami i zawsze odsyłam patienta do białych fartuchów, jeśli jeszcze nie ma tych obszarów zdiagnozowanych. Najczęściej jednak przychodzą do mnie tacy, którzy już są po operacjach, chemiach, naświetlaniach a choroba wciąż postępuje w szybkim tempie. Dlaczego? Dlatego że medycyna akademicka wciąż nie przywiązuje wagi do tego co się dzieje w „duszy”.
Jeśli patientci nie uporają się ze stresem i „czarnymi woreczkami” będzie im bardzo trudno wyzdrowieć. Znam przypadki, kiedy stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że pacjent pozbył się wszystkich komórek nowotworowych a mimo to zmarł. Zmarł, bo nie był w stanie poradzić sobie z samotnością, żalem, poczuciem winy a czasami ze zwykłą wściekłością wobec kogoś, kto wyrządził mu jakąś krzywdę. Jeśli jeszcze bagatelizujecie tego typu emocje, to radzę przewietrzyć swoje myślenie, żeby nie znaleźć się w gronie osób którym „przy okazji” banalnych okresowych badań pan doktor powie – ma pan(i) raka!
A są przecież silnie działające narzędzia duchowe (rytuały) ale… jak mówi angielskie przysłowie, można doprowadzić konia do wodopoju, ale nie można zmusić go do picia. Na ten temat mógłbym pisać i pisać opierając się na przypadkach moich patientów, ale powiem tylko tyle: gdy „koń” chce i zacznie pić, nowotwór przestaje być problemem.
Nasz ludzki organizm, każdy bez wyjątku, ma w sobie rewelacyjny system uzdrawiania, który ja nazywam wewnętrznym doktorem a medycyna konwencjonalna systemem odpornościowym. Wszyscy rodzimy się z naszym wewnętrznym doktorem i to on czuwa nad naszym zdrowiem interweniując zawsze, gdy pojawiają się w organizmie jacyś intruzi, wirusy chociażby czy bakterie chorobotwórcze. Bardzo często jednak nasz wewnętrzy doktor wyłącza się, bo jego miejsce pracy, czyli nasze ciało zatruliśmy nadmiernie toksynami i złymi myślami. Stąd tak ważne jest oczyszczanie ciała, bo to nic innego jak sprzątanie gabinetu naszego wewnętrznego doktora.
Załóżmy jednak, że wysprzątaliśmy już nasze ciało, a nasz wewnętrzny doktor nie chce się wziąć do roboty. Nie chce, bo nie może! Zapomnieliśmy bowiem o wysprzątaniu duszy, czyli o zlikwidowaniu stresu. I teraz w telegraficznym skrócie przedstawię opis działania stresu, do którego przekonał mnie doktor Bruce Lipton. To będzie uproszczenie, bo Lipton opisuje ten mechanizm w kilku grubych księgach a ja przekażę to w kilku zdaniach.
Stres, szczególnie ten przewlekły, jest powodem większości naszych chorób! W jaki sposób? Ano w taki, że komórki ciała reagują na stres zamknięciem się. Nie pobierają tlenu ani pokarmu, bo wszystko to musi być przeznaczone na walkę ze stresem, czyli reakcję walcz lub uciekaj! Komórki otworzą się dopiero po tym, jak stres minie. A co się dzieje, gdy stres nie mija? Komórki albo się duszą, albo umierają z głodu, bo wciąż są zamknięte. Proste? Doktor Lipton pewnie by mnie porządnie zbeształ za takie uproszczenie, ale na pewno zgodziłby się ze mną co do meritum.
I teraz najważniejsze pytanie jakie musimy zadać swojemu wewnętrznemu doktorowi, gdy dopadnie nas jakaś poważna choroba: „Jaki stres powstrzymuje pana, panie doktorze przed uzdrowieniem mnie?” Udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że usunięcie czarnych woreczków z naszej „duszy”, czyli zapiekłych energii żalu, strachu, poczucia winy i tego typu badziewia, rozwiązuje ręce systemowi odpornościowemu i następuje samouzdrawianie. Tak to właśnie działa i stąd niezłe efekty terapii, którą praktykuję. I to żaden cud, proszę państwa, to medycyna XXI wieku!

STAN PEN

TE INFORMACJE POPROSZE UMIESCIC W STOPCE NA KONCU ARTYKULU

STAN PEN to Stanisław Andrzej Penksyk – emerytowany aktor, literat, reżyser i producent audycji radiowych. Już niedługo ukażą się angielskie tłumaczenia jego książek, które podpisuje tym pseudonimem.
W 2007 roku zdiagnozowano u niego raka prostaty, nerek oraz mózgu i ten fakt spowodował całkowitą zmianę trybu życia. Rezygnacja z chemioterapii i medycyny konwencjonalnej na rzecz naturoterapii i rozwoju duchowego zaowocowała całkowitym uzdrowieniem.
Kolejne lata poświęcił na studiowanie rożnych nurtów medycyny niekonwencjonalnej, aby w końcu stworzyć swoją oryginalną rzeczywistość, pełną możliwości samouzdrawiania i szczęśliwego życia, którą opisuje w swoich książkach.
2017 – „Nie daj się umrzeć, czyli opamiętanie”
O niekonwencjonalnym podejściu do nowotworów.
2018 – „Nie daj się umrzeć, czyli siedem recept”
O trybie życia, który gwarantuje zdrowie do późnej starości.
2019 – „Nie daj się umrzeć, czyli popierdywanie metafizyką”
O niewidocznych wymiarach i uzdrawianiu energiami.
2020 – „Nie daj się umrzeć, czyli miłość rządzi”
O najsilniejszej energii we Wszechświecie, przepustce do wyższego wymiaru.

Fanpage autora:
www.niedajsieumrzec.pl

Książki są dostępne w USA. Można je zakupić na stronie www.slimpol.com

1 komentarz

  1. Uwaga

    Jakkolwiek porusza pan ważne zdrowotne problemy i przypuszczalne rozwiązania, tak negowanie czy podważanie przez pana wiedzy medycznej i onkologicznej jest absolutnie zle. Dopóki nie zgłębi pan tej wiedzy, nie powinien pan zabierać głosu a tym bardziej nawoływać do zachowań ludzkich, które potencjalnie mogą doprowadzić do większej tragedii.
    Pozdrawiam
    Anna

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Archiwa

Kategorie