Prawda i witaminach i minerałach.

Grabież staje się sposobem na życie dla grupy ludzi żyjących razem w społeczeństwie, tworzących dla siebie system prawny, który upoważnia ich i kodeks moralny, który gloryfikuje to. Frederic Bastiat.

To zdanie bardzo dobrze określa ostatnie 200 lat. Proszę zauważyć, w chwili wprowadzenia cywilizacji azjatyckich do Europy zaczęły się wojny, zaczęło się niszczenie suwerennych państw, zaczęły się masowe mordy i konsekwencje tego, zarazy, epidemie.

To z chęci zysku wprowadzono do obiegu w 1918 roku szczepionkę przeciwko tyfusowi i ospie, w wyniku której zamordowano, w majestacie prawa, ponad 20 milionów ludzi. „Elity” medyczne i bankowe, które to wprowadziły, po 20 latach zmieniły nazwę tej strasznej epidemii na Hiszpańską Grypę. Zmiany nazwy dokonali fachowcy od prania mózgów z Instytutu Rockefellera, znanego do dzisiaj z dziwnych „wynalazków”.

W podręcznikach medycznych do lat 30. XX wieku, nikt nic nie wiedział o żadnej hiszpańskiej grypie. Armia amerykańska straciła prawie 70% siły bojowej wcale nie na skutek walk zbrojnych, ale na skutek szczepień. Hiszpańska grypa występowała wszędzie tam, gdzie lądowali żołnierze amerykańscy. Przykładowo na Filipinach, w pierwszym roku pobytu Armii USA, na skutek szczepień zmarło ponad 56 000 Filipińczyków. W następnym roku ta liczba zgonów poszczepiennych przekroczyła 80 000 Filipińczyków.

PODOBNIE JEST OBECNIE. W SYRII W REJONACH DZIAŁANIA PENTAGONU WYBUCHŁA EPIDEMIA POLIO SZCZEPEM SZCZEPIONKOWYM. Na Ukrainie w rejonach działania Pentagonu, wybuchła epidemia polio szczepem szczepionkowym.

Brak tych informacji w podręcznikach w Polsce jest dowodem 100% potwierdzającym, że jesteśmy tylko kondominium koncernów, czy Grup Kapitałowych. Proszę zauważyć, że zarówno w epoce komunistycznej jak i obecnie wcale nie zmienia się programów nauczania.
Indoktrynacja ludności pomiędzy Odrą i obecnie Bugiem jest taka sama. W żadnym podręczniku, czy to historii, czy medycyny, czy chorób zakaźnych, nie wspomina się nawet o tej hekatombie ofiar niewinnej ludności, popełnionej w imię zysku grup bankstesko – szczepionkarskich. Proszę także zauważyć, że żadnym „tuzom” elit to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, jako trolle za dodatkową „stówę” powtarzają te dezinformacje. To nie od dnia dzisiejszego, ale od 100 lat w naszym biednym kraju rządzi komóra, skóra i fura. Oczywiście różnych marek.
Oprócz gazetowych epidemii, wyprodukowanych w zaciszu laboratoriów przez usłużnych idiotów [Goldman, w Polsce zwany Leninem, agent Warburga] także dezinformacje dotyczące pożywienia są stale fałszowane, głównie przez instytucje państwowe. Wiadomo, monopol na informację posiada państwo, z wyjątkiem koloni, czy półkolonii. W kraju, w którym nie istnieje wolna wymiana poglądów i brakuje własnych mass mediów, sposoby indoktrynacji są bardzo łatwe.

To nie nauka decyduje o stopniu rozwoju danego kraju, ale właśnie koncerny, które piszą odpowiednie scenariusze i obsadzają role spolegliwymi aktorami. Schemat jest zbudowany na zasadzie mongolskiej piramidy opisanej w książce pt: „Tajnej historii Mongołów”. Przecież stopnie naukowe nadają twory państwowe. System grantów jest stworzony tylko i wyłącznie w celu lepszego kontrolowania społeczeństwa. Udowodnię to poniżej na przykładzie właśnie pożywienia.

Przecież sama definicja choroby jest stworzona przez urzędników rozmaitego szczebla. Ostatnio w okresie globalizacji największy wpływ na tworzenie takich pojęć ma ONZ, a w kwestii zdrowia WHO.
Problem polega na tym, że to jest pół prywatna organizacja, a wiadomo, kto płaci to wymaga. WHO jest np. dofinansowywane przez B. Gatesa. Oczywiście to jest przypadkowa zbieżność nazwisk, ale wieloletnim sekretarzem w Biurze Wojny jest także człowiek o nazwisku Gates.

O tym, że WHO ma nieznaczny wpływ na poprawę zdrowia na świecie świadczą fakty.

Samo utrzymanie WHO JEST SPONSOROWANE PRZEZ PRZEMYSŁ FARMAKOLOGICZNY.

Epidemia cholery na Haiti to sprawa WHO [10 000 ofiar].
Epidemia Polio w Indiach to sprawka WHO [61 700 ofiar].
Epidemia dziwnej choroby w Afryce Środkowej, po szczepieniach, to sprawa WHO [liczba ofiar nieznana].
Epidemia bezpłodności kobiet w Afryce TO SPRAWA WHO [liczba ofiar nieznana].

To tylko wyrywkowy obraz działalności WHO w ostatniej dekadzie. Stworzenie fikcyjnych chorób, typu epidemia grypy w 2009 roku, czy epidemii ptasiej grypy, to sprawa WHO.

Zmiany definicji chorób na dogodne dla przemysłu, to sprawa WHO. Nawet taka definicja zboczeń, jak homoseksualizm, została przez „ekspertów” WHO zmieniona i homo już nie jest zboczeniem. Niedługo zapewne to samo zrobią z pedofilią?

Przykładowo już w latach 50. XX wieku doszło do porozumienia z prywatną instytucją, jaką jest MAEA, na temat publikacji i działań dotyczących szkodliwości promieniowania jonizującego. Innymi słowy, my nie będziemy publikować tego, co wam może szkodzić. Konsekwencje są znane.

Ani słowa o katastrofach atomowych w Bloku Wschodnim, ani słowa o tysiącach napromieniowanych.
Ani słowa o 244 000 żołnierzy amerykańskich poddanych eksperymentom w czasie tzw. doświadczalnych wybuchów atomowych,
ani słowa o 32 000 angielskich sołdatów wystawionych na promieniowanie,
ani słowa o 500 000 sowieckich bojców użytych jako króliki doświadczalne „dla atomu”.

To jest tajemnica specjalistów od broni masowego rażenia. W podręcznikach szkolnych ani słowa o 3000 tzw. wybuchów nuklearnych przeprowadzonych przez wojsko, dla, jak to ładnie nazwano, eksperymentów. Wielkość promieniowania jonizującego, uwolniona w czasie tych wybuchów, jest porównywalna do 50 000 bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę.

Ale takie uśmiercanie było zbyt wolne. Z chęci zysku wprowadzono szybszy i lepszy sposób produkcji inwalidów, zaczęto mieszać przy tym Boskim wynalazku, jakim jest żywność. Nie ma żadnych wątpliwości, że najlepszym lekarstwem jest zdrowa żywność. Udowodniła to teoria Beschampa w drugiej połowie XIX wieku. Ale większy doraźny zysk, określonym grupom banksterów, dawała teoria mikrobów reklamowana przez chemika Pasteura. A więc ona została wprowadzana w życie wszelkimi sposobami. Stąd mamy m.in. epidemie poszczepienne. Wydawało się ówczesnym koryfeuszom nauki, opłacanym przez banksterów, że bakterie i szczepienia „to je to”.

Po 100 latach wiadomo z prawdopodobieństwem pewności, że o naszym zdrowiu decyduje środowisko, a nie bakteria.

Niestety, realizacja pomysłu Pasteura, że na wszystko będzie dobra szczepionka, doprowadziło do wprowadzenia do naszego środowiska ponad 100 000 związków chemicznych. Nawet obecnie, pomimo posiadanej wiedzy, że szczepionki to jest to samo, co lewatywy z XVI wieku, lub upusty krwi z XIX wieku, stosowane na wszystkie choroby jak leci, nadal bezmyślnie stosuje się ten dogmat. Owe 100 000 związków chemicznych do dnia dzisiejszego nie zostało przebadanych pod względem zdrowotnym.

Prawda jest taka, że nie mamy żadnych możliwości obecnie, by przebadać skutki takiej bezmyślnej działalności. Przypomnę, że projekt Genom z lat 90. pochłonąwszy 5 miliardów dolarów, praktycznie nic nie odkrył. Znamy tylko działania około 5% genów z 30 000.

I dalej brniemy w tą ślepą uliczkę. Ostatnio jak donosi prasa, chcą ogłupić społeczeństwo odkryciem szczepionki na raka. Wiadomo, raka się każdy boi, więc na pewno się kupcy znajdą. A jak jeszcze urzędnicy wprowadzą przymus szczepień, np. za pomocą ubezpieczenia na życie, to zbyt zapewniony. Łatwo to sobie można wyobrazić, chcesz się ubezpieczyć od wypadku, pożaru itd, musisz się najpierw zaszczepić.

Nie jest to specjalnie rewolucyjne rozumowanie, ponieważ już to zrobiono, reklamując szczepionki Gardasil, czy Siligard, jako zapobiegające rakowi szyjki macicy, co jest absolutna nieprawdą. Ten preparat nigdy nie był pod tym kątem nawet oceniany, ale proszę zauważyć, ile pieniędzy wykradziono z budżetów lokalnych samorządów na zakup tych preparatów. A potem samorządy jęczą o braku pieniędzy na dożywianie dzieci w szkołach i podnoszą podatki.

Na początku XX wieku, pod pretekstem wzrostu plonów, zaczęto stosować nawozy sztuczne. Zagmatwało to jeszcze bardziej podejście do zdrowia. Wiadomo, że w przyrodzie jest koło 100 pierwiastków niezbędnych do życia. Tymczasem nawozy sztuczne to tylko N, P, K i czasami Mg. Pod pretekstem wzrostu plonów zaczęto sypać nawozy azotowe, nie badając wcale jakości ziarna. Do lat 1900 gleba była bogata w składniki mineralne, ponieważ stosowano gnojówkę jako nawóz. Gleba więc produkowała zdrowe, energetyczne rośliny o bogatej zawartości witamin. Niestety, chęć poprawy Bożego produktu spowodowała wprowadzenie nawozów sztucznych. Od tego czasu notujemy systematycznie pogłębiające się niedobory mikroelementów. Przetwarzanie żywności, dodawanie środków bakteriobójczych, czy grzybobójczych, jeszcze pogarsza ten proces.

O konieczności uzupełniania gleby w mikroelementy nikt nie pomyślał. O tym, że wyczerpanie naszych gleb z mikroelementów postępuje, wiedziano już w 1936 roku. Senat USA wydał w 1936 roku specjalny dokument nr 264, opublikowany w 2 sesji 74 Kongresu stwierdzający:

„Większość z nas cierpi z powodu niektórych niebezpiecznych niedoborów diety, które nie mogą być naprawione do chwili poprawy zubożonej gleby. Nasze potrawy, przekąski, owoce, warzywa i zboża, które są obecnie uprawiane na milionach hektarów, nie zawierają pewnych niezbędnych minerałów, powodują niedobory żywnościowe, bez względu na to, ile tych produktów zjemy. Władze Rządowe stwierdzają, że 99% Amerykanów cierpi na niedobór tych minerałów. Wyraźny niedobór jednego tylko z tych minerałów może powodować chorobę. Bez tych minerałów przyjmowane witaminy są bezużyteczne”.

To wszytko wiedziano już 3 pokolenia wstecz. Jak sam możesz się przekonać Szanowny Czytelniku, w Polsce żaden parlament, żaden rząd nawet o tym nie pomyślał.

Dlaczego o tym nie widzą do dnia dzisiejszego odpowiednie władze w tym biednym kraju pomiędzy Odrą i obecnie Bugiem?

Dlaczego o tym nie uczy się w szkołach, także medycznych? Efekt każdy widzi.

Mamy coraz więcej chorób wynikłych z niedoboru pierwiastków. Przykładowo atopowe zapalenie skory można stosunkowo łatwo i niedrogo wyleczyć kwaśnym mlekiem od krowy. Ale przemysł by splajtował, więc stworzono cała masę preparatów w celu wyciągania pieniędzy z prywatnych kieszeni.

A przecież już na drugim roku studiów w dobrych uczelniach medycznych podają, że skóra jest podobnym narządem wydalniczym jak nerki. To właśnie z potem usuwamy te masy trucizn, które z posiłkiem dostały się do naszego organizmu.

Dzięki uprzejmości i za zgodą
dr Jerzego Jaśkowskiego
[email protected]

Jedna odpowiedź

  1. Barbara